Artykuły

Miłość za tysiąc dolców

0

Miłość za tysiąc dolców

 

W erze portali randkowych i aplikacji mobilnych, które mają pomóc odszukać tego jedynego czy też tę jedyną,  wydawałoby się, że nikt nie będzie płacił całkiem sporych pieniędzy za znalezienie partnera czy partnerki. A jednak! I to szukając przez… social media. Co się kryje za tym nietypowym wykorzystaniem mediów społecznościowych? Faktycznie chęć znalezienia chłopaka, a może… kreatywny pomysł na wywołanie buzzu wokół swojej osoby?

 

Nowy Jork, rok 2017. Ponad 8 milionów mieszkańców. W sumie to około 20, jeśli liczyć obszar metropolitalny. Całkiem dużo ludzi, prawda? Czasem jednak w największym tłumie najbardziej czuć samotność, która może dotknąć człowieka. Nawet w naszej erze, w której wydawałoby się, że kontakt z drugim człowiekiem jest łatwiejszy niż kiedykolwiek i również w prostszy sposób niż choćby pół wieku temu można dotrzeć do dowolnej osoby – w myśl zasady trzech stopni oddalenia (zredukowanej przez Facebooka z dawnej zasady sześciu stopni oddalenia – dokładnie średnio 3,57 uścisków dłoni dzieli nas od jakiejkolwiek osoby na Ziemi, jeśli skorzystamy z portalu Marka Zuckerberga). Różne są teorie na temat tego, jak media społecznościowe przyczyniają się do zacieśniania więzów międzyludzkich, w jakim stopniu to robią (a może jest wręcz odwrotnie?). W każdym razie nigdy jeszcze nie mieliśmy takiego wyboru, jeśli chodzi o możliwość poznania różnych osób, z którymi moglibyśmy się związać. Niektórym to jednak nie wystarcza.

 

Od Partnergangera do „szukam partnera”

30-letnia Lacey Waterman kolejny raz przykuła uwagę świata agencji kreatywnych. Jednak tak jak poprzednim razem, gdy stworzyła tumblra Partnerganger (pierwotnie profil, na który swoje zdjęcia w bardzo podobnych albo nawet identycznych strojach wrzucali partnerzy biznesowi prowadzący jedną firmę: http://partnerganger.tumblr.com/), nie zrobiła tego dzięki znakomitej kreacji reklamowej czy też ponadczasowej big idei. Tym razem kreatywna pochodząca z Los Angeles, a od lat pracująca w Nowym Jorku (zarówno freelancersko, jak i dla agencji – obecnie jako senior art director w Partners&Spade), szuka chłopaka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie sposób, w jaki postanowiła znaleźć partnera. Oferuje osobie, która poleci jej chłopaka, z którym pójdzie na przynajmniej 10 randek, aż 1000 dolarów. Tak, tysiąc baksów. Zdziwieni? My też byliśmy. Jej ogłoszenie, okraszone odpowiednim zdjęciem, można znaleźć na stronie internetowej (tutaj: http://thelaceyminimalist.com/post/162681046257/set-me-up-with-a-guy-that-i-go-on-10-dates-with) oraz w mediach społecznościowych. Lacey swoją decyzję tłumaczy na różne sposoby. Przede wszystkim ma dosyć technologicznych pośredników – mając tu na myśli aplikacje, czy też związane z nimi czynności, jak wymienianie się wiadomościami. Swoje działania nazywa nowym pomysłem na swatanie millenialsów. Czy jednak nie jest to zbyt radykalne? I skąd ten tysiąc dolarów?

 

źródło: http://thelaceyminimalist.com/post/162681046257/set-me-up-with-a-guy-that-i-go-on-10-dates-with

 

Szukanie miłości czy czegoś innego?

W tym szaleństwie być może jest metoda. Kwota pewnie pełni rolę haka na uwagę. Gdyby jej nie było, to Lacey raczej nie mogłaby liczyć na pomoc kogokolwiek poza przyjaciółmi i bliższymi znajomymi. Uwaga przyciągnięta – jak Lacey wspomina w wywiadzie dla Advertising Age (no właśnie – wywiad, dla nie byle kogo, tutaj całość: http://adage.com/article/creative-profiles/13-questions-lacey-waterman-thousand-dollar-dater/309750/), usłyszała sporo słów wsparcia pod swoim adresem. Pojawiły się też hasła typu ‘girl power’. Akcja jest na pewno nietypowa, ale czy na pewno chodzi tu tylko o znalezienie chłopaka na stałe? Być może Lacey chce nagłośnić jakiś szerszy problem, np. coraz większe trudności w budowaniu głębokich relacji międzyludzkich w dzisiejszym świecie? Niewykluczone też, że chodzi też tylko o wytworzenie buzzu wokół swojej osoby – przypomnienie o sobie. Może jest jedną z tych osób, która gdy raz posmakowała światła reflektorów, chce znowu znaleźć się w centrum uwagi. Lacey działa czy też działała również freelancersko – kto wie, czy nie chodzi o przyciągnięcie uwagi klientów? W każdym razie życzymy znalezienia drugiej połówki! I na koniec przypominamy przykład z naszego podwórka, z niedalekiej przeszłości (ale bez tysiąca dolarów), wyglądający też na nieco bardziej wiarygodny i bez różnorakich podtekstów. Partnera przez social media szukała też Klara Kopcińska: https://wiadomosci.wp.pl/szukam-mezczyzn-ktorzy-nie-boja-sie-emocji-ogloszenie-matrymonialne-50-latki-podbija-internet-6115861374621313a

Kategorie: Felietony

Comments not allowed for this post.

W mediach

Firma w randze Uniwersytetu czyli employer branding przez edukację.

Od lat działamy w edukacji. Z tym, że nie prowadzimy oficjalnego naboru na studia, ale do pracy. Nie rozdajemy dyplomów, tylko doświadczenie. A indeksy naszych ludzi mają postać profili na LinkedIn. Na co dzień robimy to, co umiemy najlepiej – komunikację; jednak, żeby dostarczać Klientom poziom usług, którego wymagają – musimy uczyć.

http://www.qacommunications.com/pl/blog/firma-w-randze-uniwersytetu-czyli-employer-branding-przez-edukacj/

Social media rządzą (prawie)

Wczoraj odbyły się przedterminowe wybory do brytyjskiej Izby Gmin. Naszą uwagę przykuł jeden z obecnych liderów tamtejszej sceny politycznej, który doskonale potrafi wykorzystać siłę mediów społecznościowych. Mowa o Jeremym Corbynie.

http://www.qacommunications.com/pl/blog/social-media-rzdz-prawie/

Girl power – social media w rękach kobiet

W wielu dziedzinach kobiety ciągle zarabiają mniejsze pieniądze od mężczyzn i mają też mniej do powiedzenia od przedstawicieli płci męskiej. Inaczej sprawa wygląda w sferze, która powstała całkiem niedawno w porównaniu do wielu innych – mowa o social mediach. W nich kobiety radzą sobie wręcz doskonale.

http://www.qacommunications.com/pl/blog/girl-power-social-media-w-rkach-kobiet/

Facebook

Twitter

Newsletter

Zaufali nam