Artykuły

Blog

0

Budowanie wizerunku pracodawcy – 5 kroków do sukcesu

Budowanie wizerunku pracodawcy krok 1 - Poznaj swoich pracowników i otwórz się na to co mówią o Twojej firmie.

 

Kiedy poznasz motywacje i cele zawodowe osób pracujących dla ciebie, łatwiej otworzysz się na to co mówią o Twojej firmie.  Każdy pracownik ma osobiste oczekiwania w stosunku do swojego miejsca pracy, a także wobec swojego szefa. To właśnie zaspokojenie oczekiwań znacząco wpływa na motywację i poziom zaangażowania w wykonywaniu codziennych obowiązków. Budowanie wizerunku pracodawcy lub firmy zacznijmy od bliższego poznania całego zespołu, znając motywacje i oczekiwania pracowników będziemy też lepiej wiedzieć w jaki sposób pobudzać ich do kreatywnej pracy.

 

  • - Zacznijmy od podstaw. Najprostszym sposobem poznania pracownika jest rozmowa. W wielu przypadkach wystarczy zapytać o jego aspiracje i cele zawodowe. Dzięki szczerej rozmowie można szybko dowiedzieć się co skłania go do efektywnej pracy.

     

  • - Innym narzędziem jest przeprowadzenie anonimowej ankiety. W takiej ankiecie każdy będzie mógł wypowiedzieć się na temat swoich oczekiwań i ocenić system motywacyjny. Przy okazji pracownicy mogliby ocenić sposób i jakość organizacji w firmie. Jeżeli istnieje obawa, że podczas rozmowy część pracowników nie będzie w 100% szczera to połączenie tych 2 narzędzi razem z wnikliwą analizą odpowiedzi z ankiety da bardziej obiektywny obraz.

     

  • - Obserwacja zachowań całego zespołu i jego poszczególnych członków podczas pracy zespołowej może również przyczynić się do poznania oczekiwań i motywacji.

     

  • - Poznawanie potrzeb i oczekiwań pracowników odbywa się również poprzez specjalistyczne badania HR. Zaliczają się do nich np. exit interview, badanie potrzeb szkoleniowych, komunikacji wewnętrznej, zaangażowania i badanie satysfakcji pracowników.

     

 

Budowanie wizerunku pracodawcy w pięciu krokach

 

Reasumując, kluczem do budowania wizerunku dobrego pracodawcy jest uwzględnienie tego co o firmie mówią pracownicy. To oni w dużym stopniu budują jej wizerunek. Ich krytyczna opinia prowadzi do negatywnego postrzegania firmy na zewnątrz. Z kolei zła opinia o firmie czy przedsiębiorstwie może zniechęcić wielu konsumentów lub kontrahentów, odstrasza jednak przede wszystkim potencjalnych pracowników.

 

 

Krok 2. Zrozum potrzeby potencjalnych pracowników i naucz się komunikować w ich języku

 

Co należy zrobić, żeby zrozumieć potrzeby przyszłych pracowników?

 

Rekrutacja jest momentem osobistego kontaktu z firmą. Dlatego ważne, żeby osoba zajmująca się rekrutacją była przygotowana - wiedziała o czym mówi, nie myliła kluczowych pojęć i kierowała do kandydata ofertę zgodną z jego profilem. Rekruter powinien wiedzieć co dzieje się na rynku w branży, w której poszukuje idealnego kandydata. Pozwala to na zbudowanie relacji zaufania a nie relacji kupna i sprzedaży.

Dobrym przykładem może tu być branża IT, w której pozyskanie specjalistów w ostatnim czasie staje się coraz trudniejsze i wymaga specjalnego podejścia. Aby skutecznie przeprowadzić rekrutację w tej branży należałoby sobie postawić pytanie z punktu widzenia osoby poszukującej pracy w IT. Np. “Czego bym oczekiwał od firmy będąc tak pożądanym pracownikiem?” Odpowiedź wydaje się całkiem prosta – zrozumienia potrzeb, konkretnych propozycji i szczerości.

Osoba rekrutująca powinna mieć pewność, że kontaktowana osoba otrzymuje wszystkie potrzebne informacje, aby rozważyć daną ofertę pracy. Świadomość bycia zrozumianym może być czynnikiem bardzo istotnym dla podjęcia ostatecznej decyzji. Istotnym elementem będzie też zgodność oferty z prawdą. Jeżeli firma zatrudnia pracownika obiecując pracę w technologii, którą dopiero planują używać w przyszłości, nowo zatrudniony pracownik będzie rozczarowany i po kilku miesiącach poszuka innej pracy zgodnej z jego oczekiwaniami.

 

Dlatego ważne, by odpowiadać adekwatnie na oczekiwania potencjalnego kandydata. Jeżeli nie zadamy sobie trudu by zrozumieć profil zawodowy potencjalnego pracownika to już pierwsza próba kontaktu okaże się nieudana.

 

Jak używać języka potencjalnych pracowników?

 

W zależności od grupy docelowej kampania powinna wykorzystywać różne narzędzia, powinna także korzystać z języka i sposobu komunikacji dostosowanego do zainteresowanych. Przykładem kampanii dobrze to wykorzystującej może być kampania „McDonald’s wierzy w młodych ludzi w Polsce”.

Oprócz nowej odsłony strony internetowej oraz wszelkiego rodzaju działań medialnych kampanie opiera się na 30 sekundowym spocie reklamowym. Wzięli w nim udział menadżerowie restauracji McDonald’s w Polsce. Spot podkreśla ważną rolę młodych ludzi pracujących dla McDonald’s w Polsce, to oni są menadżerami ponad 330 tych restauracji.

 

Często spotykanym strategicznym błędem jest kreowanie wizerunku dobrego pracodawcy zupełnie niepoparte rzeczywistością. Naciągane komunikaty tworzące maksymalnie atrakcyjny wizerunek firmy są dziś łatwe do zweryfikowania. Pracownicy dzielą się swoimi opiniami na forach internetowych i każdy zainteresowany może je sprawdzić. 

 

Dobrym przykładem może tu być kampania reklamowa PZU z 2013 roku pod hasłem „Nawet najlepsi zrobią wszystko, żeby pracować w PZU”.

 

Spot w humorystyczny sposób pokazuje rozmowę kwalifikacyjną w biurze PZU. Podczas rozmowy z rekruterem kandydatka, która w swoim CV deklaruje, że rozumie język zwierząt, jest skonfrontowana z gdaczącym kogutem. Reklama umieszczona na YouTubie miała 1,4 mln odsłon, co można uznać za duży sukces. Była to pierwsza na dużą skalę kampania employer brandingowa firmy z branży finansowej w Polsce. Jej celem było budowanie wizerunku pracodawcy i kształtowanie przyjaznego obrazu firmy.

 

Jednak nie wszystko się w tej kampanii udało, wystarczyło wejść w komentarze by dowiedzieć się, że firmie trwają właśnie zwolnienia grupowe.

 

 

Krok 3. Nałóż wiedzę o rynku lokalnym na trendy globalne

 

Skuteczne budowanie wizerunku pracodawcy będzie wymagało także czerpania z zagranicznych wzorców rynku pracy. Pracodawca dbający o swój wizerunek powinien umiejętnie wykorzystać pojawiające się tendencje na globalnym rynku. Będzie musiał także ocenić przydatność nowych trendów konfrontując je z rynkiem lokalnym i specyfiką swojej branży.

 

Kluczowe trendy w globalnym rynku pracy :

 

  • - Agility w organizacji – umiejętność dostosowania się zespołu do nowych warunków

     

  • - Praca interdyscyplinarna – współpraca między pracownikami, dzielenie wspólnej przestrzeni różnych zespołów a także wspieranie interakcji między nimi by wzmóc kreatywność

     

  • - Pracownicy bez granic – budowanie różnorodności zespołu, czerpanie z integracji kulturowej i migracji pracowników 

     

  • - Nauka międzypokoleniowa – korzystanie z doświadczeń pracowników z różnych grup wiekowych 

     

  • - Potencjał pokolenia millenium  - wykorzystanie potencjału i predyspozycji nowego pokolenia pracowników

     

  • - Personal branding – wpływ wizerunku pracowników na wizerunek firmy

     

  • - Wellness 3.0 – mobilizowanie pracowników do zdrowego trybu życia Spróbuj wykorzystać chociaż kilka globalnych trendów w swoim miejscu pracy, zastosowanie wielu z nich może przynieść bardzo pozytywne rezultaty. 

     

 

Dodatkowo przydatne informacje o globalnym rynku pracy odnajdziemy w jego licznych, corocznych analizach ogólnie dostępnych w sieci. Wśród nich między innymi najnowszy raport Global Skills Index przygotowany przez międzynarodową firmę doradztwa personalnego Hays razem z instytutem badawczym Oxford Economics. Analizuje on wskaźniki gospodarcze 33 krajów oraz ich wpływ na regionalne rynki pracy. Same wnioski jakie płyną z informacji dotyczących rynku globalnego są nieco sprzeczne z informacjami dotyczącymi polskiego rynku pracy. Wg raportu rynek wywiera obecnie mniejszą presję na pracodawcach, wskazuje wręcz na poprawę sytuacji firm poszukujących wyspecjalizowanych pracowników.

 

Niemałą rolę odgrywa w tym digitalizacja rynku pracy i nowoczesne technologie. Powszechny dostęp do internetu i możliwość pracy zdalnej pomaga rozwiązać problem niedoboru kompetencji na rynku lokalnym. Wg danych GUS z 2016 roku dostęp do Internetu w Polsce posiadało 80,4% gospodarstw domowych, w tym aż 75,7% posiadało internet szerokopasmowy.

 

Problem z zatrudnianiem wykwalifikowanych fachowców może rozwiązać także migracja pracowników z innych krajów. W Polsce wg raportu NBP o rynku pracy w ciągu ostatnich kilku lat skala imigracji zarobkowej wyraźnie wzrosła, a jednocześnie zwiększyło się jej zróżnicowanie sektorowe.

 

Krok 4 - Mów do pracowników wielokanałowo.  Intranet, social media, a może kampania wewnątrz firmy

 

Najczęściej używanym narzędziem do komunikowania się wewnątrz firmy lub organizacji jest Intranet. Za jego pomocą w prosty i szybki sposób możemy przekazać ważne informacje wszystkim pracownikom.

 

Mimo, że jest to jednostronny sposób komunikacji, sterowany odgórnie, wciąż większość firm ogranicza swoją komunikację z pracownikiem właśnie do niego. Intranet jest wygodny dla pracodawcy, ponieważ nie wymaga od niego szybkiej reakcji i zaangażowania w wymianę myśli. Ale w przeciwieństwie do firmowego „facebooka”, nie daje możliwości zapoznania się z tym co pracownicy mają do powiedzenia. A przecież tą wiedzę można wykorzystać do poprawy wizerunku firmy. Nie w każdej firmie taka forma komunikacji z pracownikiem da pozytywne efekty. Największym zagrożeniem takiego rozwiązania jest obawa pracowników, że ich szczerość może skończyć się zwolnieniem lub „niełaską” u szefa. W efekcie zamiast szczerej wymiany myśli będziemy mieli do czynienia z nad wyraz pozytywnymi opiniami wypisywanymi przez pochlebców.

 

Ale jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. Zawsze można wrócić do sprawdzonego Intranetu.

 

 

 

Kampania wewnątrz firmy

 

Jeżeli firma ma problem z dużą rotacją pracowników i chciałaby poprawić swój wizerunek wśród nich, to warto pomyśleć o wewnętrznej kampanii wizerunkowej. Kampania wewnętrzna pomoże wzmocnić przekonanie, że to właśnie pracownicy są najcenniejszym zasobem. To oni są ambasadorami firmy, korporacji czy przedsiębiorstwa na zewnątrz. Jeżeli firma przechodzi intensywne zmiany, kampania może mieć charakter informacyjny, by zapoznać pracowników z nową strategią, wartościami czy innymi zmianami w firmie. Do takiej kampanii warto włączyć element interaktywny, pozwalający pracownikom na wypowiedzenie się w ważnych sprawach i zapewniający prawdziwe uczestnictwo w zmianie.

 

 

Budowanie wizerunku pracodawcy - krok 5 - Postaw na rozwój

 

Od kilku lat w Polsce panuje rynek pracownika, oznacza to między innymi, że liczba miejsc pracy przewyższa ilość kompetentnych i wykwalifikowanych kandydatów. Właśnie dlatego specjaliści od HR zajmują się głównie rekrutacją. Dlatego rozwój pracowników już zatrudnionych schodzi często na drugi plan.

 

Jeżeli firma nie oferuje pracownikom możliwości rozwoju to nawet najlepsza strategia rekrutacji nie wypełni zapotrzebowania na wykwalifikowanych pracowników.

 

Przez błędnie prowadzoną strategię HR nastawioną tylko i wyłącznie na zatrudnianie a bagatelizującą rozwój pracownika, z firmy czy organizacji zaczną odchodzić ludzie w poszukiwaniu pracy dającej możliwości rozwoju. Warto zatem monitorować nastroje i opinie w firmie/organizacji i brać je pod uwagę w strategii budowania wizerunku pracodawcy.

 

System rozwoju kompetencji przez szkolenia dla pracowników.

 

Od kilkunastu lat można zauważyć wzrost skali bezpośredniego zaangażowania firm w doskonalenie kompetencji pracowniczych. Większe zainteresowanie szkoleniami pokazuje, że rośnie świadomość menedżerów i pracowników co do konieczności doskonalenia kapitału ludzkiego.

 

Wg analiz przeprowadzonych przez ANDRZEJA RÓŻAŃSKIEGO z zakładu Andragogiki UMCS dane szacunkowe obrazujące ilość środków przeznaczanych w Polsce na szkolenia i studia podyplomowe potwierdzają zwiększone zainteresowanie nimi po 2005 roku. W ostatnich latach obserwujemy przyrost ilości podmiotów świadczących usługi edukacyjne i szkoleniowe, także tych kierowanych do firm i przedsiębiorstw. Wg różnych źródeł w 2011 w Polsce funkcjonowało od 6900 do 9800 takich podmiotów, 40% z nich powstało po 2006 roku. 

 

Większe zainteresowanie szkoleniami dla pracowników jest więc związane także z łatwą ich dostępnością i z rosnącym wykorzystaniem po 2005 roku środków UE z Sektorowych Programów Operacyjnych. Zanim jednak pomyślimy o szkoleniu dla pracowników należałoby przeprowadzić szczegółową analizę potrzeb szkoleniowych.

 

Trafność doboru tematyki i formy doskonalenia zawodowego do potrzeb firmy lub organizacji jest niezwykle istotna. Wg danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości tylko 54 % firm biorących udział w szkoleniach w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Rozwój Zasobów Ludzkich, stwierdziło, że tematyka szkolenia była zgodna z potrzebami firmy. Aż 30% firm stwierdziło brak wpływu przeprowadzonych szkoleń na poprawę funkcjonowania firmy. Wynik przeprowadzonego sondażu, pokazujący raczej rozczarowanie ich efektami, nie świadczy o braku sensu ich stosowania, ale raczej o tym, że nie były one dobrze dopasowane do potrzeb firmy, organizacji czy przedsiębiorstwa.

 

Budowanie wizerunku pracodawcy - jak to zrobić?

Podsumowanie

 

Podstawowym i najczęściej spotykanym błędem w budowaniu wizerunku pracodawcy jest skupianie się na działaniach zewnętrznych, przyciągających nowych pracowników, z pominięciem zabiegów dbających o satysfakcję pracowników już zatrudnionych. Odpowiednie zbalansowanie działań to zdecydowanie lepsza strategia. Zadowolony pracownik będzie najlepszą wizytówką firmy. Firma, która dba o dobry wizerunek pracodawcy, musi zapewnić zatrudnionym odpowiednie warunki, możliwości doszkalania a także po prostu dbać o ich dobre samopoczucie. Nowoczesne miejsce pracy powinno stwarzać swoim pracownikom z różnych pokoleń możliwości uczenia się od siebie. Rozwój ich indywidualnych predyspozycji i umiejętność efektywnej współpracy przyczyni się do osiągnięcia założonego celu jakim jest dobry wizerunek pracodawcy.  

0

SOCIAL MEDIA TWOIM GŁOSEM W ŚWIECIE

W dzisiejszych czasach mało kto nie posiada profilu na co najmniej jednym portalu społecznościowym. Facebook, Instagram, Twitter - początkowo służyły głównie jako forma komunikacji ze znajomymi, dzielenia się chwilami ze swojego życia czy też podglądania co dzieje się w naszym otoczeniu. 

 

Z czasem jednak media społecznościowe nabrały bardziej informującej formy - powstały oficjalne profile firm, gazet, stacji telewizyjnych, celebrytów, co umożliwiło nam błyskawiczny dostęp do aktualności. Bo w dzisiejszych czasach informacja jest na wagę złota. Co najbardziej przypadło ludziom do gustu to opcja wypowiadania się na każdy temat, mniej lub bardziej ważny, i możliwość bycia usłyszanym w cyberświecie. I to jest zjawisko, które obserwując w ostatnich tygodniach, pokazuje potęgę social media.

Źródło fotografii : The Wrap.

 

Weźmy pod lupę aferę ze znanym producentem filmowym, Harvey Weinsteinem. Osoba, która w amerykańskim show biznesie była rozpoznawalnym nazwiskiem, w przeciągu miesiąca straciła praktycznie cały swój dobytek, została pozbawiona wszystkich osiągnięć i spędzi lata w sądzie próbując ratować swoją reputację.

Weinstein na początku października tego roku został oskarżony o molestowanie seksualne i gwałt ponad dwunastu kobiet. Dziennikarki Jodi Kantor i Megan Twohey opublikowały artykuł na ten temat w New York Times, który później był głośno komentowany przez Ronana Farrow. Skandal jednak nabrał prawdziwego rozgłosu w momencie, w którym ponad 60 kobiet z showbiznesu zaczęło mówić o niestosownych zachowaniu Weinstein'a w ich kierunku na przestrzeni aż 30 lat. Mowa tu o takich nazwiskach jak Sean Young, Angelina Jolie, Gwyneth Paltrow, Daryl Hannah, Eva Green, Cara Delevigne, Kate Beckinsale czy Rose McGowan. Ta ostatnia poinformowała, iż zgłosiła gwałt Weinstein'a producentowi filmu, w który była zaangażowana, jednak on zbagatelizował sprawę i postanowił kontynuować kolaborację z oskarżonym, co w efekcie wywołało jeszcze gorszą burzę.

Oskarżony został wyrzucony ze swojej wytwórni, usunięty z Gildii Producentów, jego żona zgłosiła pozew o rozwód. W przeciągu tygodni kariera i prywatne życie mężczyzny dobiegły końca. I chociaż spekulowano na temat jego zachowania już od lat, dopiero komunikacja przez social media przyczyniła się do rozgłosu. Każda osoba, która zaczęła publicznie mówić o traumie, jaka ją dotknęła, dała odwagę innej, aby zaczęła wypowiadać się na ten temat. Nie tylko kobiety, ale i mężczyźni zaczęli ujawniać bolesne historie, które wpłynęły na ich życie

 

Źródło fotografii : RollingStone.com

 

Duży udział w nagłośnieniu skandalu miał Twitter i jego popularny hashtag #MeToo. Aktorka Alyssa Milano („Charmed”) wypromowała go, nakłaniając osoby dotknięte molestowaniem seksualnym, aby nie bały się mówić o swoich przeżyciach i "podawały swoją historię dalej".

Statystyki pokazują, że ponad pół miliona osób zabrało głos w tej kwestii, pokazując, jak często stykamy się z przemocą, ale boimy się o tym powiedzieć innym. Sama akcja przeniosła się także na Facebooka, gdzie zasięg przekroczył 4 miliony użytkowników. Niektóre kraje, jak Francja, miały swój własny wariant #BalanceTonPorc. W Polsce akcja pojawiła się pod hasłem #JaTeż. 

 

Źródło fotografii : DigitalTrends.com

 

Skandal Weinsteina nabrał efektu "kuli śnieżnej", która nie przestaje się toczyć. Kolejne znane nazwiska, jak Roman Polański, zostały ponownie poddane krytyce i  zaczęto domagać się sprawiedliwości. Odkopano sprawy, które miały miejsce 30, nawet 40 lat temu. Zauważono, że dawniej nie mówiono publicznie o przemocy seksualnej i bagatelizowano ją, a teraz nastał czas na osąd. Kevin Spacey odczuł gniew Internautów na własnej skórze - odniesiono się do sprawy z 1986 roku, kiedy to 14 letni, wtedy jeszcze nieznany aktor Anthony Rapp padł ofiarą jego ataku. Dla Spacey'ego zakończyło się to utratą pracy - stacja Netflix ogłosiła zakończenie produkcji serialu "House of Cards", w którym aktor grał główną rolę. Pogorszył on jednak swoją sytuację, ujawniając podczas skandalu, że jest homoseksualistą - za co środowisko LGBT mocno go skrytykowało, deklarując, że nie ma do nich za grosz szacunku i próbuje odwrócić uwagę od prawdziwego problemu, przykuwając uwagę mediów szokującym coming-outem. Nie pomogło też wyznanie jego brata, który poinformował o ich ojcu, mówiąc, że był "Nazistowskim gwałcicielem" i przez lata znęcał się nad braćmi. Reputacja Spacey'ego została mocno zszargana. 

Najnowszym, zaledwie sprzed kilku godzin, skandalem jest oskarżenie skierowane do Dustina Hoffmana, które odnosi się do pracy na planie filmu z lat 80-tych "Death of a Salesmen".

 

Źródło fotografii : BoredPanda.com

 

Ale czy social media nie dały też ludziom poczucia władzy i szybkiego ostracyzmu? Obserwując na bieżąco co w trawie piszczy można zauważyć, że obecnie każde zachowanie - zwłaszcza osób publicznych - zostaje poddane bardzo surowej krytyce. Zmieniając wątek z molestowania seksualnego, popularnym tematem jest zjawisko rasizmu. Coraz częściej osoby o odmiennym kolorze skóry są wrażliwe na dwuznaczne komentarze w ich stronę i potencjalnie gorsze traktowanie przez pracodawcę. Niekiedy jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy ich urazić, nie mając jednak nic złego na myśli. W taką pułapkę wpadła aktorka Lili Reinhart ("Riverdale"), która przed Halloween umieściła wpis na Twitterze, pokazujący osobę pomalowaną na czarno, którą skomentowała "Czarna jak moja dusza". Internauci oskarżyli ją o promowanie rasizmu, brak wyczucia i poszanowania. Natychmiast usunęła wpis i przeprosiła za to jak ludzie mogli odebrać jej zachowanie, mimo, iż nie miała nic złego na myśli.

 I właśnie to wywołało sporą burzę wśród pozostałej części jej fanów, którzy uznali, że nie zrobiła zupełnie nic złego, a oskarżanie jej o rasizm to po prostu żart i hipokryzja, wyolbrzymienie problemu, którego nie ma. Zwrócono uwagę, że w dzisiejszych czasach każdy komentarz czy  działanie może zostać odebrane jako atak w czyjąś stronę i zaczynamy przejmować się wszystkim co mówiliśmy kiedyś i co mówimy obecnie.

 

 

 

Przykłady Tweetów Internautów broniących Reinhart : źródło BoredPanda.com

 

 

Wniosek jest prosty - nikt nie jest bezpieczny. Każdy podlega krytyce i mimo, iż nasze zachowanie może, według nas, zostać niezauważone, ktoś inny jest w stanie je wyłapać nawet po długim czasie. Musimy nauczyć się, że social media powinny służyć do pomagania sobie nawzajem, a nie krzywdzenia. Łatwo jest oceniać i osądzać  kiedy wydaje nam się, że jesteśmy anonimowi, ale tak nigdy nie jest – zawsze możemy sprawdzić kto siedzi po drugiej stronie ekranu. 

Nie bójmy się zabierać głosu w słusznej sprawie - dbajmy tylko o to, aby ten głos miał nam dać pozytywny efekt.

0

INTERNET BETA 2017

Od dziewięciu lat, połowa września to czas, gdy cała internetowa Polska zjeżdża się do małej miejscowości Kielnarowa, położnej niedaleko Rzeszowa. Spotykają się tam wszyscy ci, którzy mają cokolwiek wspólnego z internetem. Jadą tam, żeby się poznać, wymienić doświadczeniem i omówić wspólne działania, ale - nie ukrywajmy tego - również po to, by dobrze się poczuć w swoim towarzystwie. :)

Trzy dni konferencji przepełnione są prezentacjami (odbywającymi się równolegle w dwóch salach), niezliczoną ilością spotkań, rozmów oraz żartów. Integracji sprzyja fakt słabego zasięgu telefonii komórkowej i dość ograniczony dostęp do Internetu - co w przypadku ludzi internetu jest pewną formą odwyku.

Pomimo, iż staram się być na jak największej liczbie prezentacji, to nie sposób uczestniczyć we wszystkich - głównie dlatego, że część z nich odbywa się równolegle, ale także z powodu rozmów pozakuluarowych.

Atmosfera tego miejsca sprawia, że zawsze wracam z Kielnarowej z nowymi znajomymi, pomysłami na kolejne projekty, czy po prostu z wiedzą na temat działań konkurencji (którą w tym momencie serdecznie pozdrawiam i przybijam wirtualną „piątkę”).

 

Z tegorocznej edycji, wiele prezentacji zapadło mi w pamięć. To wcale nie oznacza, że były najlepsze, po prostu trafiłem na nie i z każdej coś zapamiętałem. Warto wspomnieć rozpoczynające konferencję wystąpienie Mariusza Wesołowskiego,który od lat doradza w tym, jak skutecznie prowadzić działania e-commerce. Tym razem Mariusz poruszył temat kondycji branży marketingowej, ale nie tylko. Pretekstem do jego wystąpienia stał się ostatni problem Tigera. Według niego nie był to ani pierwszy, ani ostatni kryzys marki. A to dlatego, że nasza branża coraz częściej skupia się na budowaniu efektu WOW, zamiast na realizacji konkretnych celów biznesowych. Mariusz porównał działania współczesnych marketingowców  do prezenterów pogody, którzy informują, że „będzie padało w ciągu dnia… miejscami”. Zwrócił również uwagę na to, że branża często wykorzystuje narzędzia, takie jak Facebook, Instagram, czy Snapchat, tylko dla samego faktu ich użycia. Nie skupia się na rzeczywistym efekcie, jaki powinny one wywoływać.

Wszystkie zdjęcia: Piotrek Kordyś (Blue Cherry Studio)

 

Świetny był również Kamil Kozieł  z PrezART - standupowiec, który doskonale wie, jak należy prezentować. Opowiedział o tym, jak powinien wyglądać proces tworzenia prezentacji, która na długo zostanie w głowach publiczności. Ta jego pozostała. :)

Andrzej Świderski, szef e-torty.pl w brawurowy sposób opisał rolę emocji w komunikacji marketingowej, w najsłodszej prezentacji konferencji. Andrzej pokazał, że przedstawiając markę i opowiadając jej historię, warto zadbać o odpowiedni ładunek emocjonalny. Jest to idealna mieszanka, która wywołuje zainteresowanie, wzbudza niepewności, zachwyt i ogromną dawkę radości. Przygotowując treści w ten sposób, sprawimy że staną się one najchętniej szerowanym contentem w kanałach społecznościowych. Oczywiście, wszystko poparto przykładami takich działań, które Andrzej z sukcesem realizuje w swojej firmie.

 

 

Pomimo wczesnej pory (co nie było bez znaczenia, biorąc pod uwagę fakt, że dzień wcześniej odbyła się pierwsza podczas tej konferencji impreza integracyjna) Marcin Galicki z Wspieram.to przybliżył nam temat odpowiedzialności społecznej przy korzystaniu z modeli finansowania społecznościowego w Polsce i na świecie. Ujawnił również ciemną stroną crowdfundingu - przykłady kampanii od planowanych fraudów, poprzez błędne oszacowanie kosztów. Mówił też o wielkich globalnych sukcesach kampanii crowdfundingowych.

 

 

W sposób niezwykle ciekawy, Marcin Zaremba, człowiek ze wszech miar związany z digitalem, a obecnie dbający o właściwe działanie produktów iTaxi, opowiedział o podejmowaniu decyzji produktowych. Zrobił to jednak w bardzo ciekawy i swobodny sposób. Jego wnioski można odnieść nie tylko do życia zawodowego, ale i prywatnego. Jego wypowiedź zawierała wiele trafnych obserwacji i ciekawych wniosków.

 

 

Tutaj znajdziecie rozmowę Marcina z Szymonem Szymczykiem (na którego prezentację niestety nie dotarłem). Polecam: http://www.otwieracz.net/otwieracz/2017/9/19/otwieracz-nr-9-skd-wiedzie-co-robi-najpierw-internetbeta-2017

Paweł Sala, szef Freshmail, przyzwyczaił mnie już do niesamowitej jakości i merytoryki swoich prezentacji. Polski Cesarz email marketingu nie zawiódł i tym razem. Opowiedział o tym, jaki powinien być sprzedawca (O-ho-ho, łatwiej byłoby mu powiedzieć, jaki nie powinien być), a także o sprzedaży traktowanej jak chodzenie na randki. Wszystko podlane praktycznymi radami z zakresu budowania efektywnego email marketingu. Prezentacja - palce lizać!

 

 

Poza tematyką e-mailingową, nie zabrakło również czegoś o SMS-ach.

Niezawodny Andrzej Ogonowski, człowiek miliona pomysłów, rządzący od lat marketingiem SMS API, udowodnił nam, że SMS-y nie umarły. Na dowód pokazał efektywne i efektowne przykłady ich wykorzystania w marketingu. Udzielił też wielu rad, na temat tego, jak skutecznie wykorzystać kanał, jakim są wiadomości wysyłane przez telefon. Grunt to własna baza odbiorców, którzy świadomie zgłosili się do nas oraz jasny i przejrzysty komunikat. Co bardzo ciekawe, Andrzej udowodnił, że kampania SMS-owa może zostać zrealizowana w niecałe dwie minuty - od pomysłu na kampanię po wysyłkę. Każdy, kto był na tej prezentacji, na pewno pomyśli o wykorzystaniu niedocenianych obecnie SMS-ów w swoich kampaniach.

 

 

Trudno jest wymienić wszystkich prelegentów, którzy zapadli mi w pamięć podczas tegorocznej edycji Internet Beta. Ta konferencja to przede wszystkim ludzie, jej uczestnicy, niezwykła atmosfera zrozumienia, chęci rozmowy i dobrej zabawy. To także dwie imprezy towarzyszące, których przebieg na długo pozostanie w pamięciach ich uczestników :)

Co ciekawe, głównym tematem rozmów kuluarowych wcale nie były nowe kanały komunikacji, ani pomysły na wykorzystanie social mediów. Branża coraz mocniej skręca w technologię VR i AR oraz sztuczną inteligencję. Co prawda, prezentacji na ten temat było jak na lekarstwo, jednak pierwsze znaki nadchodzącej rewolucji, także w internecie, już są. Tomek Wesołowski - CEO i współtwórca 2040.io pokazał, jak sztuczna inteligencja zmieni nasz świat i jakie są efekty jej wykorzystania już dzisiaj. Przedstawił sporo przykładów wykorzystania sztucznej inteligencji, a trzeba pamiętać, że jest ona dopiero na początku swojego rozwoju. Tomek pokazał również własne doświadczenia związane z pracami nad Edwardem - inteligentnym asystentem dla działów sprzedaży. Potrafi on rozpoznawać kontekst maila oraz posiada transkrypcję głosową. To narzędzie już w krótce ma szansę zmienić sposób pracy handlowców i działów handlowych.

 

 

Organizatorom: Mateuszowi Tułeckiemu, Łukaszowi Bisowi, Oldze Golonce, Dadze Goś, wielu wolontariuszom, pracownikom i władzom Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, należą się najwyższe słowa uznania. Od dziewięciu lat, potrafią na trzy dni zjednoczyć naszą branżę i dbają o to, aby konferencja przebiegała w cudownej, niemal rodzinnej atmosferze.

 

#gromkiebrawa                

 

Michał Romanowski

0

GISu po raz kolejny zabiera głos

Zadziwiająca jest komunikacja Głównego Inspektoratu Sanitarnego w Internecie. Chwilę temu opinię publiczną w kraju poruszył plakat „Mądra dziewczynka pilnuje drinka” przestrzegający przed pigułką gwałtu, wcześniej spot przeciwko dopalaczom z nieśmiertelnym „oddalam to pytanie”. Wpadka goni wpadkę. I sposób prowadzenia komunikacji przez GIS nie tylko jest nieudolny i wystawiający instytucję państwową na pośmiewisko, ale także szkodliwy (co było często podnoszone w komentarzach do kampanii „z drinkiem”). Teraz Główny Inspektorat Sanitarny znów trafia na świecznik (i nagłówki). Wszystko za sprawą spotu ostrzegającego przed zgubnym skutkiem jedzenia trujących grzybów. I cóż, oglądając go można się poczuć trochę jak na grzybach.

 

https://www.youtube.com/watch?v=yoo7y1ptUUY

 

Głównym bohaterem spotu jest Gisu, raper, postać stworzona już kilka lat temu na potrzeby kanału YouTube Inspektoratu. Gisu rapuje kilkuminutowe rymowanki uczulające na różne problemy: trujące grzyby, szczepionki, dopalacze. „Proszę, uważaj na grzyby, skonsumujesz trującego, możesz zaraz być nieżywy”.

To bardzo osobisty komunikat od szefa Głównego Inspektoratu Sanitarnego – Marka Posobkiewicza. To właśnie na jego prywatnym Facebookowym wallu opublikowane zostało niefortunne „Mądra dziewczynka pilnuje drinka”, które później udostępnił GIS. W wykreowanym na YouTube wizerunku rapera Gisu, ostrzegającym przed różnymi niebezpieczeństwami dnia codziennego możemy dostrzec ten sam sznyt i poczucie humoru, co w przypadku poprzednich kreacji – o pigułce gwałtu czy dopalaczach. Gisu podobnie do szefa GIS-u Podsobkiewicza lubuje się w rymach częstochowskich i infantylizowaniu poważnych problemów. W rolę rapera (bądź raz „rockera”) wciela się sam Główny Inspektor Sanitarny pan Marek Podsobkiewicz. To bardzo miły gest z jego strony. Zapewne jego głównym priorytetem jest dotarcie do młodzieży. Świetnie, cel jest szlachetny, ale wychodzi –jak zazwyczaj, gdy do młodzieży zwracają się ci, co już dawno nie pamiętają, jak to jest mieć naście lat.

 

Oczywiście cała krytyka za nietrafione kreacje zazwyczaj spada na agencję obsługującą social media Inspektoratu. Tylko niesłusznie. Facebook fanpage GIS-u  prowadzony jest bardzo poprawnie i współcześnie – zarówno język, jak i publikowane grafiki odpowiadają danemu medium. Burzę wywołują dopiero komunikaty, których źródła możemy doszukiwać się właśnie u szefa GIS. Bo poza wpadkami pokroju „oddalam to pytanie” czy mądrej dziewczynki na social mediach Inspektoratu możemy znaleźć kilka naprawdę udanych kampanii, jak na przykład kampania Melanż. Oczekiwania vs Rzeczywistość zrealizowana na początku tego roku. Na YouTube powstał kanał MelanżTV, gdzie znalazło się dwanaście filmów pokazujące, jak z zewnątrz wygląda osoba pod wpływem różnych używek. Kampania odsyła do dedykowanej strony, gdzie zainteresowani mogą dowiedzieć się więcej na temat działania różnych substancji bądź uzyskać pomoc od specjalisty.

 

https://www.youtube.com/watch?v=F6V-KhIVws8

 

Utarł się już termin „starzy ludzie w internecie” jako określenie pewnych zachowań. Problem zaczyna się, gdy mówimy w ten sposób o osobach publicznych, urzędnikach państwowych, osobach o pewnym autorytecie. Często nie są świadome tego, że ich starania przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego i nie tylko nie nawiązują kontaktu z „młodzieżą”, ale przede wszystkim ośmieszają reprezentowany urząd.

0

Cztery najciekawsze kampanie partyzanckie na Tinderze

Tinder jest już najbardziej dochodową aplikacją w AppStore! Od tygodnia widnieje na szczycie listy i nie zapowiada się na zmiany. Niech żyje miłość!

 

Wielki komercyjny sukces Tindera trzeba połączyć z najnowszą aktualizacją i wprowadzoną dodatkową płatną wersją premium – Tinder Gold. Pozwala ona (w odróżnieniu od poprzednich płatnych rozszerzeń aplikacji) na złamanie zasad całej zabawy – podejrzenie kto nas „polubił”. 

 

Tinder wprowadził płatności w aplikacji dwa lata temu, w 2015 roku.  Rozszerzona wersja nazwana została Tinder Plus. Umożliwiła m.in. powracanie do omyłkowych przesunięć w prawo lub w lewo, większy limit SuperLajków oraz nielimitowaną ilość przesunięć w prawo. Okazuje się, że ta ostatnia była wykorzystywana głównie właśnie do sprawdzania ilości polubień od innych użytkowników. Teraz funkcję tę przejmuje Tinder Gold.

 

Pomimo tego, że dzisiaj Tinder jest jednym z czołowych serwisów społecznościowych, nadal nie ma rozwiniętej polityki reklamowej i marketingowej. Większość działań kreatywnych w aplikacji ma charakter marketingu partyzanckiego. Taki sposób prowadzenia kampanii wymaga ogromnych pokładów kreatywności, wyczucia i znajomości charakteru aplikacji. Jednak wielu udało się stworzyć naprawdę wyjątkowe kreacje. Dlatego teraz, korzystając z chwili uwagi dla apki z zapałką, chcemy wam przypomnieć najlepsze kampanie zrealizowane na Tinderze:

 

  • Ex Machina

Tuż przed premierą filmu, na Tinderze pojawiła się miła dziewczyna, Ava. Udało jej się uwieść ponad 500 mężczyzn. W miarę jak postępowała rozmowa, Ava odkrywała swoje karty, by okazało się, że nie jest dwudziestopięciolatką mieszkającą „5 km stąd”, tylko doskonale zaprogramowanym robotem. I zaprasza na film! Brawo!
 

 

 

  • Puppy Love

Tinder to, spójrzmy prawdzie w oczy, całkiem smutne miejsce. I nawet ci zatwardziali „jestem tutaj dla zabawy” potrzebują miłości. A gdyby to wykorzystać? Skoro na Tinderze wszyscy poszukują miłości, a wiadomo, że nikt nie pokocha tak, jak pies… Dajmy ludziom z aplikacji psa! Tę mistrzowską kampanię przeprowadziła organizacja zrzeszająca schroniska w Stanach Zjednoczonych Puppy Love. Pieskom zostały zrobione zdjęcia i ustawione profile. Po rozmowie z opiekunem zwierzaka można było go zabrać na pierwszą randkę i kto wie, może zostać razem na zawsze. My się zakochaliśmy!
https://www.youtube.com/watch?v=iAgy1vATA7w
 

  • Pizza Domino’s

 

Szybka akcja marketingowa przeprowadzona w walentynki. Domino’s świetnie wykorzystało czas i miejsce. Założenie: w walentynki single mają najgorzej i nudzą się niemiłosiernie. W walentynki single spędzają czas na Tinderze. Single kochają pizzę. Pizza kocha singli. It’s a match! W Internecie zawrzało. I nie dziwi nic – przecież pizza=miłość.
https://www.youtube.com/watch?v=55uCGbEDbT8

 

  • Mustang

To już tegoroczny case. Nieco inną strategię przybrał Mustang, kiedy rozpoczął swoją kampanię na Tinderze. Po założeniu autku baaardzo kuszącego profilu i zbieraniu zainteresowanych nim par, nie było niewinnego flirtu. Tym razem to nie on był obiektem pożądania. Swoje pary podobierał w pary i wysłał je na prawdziwą randkę w ciemno w najnowszym Mustangu. Jazda bez trzymanki! Nie wierzymy, że taka randka mogła zakończyć się niepowodzeniem! Czapki z głów!

 

 

Kategorie: Felietony

0

Crows are not what they seem

Przez ostatnie kilka miesięcy byliśmy świadkami niesamowitej bitwy telewizyjnej. Jeszcze nigdy w historii popkultury nie doszło do takiego starcia gigantów. Stare czy nowe, fantasy czy surrealizm, spektakularne kino czy art-housowa mglista narracja? Twin Peaks czy Gra o Tron? Co niedzielę wieczór ważyły się losy przyszłości telewizji. Co to mówi o nas, jako o społeczeństwie? Znamy odpowiedzi na te pytania.

 

Musimy mieć świadomość, że to nadal telewizja jest tym medium, które najsilniej kształtuje obraz rzeczywistości, i to w nim najwyraźniej się odbija współczesne społeczeństwo. Dlatego też warto pochylić się nad zjawiskiem, które obserwowaliśmy przez ostatnie dwa miesiące. W amerykańskiej telewizji, w tym samym, najdroższym czasie antenowym, niedzielę wieczór, emitowane były dwa najsilniejsze obrazy naszych czasów – Twin Peaks i Gra o Tron. To symboliczna walka o dusze, tradycyjna walka nowego ze starym, eksperymentu z głównym nurtem.

 

Czym Twin Peaks jest, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Premierowe odcinki serialu emitowane były w niedzielny wieczór. Całe Stany przeżywały zagadkową śmierć Laury Palmer, przypuszczać można, że w 1990 roku to był główny temat biurowych rozmów przy porannej kawie. Ogromny komercyjny sukces efektu kolaboracji Lynch-Frost i fantastyczne recenzje krytyków nadały tytułowi rangę kultowego. Pomijając kalki kulturowe i bezpośrednie nawiązania do sprawy Laury Palmer, gatunek serialu korzysta z dokonań Lyncha i Frosta pełnymi garściami, często nawet robiąc to nieświadomie dla nas – oglądających. David Lynch zrewolucjonizował i stworzył serial takim, jaki znamy go dzisiaj. Tylko po to, by 25 lat później w spektakularny sposób ze wszystkimi ówczesnymi dokonaniami zerwać. „The Return” jest kolejnym najbardziej ekscentrycznym i szokującym zjawiskiem, które widziała telewizja od czasu Twin Peaks 1990 roku. Obraz dużo więcej wspólnego ma z kinem eksperymentalnym niż z klasyką gatunku. Lynch testuje nasze granice wytrzymałości, ale w nieco inny sposób niż to, do czego przywykliśmy w telewizji i kinie. Nie nagość, nie brutalność. Nic z tych rzeczy nie robi już wrażenia na widzu XXI wieku. Lynch bierze nas na przeczekanie. I wydaje się, że przynosi to skutki. Tempo „akcji” (naprawdę trudno jest mówić o fabule w tym przypadku) jest zawrotnie niskie. Weźmy na przykład ikoniczną już scenę zamiatania podłogi w klubie. Trwa dwie i pół minuty. To sprawia niemal fizyczny ból. I „nowe” Twin Peaks składa się przede wszystkim z takich scen. Oczywiście odbija się to na oglądalności. Akcja promocyjna serialu zapowiadała najważniejsze kulturalne wydarzenie dekady – takie też były oczekiwania. Rzeczywistość (i skuteczność zniechęcających działań Lyncha) okazała się bolesna – średnia oglądalność premierowych odcinków Twin Peaks w telewizji to ok. 300 tys. (na wszystkich platformach do 1,5 mln) widzów. Szczególnie blado wypada w porównaniu z 16 mln oglądającymi w tym samym czasie finałowy odcinek przedostatniego sezonu Gry o Tron.

 

Fot. materiały prasowe Game Of Thrones / Twin Peaks

Właśnie zakończyła się emisja kolejnego sezonu adaptacji sagi fantasy „Gra o Tron”. Seria zmierza  do spektakularnego finału, emocje sięgają zenitu. Jest krew, smoki, lód i ogień. Trudno pozostać obojętnym wobec takiego asortymentu. A statystyki nie kłamią.  To najszerzej oglądany serial wszechczasów - średnia oglądalność jednego odcinka plasuje się na 12 mln, ostatnia premiera zgromadziła przed ekranami ponad 16 mln widzów. I to tylko z legalnych źródeł w momencie premiery. Serial jest również na szczycie rankingu najczęściej nielegalnie ściąganym materiałów wszechczasów. Biorąc pod uwagę również widzów tych wersji statystyka oglądalności „Gry” rośnie kilkukrotnie. I zostawia Oba tytuły przedstawiały dwa przeciwległe bieguny na niemal każdej możliwej płaszczyźnie. Najważniejsza rzecz to tempo akcji. Gra o Tron w ostatnim sezonie wyraźnie przyspieszyła. Nie ma czasu na długie dialogi, poznawanie motywacji bohaterów, zrozumienie i wątpliwości. Są za to spektakularne walki, efekty specjalne, bitwy, śmierci i zmartwychwstania bohaterów. I nie ma co się dziwić, że show zebrało taką publikę. Wniosek o obrazie społeczeństwa nasuwa się sam – nie mamy czasu, potrzebujemy szybkich i mocnych wrażeń, pijemy energetyki, a nie melisę. Bitwę o uwagę w niedzielne wieczory zdecydowanie wygrała Gra o Tron. Tylko czy okaże obrazem tak mocno wpływającym na kulturę, jak  Twin Peaks?

 

Pytanie, czy to źle? Czy musimy postrzegać tę relację jako konflikt i konieczność wybierania? Taka obecność Twin Peaks i Gry o Tron mówi nam raczej, że telewizja jest dzisiaj, wbrew pozorom, bardzo wszystkim liberalna (przynajmniej w wymiarze kulturowym). Bez Twin Peaks 25 lat temu nie byłoby dzisiejszego spektakularnego sukcesu Gry o Tron. Dzisiaj oba zjawiska istnieją równolegle i zawłaszczają uwagę we wszystkich mediach,  są kurą składającą złote jajka. Tak czy inaczej lepiej budować relacje korzystając ze zjawisk kulturowych niż obrażając powstańców.

Kategorie: Felietony

0

Nostalgia tylko z każdym rokiem bardziej

Nostalgia jest ostatnio jedną z wyraźniejszych sił napędowych rynku. Nie tylko w sektorze mody, gdzie powracanie do fasonów sprzed lat jest niejako wpisane w charakter branży. Tęsknota za przeszłością, mitologizowanie elementów rzeczywistości tożsamych z naszym pacholęctwem reanimuje i w spektakularny sposób przywraca do życia i na rynek takie smaczki, jak kilka lat temu sok Frugo, wiedzie lud na barykady (niedawny case Painta), czy w ogóle nie pozwala umrzeć temu, co już dawno nie ma racji bytu. Teraz mówimy o Windowsie 95.

 :o



Źródło: https://win95.ajf.me/

 

Właśnie mijają 22 lata od kiedy ten technologiczny dinozaur jest z nami na rynku. 24 sierpnia 1995 Microsoft przedstawił szerokiej publice jego przełomowe dokonanie – najbardziej intuicyjny system operacyjny. Dlaczego przełomowe? Spójrzmy na nadal obecną nazwę systemu Microsoftu – okna. To one zrewolucjonizowały sposób myślenia o interfejsie i poruszaniu się w przestrzeni wirtualnej. Także button START i Mój Komputer, obecne do dzisiaj w Windowsie, miały właśnie wtedy premierę. Taki sposób nawigacji musiał mieć też bardziej subtelny wpływ na różne funkcje kognitywistyczne, ale to temat na inną opowieść.

 

Windows 95 okazał się rewolucyjny przede wszystkim dla Microsoftu. Jego premiera została wsparta ogromną akcją marketingową. Tego dnia The Times rozdawany był za darmo, a Rolling Stonesi nagrali piosenkę „Start it up”. Nie dziwi nic, że 95 okazał się ogromnym komercyjnym sukcesem, w rok udało się sprzedać 40 mln kopii. System nie miał sobie równych. Do czasu. Wychodziły kolejne Windowsy, w 2001 roku 95 przestał dostawać technologiczne wsparcie, co teoretycznie go miało pogrzebać. Microsoft zdążył nawet spaść ze stołka technologicznego króla. A gdzieś w zaciszach banków, sekretariatach prowincjonalnych szkół Windows 95 nadal żyje, ma się dobrze i raczej nie zapowiada się na zmianę.

 

http://news.softpedia.com/news/pentagon-still-running-windows-95-and-98-on-critical-systems-515097.shtml

 

Nie piszemy o tym, aby wyśmiać przestarzałe oprogramowanie. Pani Grażynka z księgowości w Pcimiu Dolnym wcale nie musi pracować na najnowszym Maku. Gorzej, jeżeli widzimy raport Softpedii, który donosi, że w kwietniu 2017 roku ponad 75% maszyn Pentagonu pracuje na Windowsach XP lub jeszcze starszych, dawno nie wspieranych systemach operacyjnych, np. Windows 95. Czemu jest to ważne? Nie ma absolutnie bezpiecznych i szczelnych systemów operacyjnych. Każdego roku hakerzy otwierają kolejne furtki, a producent sukcesywnie je zamyka. Ale to dzieje się tylko, jeżeli powstają kolejne aktualizacje systemu. Systemy operacyjne, które przestały dostawać wsparcie nie tylko nie mają dostępu do nowszych programów. Używanie ich jest zwyczajnie niebezpieczne! Ignorancja i niewiedza z zakresu bezpieczeństwa wydaje się tym większa, że w raporcie Softpedii czytamy słowa przedstawiciela Pentagonu „nasze komputery są bezpieczne, bo nie są podłączone do Internetu”. Otóż niekoniecznie. Połączone są z innymi komputerami w sieci wewnętrznej, a to przecież tłumaczenie na zasadzie „nikt nie może się wkraść do naszego domu, bo nie mamy drzwi”, kiedy  pootwierane są wszystkie okna.

 

https://win95.ajf.me/

 

Tylko, że użytkownicy Windowsa 95 są jak eksponaty z muzeum osobliwości. Wiemy, że „takie rzeczy się zdarzają”. Czasem jesteśmy zszokowani,  że na tak dużą skalę, ale raczej nie oglądamy zjawiska na co dzień. Tak czy inaczej, dobrze jest czasem obejrzeć na YouTube „TOP 10 NIESAMOWITYCH  CHORÓB! NIE UWIERZYSZ, ŻE ISTNIEJĄ!”.  Ktoś niedawno opracował w pełni działającego Windowsa 95 na przeglądarkę internetową. Komuś innemu udało się odpalić go na Android Wear. Gdzieś indziej 95 pojawia się jako skórka na Tumblrze.

 

https://www.youtube.com/watch?v=GZx-LJH5J_I

 

Kiedy dla jednych Windows 95 jest artystyczną stylizacją, ekstrawagancją, czy emocjonalną podróżą do przeszłości, dla innych jest rzeczywistością. Niezmienną i stałą. Dla innych z kolei, dreszczykiem podekscytowania, adrenaliną w codziennej pracy – czy dzisiaj też uda się usłyszeć TEN dźwięk?

 

https://www.youtube.com/watch?v=miZHa7ZC6Z0

Kategorie: Felietony

0

Influencer Marketing - aaaaaaaaaaaa co to takiego?

Influencer marketing staje się coraz popularniejszą formą reklamy, a marki coraz chętniej inwestują w komunikację przez wpływowe osobowości social mediów. To jest fakt. Nie dziwi więc nic, że w branży pojawia się coraz więcej oszustów. Agencja Mediakix przeprowadziła eksperyment demaskujący nieudolność i bezradność marketerów wobec fałszywych, sztucznie wygenerowanych „influencerów” na Instagramie.

 

 Zagadnienie kreowania osobowości w Internecie od wielu lat podejmowane jest przez artystów i nadal budzi kontrowersje. Jeden z najlepiej nagłośnionych projektów ostatnich lat należy do Amalii Ulman i jej instagramowego performance, gdzie artystka przybiera coraz to nowe osobowości, kpi z trendów i żartuje – z tych, którzy nabierają się na jej kreacje i z tych, którym wydaje się, że zdemaskowali artystkę.

 

Czy chociażby Wiktoria Cukt – chyba najbardziej kompleksowy, brawurowy i wizjonerski polski projekt artystyczny poruszający tematykę tożsamości wobec przestrzeni Internetu. W grudniu 2000 r. grupa gdyńskich artystów działających jako Centralny Urząd Kultury Technicznej rozpoczęła kampanię Wiktorii CUKT, wirtualnej kandydatki na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w wyborach następnego roku. Początkowo celem projektu miało być stworzenie i wypromowanie programu komputerowego pod nazwą „Obywatelski Software Wyborczy”- programu dostępnego w Internecie, który umożliwiałby kreowanie poglądów i wizerunku Wiktorii Cukt, czyli prezydenta dla każdego. Wiktorii Cukt nadano głos i wygląd. Oczywiście nie udało jej się znaleźć w ścisłej czołówce w wyścigu o fotel prezydencki, ale ilość zgromadzonych głosów oraz liczne publikacje w mediach mainstreamowych postrzegane były przez twórców jako wyraźny głos nowego pokolenia.

 

 

 

 

Influencer Marketing to aktualnie najszybciej rosnąca gałąź marketingu. Jak donosi AdWeek w samym 2017 roku na Instagramowych influencerów marki wydały ponad miliard dolarów.  Współpraca z wpływowymi personami social mediów jest bardzo opłacalna – influencerzy są znacznie tańsi niż blogerzy czy celebryci, nadal bardzo wiarygodni i generują wiele wyższe zaangażowanie wśród swoich odbiorców. Zjawisko nabiera tempa a gra toczy się o coraz większe pieniądze. A tam, gdzie jest dochód pojawiają się też oszuści. Na ciągle rosnące zjawisko kupowania obserwatorów i zaangażowania uwagę zwróciła agencja Mediakix, która specjalizuje się w influencer marketingu. Przeprowadziła krótki eksperyment, który zdemaskował niewiedzę i ignorancję marek i obsługujących je agencji wobec obecnych wszędzie oszustów.

 

 

Taktyka agencji była niezwykle  prosta: kreujemy sztuczne osobowości, kupujemy obserwatorów i zaangażowanie i czekamy na propozycje współpracy. Pierwsze konto utworzone przez Mediakix nazywa się @calibeachgirl310. Agencja opłaciła jeden dzień sesji zdjęciowej profesjonalnej modelki, opublikowała zdjęcia na Instagramie. Modelce nadano imię Alexa Rae. W dwa miesiące bez żadnej reakcji serwisu agencji udało się zakupić ok. 50 tys. obserwatorów. Następnie zespół przystąpił do zakupu zaangażowania, czyli serduszek oraz komentarzy. Koszt tysiąca followersów (warto zaznaczyć, że są to boty generujące instagramowe obserwacje, serduszka i komentarze) oscyluje w granicach 3-8 dolarów, podobne widełki dotyczą lajków. Cena jednego komentarza to ok. 12 centów.

Taktyka dotycząca drugiego stworzonego przez Mediakix konta była jeszcze bardziej brawurowa, tym większy widzimy sukces w przeprowadzonym eksperymencie. Wykreowana przez agencję @wanderingggirl nie dostała nawet własnej twarzy. W tym przypadku kontent, którego użyto do utworzenia profilu, pochodził z darmowych banków zdjęć – popularnych stocków. Podobnie jak w przypadku pierwszego konta zakupiono obserwatorów i zaangażowanie. W krótkim czasie agencji udało się uzyskać po dwie wiążące umowami, polegające na wynagrodzeniu pieniężnym współprace m.in.  z producentem alkoholu i marką odzieżową.

 

 

 

Agencji Mediakix udało się naświetlić dosyć poważny problem i skalę zjawiska oszustw w influencer marketingu. Na chwilę obecną o szczególną uwagę proszone są marki i obsługujące je agencje – serwisy społecznościowe nie są jeszcze wyposażone w odpowiednie narzędzia do w pełni efektywnego weryfikowania i usuwania fałszywych kont. Instagram weryfikuje i usuwa spam ręcznie, jednak biorąc pod uwagę skalę zjawiska, nie jest to działanie wystarczające. Jak się również okazuje, nie istnieje także luka prawna delegalizująca taki sposób zarobku.

Kategorie: Felietony

0

SMAKOWITA NOSTALGIA

Wykorzystywanie wątków popkulturowych, umiejętne sięganie po tęsknotę za „starymi, dobrymi czasami” – czyli coraz częściej latami 90. – w końcu korzystanie z bogatej historii produktów sygnowanych daną marką.  McDonald’s właśnie pokazał, jak powinno się to robić.

 

 

Wprowadzanie produktów „na chwilę”, związanych np. z danym filmem, to chleb powszedni McDonald’s i wielu innych sieci. Pojawiają się i znikają, tak jak przemija popularność danego kinowego hitu czy moda na określony smak. W katalogu marki jest ich naprawdę mnóstwo. Pewnie nawet fani amerykańskiej sieci są w tym już naprawdę zagubieni. Okazuje się, że znalazły się osoby, które potrafiły wykopać coś ciekawego z bogatego cmentarzyska byłych produktów marki. Tym kimś byli twórcy serialu ‘Rick and Morty’.

 

Odcinek dobrego smaku

 

W pilocie kolejnego sezonu tego animowanego serialu pojawił sos Szechuan – wprowadzony na jakiś czas w celu promocji ‘Mulan’, filmu Disneya (to było w… 1998 roku!). Pełnił nawet całkiem ważną rolę – za jego pomocą można było odwrócić uwagę kosmitów cieszących się niesamowitym smakiem Szechuan. Teraz główny bohater chce zrobić wszystko, żeby znów móc dostać choć trochę tego sosu. Tak, ‘Rick and Morty’ jest nieźle pokręcony, ale (a może raczej – między innymi dzięki czemu) ma ogromną ilość fanów. Nic dziwnego, że powstał naprawdę duży buzz związany z pojawieniem się produktu w popularnym serialu. Wielu fanów zaczęło domagać się powrotu sosu. McDonald’s zareagował – dał fanom nadzieję na ponowne pojawienie się produktu. W Internecie pojawiła się petycja o jego przywrócenie, pod którą podpisało się kilkadziesiąt tysięcy osób, a odnalezione gdzieś malutkie opakowania osiągały zawrotne ceny w serwisach aukcyjnych (zestaw opakowania Szechuan i kolejnego z serii został sprzedany za ponad 10 tysięcy dolarów).

 

Inny wymiar przesyłki kreatywnej

 

 

Cóż, marka nie mogła przepuścić takiej okazji. Trzeba było jedynie znaleźć odpowiedni sposób na jej wykorzystanie. Planowo w przyszłym roku do kin ma wejść film oparty na animacji Disneya – tym razem z prawdziwymi aktorami. McDonald’s nie zamierzał jednak czekać tak długo. Pewnego dnia do jednego z twórców serialu przyszła tajemniczka paczka. Po rozpakowaniu artysta znalazł… przesyłkę z wymiaru, w którym zawsze jest 1998 rok – a w jej środku dużą butlę sosu Szechuan! Całą sprawę opatrzył zdjęciami przesyłki kreatywnej i krótko skwitował na Twitterze – ‘Holy shit.’ Wpis został retwittowany ponad 100 tysięcy razy. Co więcej, trzy kolejne duże opakowania sosu Szechuan trafią do trzech osób, które twittnęły o nim w trakcie wyświetlania transmisji autorstwa McDonald’s w serwisie Periscope. Co więcej, sos zapewne wróci przynajmniej na jakiś czas do restauracji – kiedy dokładnie, nie wiadomo, ale skoro można było wyprodukować cofnąć się w czasie po cztery butle Szechuan, to dlaczego nie cofnąć się po kilka tysięcy?

 

Nostalgia i co dalej?

 

 

Historia ta uczy nie tylko tego, jak marki powinny wykorzystywać swoje popkulturowe momenty i nie tylko daje wzór tego, jak powinna wyglądać przesyłka kreatywna. Pokazuje przede wszystkim, jaką siłę ma nostalgia. Oglądaliśmy to już chociażby przy okazji powrotu marki Frugo. Coraz większą popularnością cieszą się też inne przedmioty kojarzone z latami 90. – i to na całym świecie (wystarczy wspomnieć renesans popularności konsoli do gier sprzed około dwóch dekad). Czy w nurcie coraz większej tęsknoty za światem przed 9/11 pojawią się jeszcze tak szalone akcje jak ta, którą przeprowadził McDonald’s? A może powrócą kolejne kultowe marki? Trzymamy kciuki, bo też wiele rzeczy nam się podobało w latach 90.

Kategorie: Felietony

0

Miłość za tysiąc dolców

 

W erze portali randkowych i aplikacji mobilnych, które mają pomóc odszukać tego jedynego czy też tę jedyną,  wydawałoby się, że nikt nie będzie płacił całkiem sporych pieniędzy za znalezienie partnera czy partnerki. A jednak! I to szukając przez… social media. Co się kryje za tym nietypowym wykorzystaniem mediów społecznościowych? Faktycznie chęć znalezienia chłopaka, a może… kreatywny pomysł na wywołanie buzzu wokół swojej osoby?

 

Nowy Jork, rok 2017. Ponad 8 milionów mieszkańców. W sumie to około 20, jeśli liczyć obszar metropolitalny. Całkiem dużo ludzi, prawda? Czasem jednak w największym tłumie najbardziej czuć samotność, która może dotknąć człowieka. Nawet w naszej erze, w której wydawałoby się, że kontakt z drugim człowiekiem jest łatwiejszy niż kiedykolwiek i również w prostszy sposób niż choćby pół wieku temu można dotrzeć do dowolnej osoby – w myśl zasady trzech stopni oddalenia (zredukowanej przez Facebooka z dawnej zasady sześciu stopni oddalenia – dokładnie średnio 3,57 uścisków dłoni dzieli nas od jakiejkolwiek osoby na Ziemi, jeśli skorzystamy z portalu Marka Zuckerberga). Różne są teorie na temat tego, jak media społecznościowe przyczyniają się do zacieśniania więzów międzyludzkich, w jakim stopniu to robią (a może jest wręcz odwrotnie?). W każdym razie nigdy jeszcze nie mieliśmy takiego wyboru, jeśli chodzi o możliwość poznania różnych osób, z którymi moglibyśmy się związać. Niektórym to jednak nie wystarcza.

 

Od Partnergangera do „szukam partnera”

30-letnia Lacey Waterman kolejny raz przykuła uwagę świata agencji kreatywnych. Jednak tak jak poprzednim razem, gdy stworzyła tumblra Partnerganger (pierwotnie profil, na który swoje zdjęcia w bardzo podobnych albo nawet identycznych strojach wrzucali partnerzy biznesowi prowadzący jedną firmę: http://partnerganger.tumblr.com/), nie zrobiła tego dzięki znakomitej kreacji reklamowej czy też ponadczasowej big idei. Tym razem kreatywna pochodząca z Los Angeles, a od lat pracująca w Nowym Jorku (zarówno freelancersko, jak i dla agencji – obecnie jako senior art director w Partners&Spade), szuka chłopaka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie sposób, w jaki postanowiła znaleźć partnera. Oferuje osobie, która poleci jej chłopaka, z którym pójdzie na przynajmniej 10 randek, aż 1000 dolarów. Tak, tysiąc baksów. Zdziwieni? My też byliśmy. Jej ogłoszenie, okraszone odpowiednim zdjęciem, można znaleźć na stronie internetowej (tutaj: http://thelaceyminimalist.com/post/162681046257/set-me-up-with-a-guy-that-i-go-on-10-dates-with) oraz w mediach społecznościowych. Lacey swoją decyzję tłumaczy na różne sposoby. Przede wszystkim ma dosyć technologicznych pośredników – mając tu na myśli aplikacje, czy też związane z nimi czynności, jak wymienianie się wiadomościami. Swoje działania nazywa nowym pomysłem na swatanie millenialsów. Czy jednak nie jest to zbyt radykalne? I skąd ten tysiąc dolarów?

 

źródło: http://thelaceyminimalist.com/post/162681046257/set-me-up-with-a-guy-that-i-go-on-10-dates-with

 

Szukanie miłości czy czegoś innego?

W tym szaleństwie być może jest metoda. Kwota pewnie pełni rolę haka na uwagę. Gdyby jej nie było, to Lacey raczej nie mogłaby liczyć na pomoc kogokolwiek poza przyjaciółmi i bliższymi znajomymi. Uwaga przyciągnięta – jak Lacey wspomina w wywiadzie dla Advertising Age (no właśnie – wywiad, dla nie byle kogo, tutaj całość: http://adage.com/article/creative-profiles/13-questions-lacey-waterman-thousand-dollar-dater/309750/), usłyszała sporo słów wsparcia pod swoim adresem. Pojawiły się też hasła typu ‘girl power’. Akcja jest na pewno nietypowa, ale czy na pewno chodzi tu tylko o znalezienie chłopaka na stałe? Być może Lacey chce nagłośnić jakiś szerszy problem, np. coraz większe trudności w budowaniu głębokich relacji międzyludzkich w dzisiejszym świecie? Niewykluczone też, że chodzi też tylko o wytworzenie buzzu wokół swojej osoby – przypomnienie o sobie. Może jest jedną z tych osób, która gdy raz posmakowała światła reflektorów, chce znowu znaleźć się w centrum uwagi. Lacey działa czy też działała również freelancersko – kto wie, czy nie chodzi o przyciągnięcie uwagi klientów? W każdym razie życzymy znalezienia drugiej połówki! I na koniec przypominamy przykład z naszego podwórka, z niedalekiej przeszłości (ale bez tysiąca dolarów), wyglądający też na nieco bardziej wiarygodny i bez różnorakich podtekstów. Partnera przez social media szukała też Klara Kopcińska: https://wiadomosci.wp.pl/szukam-mezczyzn-ktorzy-nie-boja-sie-emocji-ogloszenie-matrymonialne-50-latki-podbija-internet-6115861374621313a

Kategorie: Felietony

0

Wynalazki z Cannes Lions

Tegoroczny festiwal kreatywności Cannes Lions obfitował w ciekawe wynalazki. Szczególną uwagę przykuwała instalacja interaktywna poświęcona uczuciom i emocjom.


Pochodząca z San Francisco agencja kreatywna Heat przygotowała wyjątkowy program bazujący na sztucznej inteligencji- bota dla facebookowego Messengera, który w inteligentny sposób reaguje na emocje użytkownika. I robi to w dość osobliwy sposób.
Heatbot, bo tak swój wynalazek nazwał dyrektor kreatywny agencji Heat Stijn Jansen, ma być odpowiedzią na trend powstawania kolejnych beznamiętnych chatbotów, które wprawdzie pomagają rozwiązywać różne problemy techniczne, jednak zawsze pozostają obojętne na ludzkie emocje, które stoją za wszystkimi pytaniami. „Chcieliśmy podejść do kwestii botów od zupełnie innej strony” mówi Jansen. Kreatywni z Heat zaprezentowali prototyp facebookowego chatu, który w stu procentach poświęcony jest ludzkim emocjom.

Źródło: http://www.adweek.com/digital/this-agency-made-a-facebook-messenger-bot-for-cannes-that-turns-your-emotions-into-gifs/

Czym jest i jak działa Heatbot? To pokaźnych rozmiarów (42” x 42”) ekran złożony z ponad 1700 lamp LED. Jego interfejs łączy się z Messengerem użytkownika i po przeprowadzeniu krótkiego wywiadu jest w stanie zidentyfikować aktualny stan emocjonalny rozmówcy. Bot dopasowuje otrzymane odpowiedzi do ośmiu podstawowych, zaprogramowanych emocji. Kolejnym krokiem jego działania jest sprawienie, by rozmówca czuł się w określony sposób – jeśli jest smutny Heatbot stara się go pocieszyć, jeśli jest szczęśliwy, celebruje z nim miłe chwile. W jaki sposób to robi? Bardzo kompleksowo.

 

Aby zintensyfikować doznania działa jednocześnie na zmysł wzroku i słuchu. Bot kontynuuje rozmowę z użytkownikiem i podsyła mu serię obrazków i gifów odpowiadających jego pożądanemu stanowi psychicznemu. Z głośników rozstawionych w przestrzeni wystawienniczej rozbrzmiewa odpowiednia muzyka, a na ogromnym ledowym wyświetlaczu pojawiają się psychodeliczne animacje. Ich autorzy wykorzystywali teorię kolorów.

 


Pół-instalacja artystyczna, pół-terapeuta Heatbot był nie tylko ciekawostką zbudowaną na jeden event. Opracowana technologia wykorzystywana będzie przez konstruktorów na bieżąco. Może nakreślić nowe kierunki w budowaniu bardziej „ludzkich” i wrażliwych chatbotów i helpdesków w przyszłości.

Kategorie: Felietony

0

KTO UJARZMIŁ LWY Z CANNES?

Międzynarodowy Festiwal Kreatywności Cannes Lions 2017 zakończony. Zobaczcie sami, co podobało nam się najbardziej spośród absolutnych zwycięzców – laureatów Grand Prix.

 

Na początek pochwalimy się, że mamy nosa do świetnych kreacji! Nasi faworyci, których przedstawiliśmy Wam ponad tydzień temu w #Podajemydalej, wygrali kilka statuetek! Reklama świąteczna dla H&M (https://www.youtube.com/watch?v=VDinoNRC49c), którą wyreżyserował Wes Anderson, zgarnęła dwa Srebrne Lwy i trzy Brązowe. Spot Kenzo (https://www.youtube.com/watch?v=ABz2m0olmPg), którego reżyserią zajął się z kolei Spike Jonze, poradził sobie jeszcze lepiej. Został nagrodzony jednym Tytanowym, dwoma Złotymi, trzema Srebrnymi i czterema Brązowymi Lwami. Robi wrażenie, prawda? Przyda się długa półka – bo najwyższa już jest! Ale, ale, mieliśmy jeszcze trzeciego faworyta. Jest i nagroda dla akcji Tequila Cloud (https://www.youtube.com/watch?v=CYIxBiixuZQ) – Srebrny Lew.

 

Jak już pewnie część z Was zauważyła, żaden z naszych faworytów nie zgarnął jednak najważniejszej nagrody – Grand Prix. Czyli jednak aż tacy świetni w tym przewidywaniu nie jesteśmy. W każdym razie wybraliśmy naszych ulubieńców spośród nagrodzonych tym najwyższym wyróżnieniem. Zobaczcie sami.

 

‘Fearless Girl’

 

https://www.youtube.com/watch?v=KDbDpkKo3xw

 

Przebicie, a raczej unicestwienie szklanego sufitu, coraz bliżej. Przynajmniej taką mamy nadzieję, gdy widzimy akcje takie jak ‘Fearless Girl’. Rzeźba z brązu, a zdobyła nie tylko Lwa stworzonego z tego kruszcu, ale też aż 4 Grand Prix! Kampania stworzona przez McCann New York dla State Street Global Advisors została nagrodzona łącznie osiemnastoma statuetkami (w tym, co bardzo ważne dla nas, trzema w kategorii PR) i została jedną z najczęściej nagradzanych w historii festiwalu. Siła prostego symbolu, który robi większe wrażenie niż wiele bombastycznych kampanii, na które wydano grube miliony dolarów. A przy tym oczywiście akcja ta była bardzo efektywna, jeśli chodzi o ekwiwalenty medialne, nie mówiąc o samym wpływie na świadomość ludzi. Nie mamy wątpliwości, że w tym roku więcej osób zrobi sobie selfie właśnie z Nieustraszoną Dziewczynką niż z Bykiem z Wall Street, naprzeciwko którego stanęła nowa rzeźba.

 

‘We’re the Superhumans’

 

https://www.youtube.com/watch?v=IocLkk3aYlk

 

Grand Prix w kategorii Film zgarnął w tym roku trailer Igrzysk Paraolimpijskich w Rio de Janeiro stworzony na potrzeby brytyjskiego kanału telewizyjnego Channel 4. Nagroda w pełni zasłużona. Film doskonały, kompletny, świetnie wykonany, robiący ogromne wrażenie, po prostu cacuszko – ale przede wszystkim jest w nim doskonałe ukazanie głównego przesłania imprezy. Czego chcieć więcej? Chyba tylko tego, żeby coraz więcej osób niepełnosprawnych mogło codziennie z dumą mówić ‘Yes, I can’. Tak świetnie wykonane filmy, jak ‘We’re the Superhumans’, na pewno  pomogą im uwierzyć we własne możliwości.

 

‘Van Gogh’s Bedrooms’

 

https://www.youtube.com/watch?v=FmyhtYMJx5w

 

 

Jak zdobyć Grand Prix w kategorii Creative Effectiveness w Cannes? Można na przykład zrekonstruować sypialnię jednego z najsłynniejszych artystów wszech czasów i udostępnić ją jako pokój do wynajęcia na Airbnb. Oczywiście w odpowiedzi na odpowiedni brief! Takim było w telegraficznym skrócie wyzwanie wypromowania niezwykłego wydarzenia, jakim było sprowadzenie w jedno miejsce (po raz pierwszy, jeśli chodzi o Amerykę Płn.) wszystkich trzech wersji słynnego obrazu „Pokój van Gogha w Arles”. Wydaje nam się, że Vincent van Gogh byłby zachwycony tym, jak realistycznie udało się przenieść jego dzieło w świat rzeczywisty. W każdym razie zachwycone były tysiące Amerykanów oraz oczywiście jurorzy w Cannes.

 

‘ Flame Grilled Since 1954’

 

 

 

Jak w kreatywny sposób wykorzystać historię swojej marki pokazała na naszym podwórku kilka lat temu wódka Baczewski. „Ostatnia butelka” wygrała kilka nagród, ale żadnej w Cannes. Co innego kampania również bazująca na historii marki, tym razem z Ameryki Północnej – mowa o Burger Kingu. Wykorzystano statystykę – okazało się, że ze wszystkich sieci fast-foodów, to właśnie restauracje marki Burger King płonęły najczęściej. W świat reklamy drukowanej przeniesiono więc zdjęcia z prawdziwych pożarów punktów sieci. Wszystko spięto hasłem reklamowym o grillowaniu na ogniu od 1954 roku, którym marka komunikuje część burgerów. Jest kontrowersyjnie, jest genialnie, jest autentycznie, jest zaskakująco. Jest Grand Prix w kategorii Print.

 

Nadal głodni najlepszych kampanii z tegorocznego festiwalu w Cannes? Poniżej link do miejsca, w którym znajdziecie wszystkie, które w tym roku zostały nagrodzone Grand Prix:

http://adage.com/article/special-report-cannes-lions/cannes-lions-grand-prix-winners/309459/

 

 

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 27.06.2017

 

 

Co trzy ekrany, to nie jeden – nowość w reklamie mobilnej.

 

Pepsi chwali się, że stworzyło pierwszą w historii multiscreenową reklamę mobilną. Została ona przygotowana specjalnie na ramadan, święty miesiąc muzułmanów, który zakończył się w zeszłym tygodniu.

 

Reklama nazywa się ‘Let’s Get Together’. Bardzo adekwatnie – historię, którą przedstawia, można obejrzeć tylko w trzy osoby, bo podczas jej wyświetlania akcja toczy się na ekranach wszystkich trzech smartfonów. Jesteśmy ciekawi, jak inne marki podejdą do tematu multiscreenowych reklam mobilnych, wyczuwamy potencjał!

 

http://www.adweek.com/creativity/pepsis-clever-multiscreen-ramadan-ad-unfolds-across-3-phones-at-once/

 

Vinnie Jones w stylu wolnym w reklamie Muun.

 

Materace Muun wracają z kolejną reklamą opartą na kontrastach. Tym razem w roli głównej Vinnie Jones, który dał się poznać jako twardy gość zarówno podczas kariery piłkarskiej, jak i aktorskiej.

 

Niezdarnie tańczący w samych bokserkach i koszulce zabijaka w anturażu nowoczesnego domu gdzieś na przedmieściach Los Angeles? Czemu nie – świetnie pasuje do kampanii prowadzonej pod hasłem ‘Choose Your Comfort’.

 

http://www.adweek.com/creativity/vinnie-jones-drops-the-f-bomb-dances-around-the-house-for-a-german-mattress-brand/

 

Wirujące fidget spinnery zrobiły niezły viral!

 

Dotarła do Was ta moda, czy jeszcze nie? Jeśli na razie Was ominęła, to spokojnie, stawiamy dolary przeciwko orzechom, że już niedługo i Wy zakręcicie się na punkcie fidget spinnerów.

 

Chcecie wiedzieć, jak to się stało, że ta niepozorna zabawka zdobyła świat? I jak generalnie działają takie virale? Polecamy poniższy artykuł:

https://www.shopify.com/blog/fidget-spinners-and-viral-marketing

 

 

Znikająca prywatność w świecie Snapchata.

 

Aplikacja, która swoją wielką karierę rozpoczęła od prostego mechanizmu przesyłania zdjęć znikających po określonym czasie, coraz bardziej rozszerza paletę swoich funkcji. Co jednak myśleć o najnowszej – Snap Mapie, dzięki której zobaczymy aktualne miejsce, w którym znajdują się nasi znajomi?

 

Snapchat wysyła naszą lokalizację za każdym razem, gdy włączamy aplikację. Nasi snapowi znajomi mogą więc bez problemu dowiedzieć się, gdzie dokładnie mieszkamy, gdzie pracujemy, gdzie chodzimy w piątkowe wieczory… Przestępcy pewnie już zaczęli korzystać z nowej opcji. Można ją na szczęście wyłączyć bądź odpowiednio skonfigurować i szczególnie zalecamy Wam, byście skontrolowali pod tym względem swoje dzieci.

 

https://www.theverge.com/2017/6/23/15864552/snapchat-snap-map-privacy-threat

 

 

I na koniec, jeszcze à propos Snapchata i prywatności, nigdy, przenigdy nie róbcie tego, co Tim Westwood.

 

https://noisey.vice.com/en_uk/article/ev4y5k/tim-westwood-accidentally-posted-credit-card-snapchat

 

 

 

 

 

Kategorie: Nowinki

0

Ciekawe reklamy na Dzień Ojca

Pokazywaliśmy Wam kreacje, które powstały na Dzień Matki, pora na te, które powstały z okazji Dnia Ojca. Zobaczcie sami najciekawsze spoty z Ameryki Północnej!

 

 

Zanim przejdziemy do tego, co potrafią wymyślić marketerzy, mała inspiracja w temacie tego, jak sprawić swojemu ojcu niesamowitą niespodziankę.

 

https://www.youtube.com/watch?v=CNcijLEtaEc

 

To jest dopiero poświęcenie dla taty, prawda? A jakie prezenty dostali ojcowie w Stanach z okazji swojego święta?

 

 

Zapytaj Tatę – Gillette

 

Gillette z okazji Dnia Ojca przedstawia kolejny spot stworzony pod hasłem „Zapytaj Tatę”. Tym razem w głównej roli technologia, która zarówno wg badań (dla 84% mężczyzn głównym źródłem informacji jest telefon, a tylko 13% zwraca się z pytaniami do swoich ojców), jak i w opinii samych ojców, staje się utrudnieniem w komunikacji międzypokoleniowej. Marce udało się sprytnie i przewrotnie pokazać, że o radę na pewno warto zwrócić się do taty. Pytacie, jak dokładnie zrobiło to Gillette? Odpowiedź poniżej!

https://www.youtube.com/watch?v=0g2mZdqqy6g

 

SickKids VS: DadStrong

 

Kolejna odsłona kampanii SickKids prowadzonej przez szpital dziecięcy z Toronto jest podziękowaniem i hołdem złożonym ojcom chorych dzieci. Pomimo codziennych zmagań tata ze spotu zawsze ma czas, żeby na noc przyjechać do swojego chorego dziecka. Rodzice dzieci, które wymagają stałej opieki ze względu na zły stan zdrowia, to często cisi bohaterowie naszej codzienności, więc tym bardziej podoba nam się, że temat ten jest poruszany również przez marketerów.

https://www.youtube.com/watch?v=3Bw261h5rkc

 

Faceci, którym zależy – Dove Men+Care

 

Dove Men+Care postanowiło wykorzystać wieloznaczność słowa ‘care’. Jeśli chodzi o produkt, to oczywiście marka ma na myśli troszczenie się o męskie ciało. W spocie słowo to wykorzystane jest, aby pokazać z okazji Dnia Ojca facetów, którym zależy na relacjach z dziećmi – niezależnie od tego, czy są to ich dzieci biologiczne czy np. siostrzeńcy. To ciekawa przewrotność, która przypomina, że nie tylko między tatą a dzieckiem może nawiązać się głęboka relacja. W niektórych wypadkach wujek czy dziadek mogą równie dobrze wejść w rolę ojca czy też w niektóre aspekty, które są z nią związane. Ważne, żeby im po prostu zależało.

https://www.youtube.com/watch?v=0BTCm_pJMCk

 

 

Prenumerata z humorem – Howler Magazine

 

Dobry prezent na Dzień Ojca? Jeśli kocha piłkę nożną, to w USA na pewno będzie to prenumerata magazynu Howler. Marketerzy tego pisma wiedzieli jednak, że reklamować trzeba się kreatywnie, szczególnie jeśli mówimy o prenumeracie czasopisma, które nadal nie ma swojej wersji online (w 2017 roku…!). Jak dotrzeć do tych, którzy nadal kochają zapach papieru i zapewne mają co najmniej 40 lat na karku? Howler Magazine postanowił skierować do nich (a raczej do osób, które szukają dobrego prezentu dla ojców) reklamę, która jest parodią spotów magazynu Sports Illustrated z lat 90. Do prenumeraty dołączany był wtedy telefon w kształcie piłki (do futbolu amerykańskiego, a nie piłki nożnej, co dodatkowo wzmacnia komizm nowej reklamy). W nowej reklamie występuję w dodatku plejada amerykańskich komików. Wszystko wyszło komicznie i absurdalnie. Coś czujemy, że Howler wzbogacił się o naprawdę spore grono prenumeratorów! A wszyscy oni – o niesamowity telefon w kształcie piłki nożnej!

https://www.facebook.com/whatahowler/videos/1780712491946091/

A na koniec stary spot z lat 90.

https://www.youtube.com/watch?v=M-1yWDMapdI

Życzymy jak najlepszego humoru wszystkim ojcom! ;)

Kategorie: Felietony

0

Girl power – social media w rękach kobiet

W wielu dziedzinach kobiety ciągle zarabiają mniejsze pieniądze od mężczyzn i mają też mniej do powiedzenia od przedstawicieli płci męskiej. Inaczej sprawa wygląda w sferze, która powstała całkiem niedawno w porównaniu do wielu innych – mowa o social mediach. W nich kobiety radzą sobie wręcz doskonale.

 

Międzynarodowa firma zajmująca się influencer marketingiem, indaHash (którą stworzyła zresztą  kobieta – Polka, Barbara Sołtysińska, wcześniej znana m.in. z projektu LifeTube), wykonała ogromną pracę. Stworzyła raport, na podstawie którego śmiało oznajmić to, co od jakiegoś czasu widać było gołym okiem – to kobiety rządzą w social mediach. Nie chodzi tylko o zwykłą większą obecność – tylko o jej monetyzowanie. Firma indaHash przebadała grupę ponad 2200 influencerek i influencerów, którym pomaga w zarabianiu na swojej działalności w Internecie. Mamy więc raport powstały na podstawie badań na osobach, o których śmiało można powiedzieć, że są na szczycie piramidy użytkowników social mediów, jeśli chodzi o wpływ na resztę ich użytkowników. Nie tylko wpływają, ale jeszcze na tym zrabiają.

 

Na zdjęciu: Barbara Sołtysińska, źródło: mamstartup.pl

 

Co dokładniej wynika z dokumentu, który jednocześnie rozpoczyna działalność indaHash LABS? Skupmy się przez chwilę na liczbach. 68% – ponad dwie trzecie influencerów to kobiety. Spośród nich, niemal połowa (47%) umieszcza w Internecie nowy content co najmniej raz dziennie – w porównaniu do nieco ponad jednej trzeciej mężczyzn (36%).  Większa ilość kobiet niż facetów również kupuje przedmioty, na które natknęła się w social mediach (45% vs 31%). Podobnie jest w przypadku tego, jak bardzo opiniotwórczą rolę pełnią one w życiu badanych. 62% kobiet vs 48% mężczyzn uznało, że największą. Abstrahując już od kwestii płci, to aż 64% badanych traktuje bycie infuencerem jako zawód.

 

Oznacza to, że wpływanie na opinie innych ludzi za pomocą social mediów staje się coraz bardziej intratnym zajęciem, a jednocześnie bez bardziej profesjonalnego i poważnego podejścia do sprawy powoli ani rusz. Nowe osoby, które chciałyby zająć się byciem digital influencerem po prostu będą musiały zainwestować – czy to w siebie, czy w sprzęt – ponieważ natrafią na konkurencję, która nie traktuje już tego jako zabawy, na której przy okazji można coś zarobić. Co więcej, aż 77% influencerów twierdzi, że może konkurować z mediami tradycyjnymi. Nic dziwnego – szczególnie jeśli chodzi o dotarcie do młodych ludzi, tradycyjne media raczej nie mają szans z nową siłą, jaką na rynku reklamowym stali się influencerzy.

 

Oni sami zresztą odpowiadają (83%), że wolą śledzić innych ludzi niż tradycyjne media. Wracając do kobiet, uznają one inne osoby zajmujące się wpływaniem na innych za pomocą social media raczej za przyjaciół i potencjalnych partnerów biznesowych (56%) niż konkurencję. Wyobrażacie sobie, że TVN i TVP nie traktują siebie jako konkurencję, a przynajmniej nie na pierwszym miejscu? No właśnie. Social media nadal pokazują, jak potrafią wzmacniać współpracę między ludźmi, nawet jeśli w grę wchodzą pieniądze.

 

Na zdjęciu: Logo IndaHash

Jeśli już o pieniądzach mowa – kobiety zarabiają więcej jako influencerki. Kobieta, która ma 100 000 obserwujących, może zarobić ponad 40 000 tysięcy funtów na dwóch postach sponsorowanych tygodniowo. Mężczyzna, który ma ich tyle samo, może się pochwalić zarobkiem mniejszym o około 10 000 tysięcy funtów! Być może wynika to między innymi z tego, że to kobiety poświęcają więcej czasu na przygotowywanie postów – 60,9% z nich odpowiedziało, że dużo, w porównaniu do 51,4% mężczyzn. Cóż, kwestia pieniędzy jest tutaj ciekawa przede wszystkim z tego względu, że social media kierują się bardzo demokratycznymi zasadami. Rządzi lud – polubieniami, reakcjami, udostępnieniami itd. Lepiej wynagradzany jest więc ten, kto przygotowuje bardziej interesujące dla odbiorcy treści. Wnioski nasuwają się same.

 

 

Oczywiście można uznać te wyniki za efekt zamknięcia w pewnej bańce filtrującej – nic dziwnego, że influencerzy, którzy zarabiają w social mediach i korzystają z nich tak często, jak tylko się da, odpowiadają na pytania w taki, a nie inny sposób. Pewnie dla dziennikarzy prasowych starej daty czytanie gazet będzie znacznie ważniejsze niż dla 19-letniej influencerki modowej. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli chodzi przede wszystkim o kwestie zaangażowania czy też osiąganych zarobków, to influencerki wiodą prym. Social media są natomiast nadal dziedziną z ogromnym potencjałem i to, że kobiety są w ich awangardzie (abstrahując już od tego, że nierzadko influencerzy są też trendsetterami – czyli generalnie kobiety mogą już teraz mieć większy wpływ na rzeczywistość młodych ludzi niż mężczyźni) może pomóc w zasypywaniu różnic wynikających wyłącznie z płci także w innych, bardziej skostniałych branżach.

 

Cały raport do pobrania, oczywiście za udostępnienie, zgodnie z duchem social mediów, tutaj: https://labs.indahash.com/influencer-marketing-report-international-casestudy/

 

 

 

Kategorie: Felietony

0

Social media rządzą (prawie)

Wczoraj odbyły się przedterminowe wybory do brytyjskiej Izby Gmin. Naszą uwagę przykuł jeden z obecnych liderów tamtejszej sceny politycznej, który doskonale potrafi wykorzystać siłę mediów społecznościowych. Mowa o Jeremym Corbynie.

 

Pojawił się polityk, a w zasadzie lider dużej europejskiej partii, który postanowił pójść na całość, po bandzie, jeśli chodzi o social media. Oczywiście byli wcześniej tacy, którzy komunikowali się głównie przez media społecznościowe. Jednak chodziło zwykle o polityków charakteryzujących się dość wyrazistymi, często skrajnymi poglądami, którzy mieli dużo mniejsze szanse na obecność w tradycyjnych mediach. Siłą rzeczy musieli uciekać się do komunikowania swoich postulatów za pomocą social mediów.

W ich narracji niejednokrotnie pojawiała się krytyka wobec mediów tradycyjnych i pochwała Internetu. Teraz w te tony uderzył w końcu polityk partii, po której ciężko można byłoby spodziewać się takiego ruchu. Jednak Jeremy Corbyn, bo o nim mowa, obecny lider brytyjskiej Partii Pracy, potrafił zaskakiwać swoimi ruchami od lat. Niejednokrotnie nie mówił jednym głosem z szefami swojego ugrupowania, dał się poznać jako aktywista i (na tyle, na ile świat mainstreamowej polityki może na to pozwalać) wywrotowiec. W zeszłym roku postanowił zrobić kolejny, na pozór szalony ruch.

 

Jeszcze kilkanaście lat temu odcięcie się od tradycyjnych mediów, np. zdecydowana krytyka tak opiniotwórczego źródła jak BBC, zapewne byłaby na Wyspach politycznym samobójstwem. Mamy 2017 rok, wszyscy wpatrzeni w smartfony scrollujemy Facebooka. Oczywiście BBC i wiele innych mediów wywodzących się z ery przed masowym dostępem do Internetu też już jest w Sieci, nie mogło być inaczej, jednak na poziomie skojarzeniowym, szczególnie dla młodego pokolenia, nie są na takim poziomie, jak np. Vice. Ten ostatni też wprawdzie zaczynał jako magazyn drukowany, ale bardzo szybko zaczął demonstrować swoją siłę przede wszystkim w Internecie i to właśnie z nim jest dziś najbardziej kojarzy (wiele osób znając tę markę pewnie nawet nie wie o tym, że Vice można jeszcze przeczytać na papierze). Nieprzypadkowo akurat Vice wymieniamy jako przykład. W 2016 roku właśnie poprzez to medium Jeremy Corbyn postanowił zdecydowanie skrytykować tradycyjne media. Nie była to krytyka zawarta w zwykłym wywiadzie.

 

Vice nakręciło o Corbynie półgodzinny dokument. Tytuł? ‘The Outsider’. Bardzo pasujący do Corbyna. Zupełnie niepasujący do aktualnego lidera opozycji. A jednak – tutaj wszystko się spinało i nawet pomimo tego, że Corbyn stracił na pewien czas swoją pozycję – przez wynik referendum w sprawie brexitu – nie wrócił do postawy, która mogłaby się wydawać naturalna. Nadal krytykował media, które wg niego mu nie sprzyjały (i które zresztą swego czasu były zszokowane tym, że Corbyn w ogóle mógł zostać liderem opozycji), jednocześnie budował swoją pozycję w mediach społecznościowych. Zyskiwał sobie poparcie nie tylko młodych – częściowo oczywiście dlatego, że autentyczny, kierowany przez social media przekaz trafiał również do coraz większej rzeczy ludzi niezadowolonych z wyniku referendum w sprawie brexitu.

 

 

W maju bieżącego roku, niecały miesiąc przed głosowaniem, do Internetu trafił kolejny film Vice – tym razem to dziesięciominutowy wywiad z Corbynem. Przeprowadził go, w nie wyglądającej na zbyt drogą restauracji, przy dwóch szklankach wody… 22-letni brytyjski raper, JME. Brzmi niepoważnie (ale bardzo w stylu Vice), jednak rozmowa była jak najbardziej poważna, na tematy polityczne (choć nie była obiektywna – JME popiera Corbyna i to oczywiście można podnieść jako zarzut). Oczywiście to nie jedyna taka ciekawa akcja z udziałem Corbyna. Jeśli chodzi o media społecznościowe, to polityk jest również od dłuższego czasu obecny na portalu Snapchat.

 

Bije na głowę swoją wielką rywalkę – Theresę May z Partii Konserwatywnej – nie tylko aktywnością, ale też pod względem polubień profilu i liczb reakcji na Facebooku. Coraz bliżej niej jest również w sondażach. A kiedy tradycyjne media, tabloidy The Sun i Daily Mail, zaatakowały go zaraz przed wczorajszymi wyborami, social media odpowiedziały prawdziwym festiwalem zmyślonych, humorystycznych informacji o Corbynie. Sprawdźcie sami na Twitterze: #LastMinuteCorbynSmears. Od Corbyna głosującego w plebiscycie na managera roku na Davida Moyesa (drużyna Szkota, Sunderland, spadła z ligi), przez Corbyna wolącego „Mroczne Widmo” od „Imperium Kontratakuje”, aż po Corbyna twierdzącego, że zespół Queen jest lepszy z Adamem Lambertem. Wyborna riposta!

 

Oczywiście to nie jest tak, że za 68-letnim Corbynem nie stoi również sztab specjalistów, jednak świetne zrozumienie rosnącego znaczenia mediów społecznościowych i krytyka mediów tradycyjnych to niekoniecznie musi być świetny nos PR-owca,  tylko ta słynna, wywrotowa natura Corbyna. Na razie tak nietypowe jak na polityka głównego nurtu strategia nie zaprowadziła go na sam szczyt.

 

Partia Pracy przegrała wybory, ale zdołała doprowadzić do tego, że konserwatyści nie mają bezwzględnej większości – pomimo tego, że jeszcze kilka miesięcy temu sondaże nie dawały na to większych szans. Być może więc za jakiś czas Corbyn jednak będzie on pierwszym politykiem, któremu tak nietypowe strategia komunikacji zapewni fotel premiera swojego kraju. Byli już tacy, którzy wspierali się social mediami (przodował w tym choćby Barack Obama), ale on byłby pierwszym, który zdecydowanie na nie postawił i wygrał. Kto wie, co przyniesie przyszłość.

 

Być może będzie on pierwszym politykiem, któremu taka strategia zapewni fotel premiera swojego kraju. Byli już tacy, którzy wspierali się social mediami (przodował w tym choćby Barack Obama), ale on byłby pierwszym, który zdecydowanie na nie postawił i wygrał. Wstępne wyniki tej batalii, którą trochę można rozumieć jako media tradycyjne vs media społecznościowe, dziś wieczorem.
 

http://www.vocativ.com/436553/jeremy-corbyn-social-media-election/

https://www.theguardian.com/politics/2017/jun/07/jeremy-corbyn-labour-how-social-media-hit-back-against-latest-attacks

http://www.businessinsider.com/jeremy-corbyn-social-media-strategy-more-sophisticated-than-you-think-2016-6?IR=T

Kategorie: Felietony

0

Absorbujące reklamy

Branża marketingowa od lat coraz bardziej angażuje się w kwestie związane z ochroną środowiska. Często gęsto pomagają jej w tym nowe technologie. Nie inaczej było w przypadku pewnych bardzo absorbujących billboardów.

 

Coraz częściej dyskutowanym problemem, szczególnie w ostatnim czasie w naszym kraju, jest zanieczyszczenie powietrza w dużych miastach. Walka ze smogiem zdążyła przenieść się już na poziom polityczny, tymczasem wydaje się, że nadal najwięcej w tej kwestii mają do powiedzenia inicjatywy oddolne – nie tylko tworzone przez organizacje społeczne, ale też przez przedsiębiorstwa. Na razie najgłośniej było chyba o różnych formach przeciwdziałania skutkom smogu (np. import czystego powietrza w specjalnych opakowaniach czy też produkcja designerskich masek przeciwsmogowych), mniej rozwiązań pojawiało się po stronie walki z samym zanieczyszczeniem. Jak się okazuje, ciekawa innowacja w tym temacie może wyjść nie tylko ze strony gigantów technologicznych czy dynamicznych startupów, ale też od przedstawiciela często oskarżanej o anachronizm branży reklamowej. Ileż to razy różne osoby podnosiły larum w sprawie wszechobecnych billboardów – ciężko byłoby zliczyć. A co, jeśli te nośniki reklamowe mogłyby walczyć z zanieczyszczeniem powietrza?

 

 

 

Do takiego celu udało się zaprzęgnąć billboardy w kilku miastach Europy Zachodniej. Wszystko dzięki włoskiej firmie Urban Vision, która zajmuje się outdoorowymi nośnikami reklamowymi. Używając ultranowoczesnego materiału, który potrafi absorbować zanieczyszczenia, stworzyła billboard, który, (jak głosi hasło) sprawia, że rocznie znika ponad 400 tysięcy aut. Oczywiście chodzi o spaliny, które są wydzielane przez te auta. To i tak imponująca liczba. Testy billboardu okazały się udane i nośniki pokryte rewolucyjnym materiałem nazwanym The Breath pojawiły się w Mediolanie, Rzymie i Londynie. Akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem ze strony mediów. Firma Urban Vision zobowiązała się wprowadzić system Ad/Sorbent do regularnego użytku na wszystkich nośnikach reklamowych do końca 2018 roku. Więcej zobaczycie i przeczytacie tutaj: http://creativity-online.com/work/urban-vision-adsorbent/51787

 

Jesteśmy ciekawi, czy ktoś zdecyduje się na podobny krok w Polsce – w końcu odpowiednich przestrzeni reklamowych jest u nas co niemiara. Zanieczyszczonego powietrza w dużych miastach niestety również mamy całkiem sporo, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, także mamy nadzieję, że takie i podobne rozwiązania pojawią się u nas już wkrótce.

 

 

Kategorie: Felietony

0

Blog Conference Poznań 2017 – warto?

Konferencje dla blogerów (i nie tylko, o czym dalej) są coraz bardziej popularne. Co się tam dzieje, do czego dochodzi, co z nich się wynosi? Można by o tym pisać na wielu stronach, ale ograniczymy się do relacji skrótowej, żeby przeczytali ją nawet miłośnicy Twittera.

 

 Blog Conference Poznań z roku na rok staje się coraz bardziej znaczącą imprezą w świecie blogerów. Więcej uczestników, liczni i więksi sponsorzy, znaczące nazwiska i wiele atrakcji poza samymi prelekcjami i panelami. Jest czego posłuchać, z kim porozmawiać i z kim zrobić sobie selfie. Cieszymy się, Poznań to miasto, które z chęcią będzie gościć kolejne edycje i ma przyjezdnym sporo do zaoferowania.

 

 

 

 

Spróbujemy odpowiedzieć na tytułowe pytanie – czy warto było? I tak, i nie. Zależnie od tego, czego kto się spodziewał, co robi, jakie ma doświadczenie i co planuje robić ze swoim życiem w bliższej i dalszej przyszłości. Recepta na sukces, gotowe poradniki i poprowadzenie za rękę od zera do blogera zarabiającego na dostatnie życie na współpracach z markami? Zdecydowanie nie! Jeśli więc ktoś odwiedził Salę Ziemi na MTP z takimi założeniami, srogo się zawiódł. Można było natomiast wysłuchać kilku ciekawych prezentacji z kilkunastoma ciekawymi wypowiedziami i kilkudziesięcioma nieciekawymi. Spotkać znajomych z branży marketingowej i „blogerskiej”, spróbować piwa, wody i kanapek, zrobić sobie selfie i poznać nowych ludzi.

 

Z perspektywy agencji konferencja na pewno wyglądała inaczej niż z punktu widzenia „fejma”. Kogo, zapytasz. Ano fejma, czyli osoby sławnej (od ang. fame). Podczas jednego z paneli dyskutowano o konieczności wypracowania nowego określenia dla wszystkich internetowych twórców, bo nie ma dziś tylko blogerów, towarzyszą im vlogerzy, youtuberzy, instagramerzy, snapchaterzy i inni twórcy, których łączy „chronologiczne  publikowanie w sieci”. Wszyscy oni to „fejmosfera”, pamiętajcie gdy będziecie następnym razem rozmawiali z klientem.

 

Właśnie, klient. Słowo klucz konferencji, naszym zdaniem. Ale chyba nie może być inaczej, gdy zapowiada się ją jako wydarzenie związane z biznesową stroną blogosfery. Mamy wrażenie, że obecnie bloga zakłada się po to, by zarabiać, a nie zarabia wskutek prowadzenia wartościowego bloga. Czy tędy droga? Czasem pewnie tak, w 99% przypadków nie, wtedy zostaje płacz i zgrzytanie zębów. Choć płacz słychać nawet gdy się zarabia, i to dużo. Było go słychać podczas prezentacji Edwina Zasady.

 

Dotyczyła współpracy na linii bloger – agencja. W trakcie wywiązała się dyskusja. Okazuje się, że pomiędzy nimi przebiega linia frontu, że w tej relacji ktoś musi wygrać, ktoś przegrać. To fascynujące, przypomina samobójczy pęd blogowej ćmy do agencyjnego ognia. Bo agencja to samo zło, które chce wykorzystać blogera, nie zapłacić mu za pracę i wyciągnąć więcej niż w umowie. Naszym zdaniem przydałoby się państwu z fejmosfery więcej pokory, bo bez tych wszystkich strasznych agencji o pieniądze z fejmu byłoby o wiele trudniej.

 

Warto było posłuchać błyskotliwego Michała Sadowskiego czy merytorycznego Wojtka Wawrzaka, który mówił o prawnych aspektach funkcjonowania w sieci, nie tylko w blogosferze oraz np. o sposobach rozliczania współpracy.

 

Za rok pewnie spotkamy się ponownie, pewnie z większym rozmachem i w liczniejszym gronie. Oby było ciekawie merytorycznie i towarzysko. Oraz pod względem fejmu!

 

 

Kategorie: Felietony

0

Pięć ciekawych kreacji na Dzień Matki

Pięć ciekawych kreacji na Dzień Matki

Wybraliśmy dla Was kilka bardzo interesujących kreacji stworzonych na tegoroczny Dzień Matki (w bardzo wielu krajach, w tym w USA, przypada on na drugą niedzielę maja, dlatego mieliśmy z czego wybierać). Niektóre poruszają, inne śmieszą, niektóre szokują (i to na tyle, że zostały usunięte z kanałów social media marki!). Zobaczcie sami!

 

Romansidło od KFC

Amerykańska sieć największą ilość swoich produktów sprzedaje właśnie w Dzień Matki. Nic więc dziwnego, że jej marketerzy chcieli przygotować na to wydarzenie wyjątkowe zarówno dla milionów kobiet, jak i dla KFC, chcieli przygotować coś wyjątkowego. Kto by jednak pomyślał, że matki otrzymają od sieci, jako bonus do jednego z dań… romansidło? W dodatku takie, które nie dosyć, że zostało napisane przez założyciela sieci (co oczywiście jest żartem), to obsadza Pułkownika Sandersa w jednej z głównych ról? Występuje on w roli tajemniczego marynarza, który podbija serce Lady Parker – uciekającej przed swym nieszczęśliwym małżeństwem do anonimowej pracy w nadmorskiej tawernie. Książka nazywa się ‘Tender Wings of Desire’, co oczywiście pięknie nawiązuje do słynnego dania KFC (i, być może, do filmu Wima Wendersa) i została też udostępniona do ściągnięcia w serwisie Amazon. To wszystko brzmi dziwnie? To zerknijcie na następną kreację.

http://www.adweek.com/agencies/kfc-wrote-a-romance-novel-for-mothers-day-and-its-uncomfortably-good/

 

Przedziwny spot Skittles

Tak, przedziwny nawet jak dla tej marki. Ciężko to opisać słowami, zobaczcie sami na stronie Adweeka, bo nie zobaczycie go już na stronach firmowych marki. Po krytyce, z którą reklama się spotkała, została z nich usunięta. Trochę się nie dziwimy (OK, uchylimy rąbka tajemnicy) – widok ogromnej pępowiny, która łączy matkę i syna, nie należy do najprzyjemniejszych, nawet jeśli wiele osób może taka dawka absurdu srogo rozśmieszyć. Jak to skomentował jeden z pracowników Wrigley U.S. – „zrobiliśmy ten spot dla wszystkich matek, które lubią wulgarne żarty, a usunęliśmy go dla tych, które nie lubią”.

http://www.adweek.com/brand-marketing/this-mothers-day-ad-for-skittles-was-so-unsettling-they-pulled-it-off-youtube/

 

Bo matkować można nie tylko człowiekowi – piosenka BarkBox

Coraz częściej, również w Polsce, właścicieli psów lub innych zwierząt określa się mianem ich mam czy tatusiów. Ten żartobliwy zwrot postanowiła wykorzystać marka BarkBox. Powstał utwór hip-hopowy, który wykonują dwie dziewczyny pracujące dla marki jako kreatywne. ZZ Tophalf i T-Spoon rapują o tym, jak to jest, gdy jest się psią mamą. Całość wyszła całkiem zabawnie i powinna też trafić do dosyć dużej grupy osób, które naprawdę potrafią traktować zwierzę jak swoje dziecko – przede wszystkim singli czy osoby, które nie mogą mieć dzieci.

https://www.facebook.com/barkbox/videos/1373890232647024/

http://www.campaignlive.com/article/5-creative-mothers-day-ads-2017/1433306

 

Oryginalne podejście do matczynej dumy – HBO

Matka nie zawsze może odczuwać wyłącznie dumę z tego, co robi jej dziecko – nawet taka, której córka czy syn są gwiazdami aktorskiego świata. HBO postanowiła pokazać to całkiem dosłownie. Matki kilku gwiazd tej telewizji zostały poproszone o przeczytanie wypowiedzi postaci granych przez syna czy córkę. Wynik tej prośby jest tyleż śmieszny, co niecenzuralny. Matki zakłopotane, publiczność rozbawiona niemal tak, jak gdyby słowa faktycznie mówiła Sarah Jessica Parker czy Danny McBride. Oczywiście mamy na koniec otrzymują życzenia od swoich dzieci, żeby nie było.

https://www.youtube.com/watch?v=rRMSJjme7dE

 

Słowa na całe życie – American Greetings

Na koniec mamy dla Was dość klasyczne podejście do sprawy – przynajmniej pod tym względem, że po obejrzeniu spotu niejednemu czy niejednej z Was pociekną łzy. American Greetings to marka największego na świecie producenta kartek okolicznościowych. Na Dzień Matki postanowiła pokazać, w jak wyjątkowy sposób córka postanowiła oddać hołd swojej zmarłej mamie i jak wykorzystała do tego kartkę, którą od niej dostała. Zobaczcie sami i miejcie przy sobie paczkę chusteczek!

https://www.youtube.com/watch?v=k4JSXuEfxlk

 

 

 

 

 

Kategorie: Felietony

0

Firma w randze Uniwersytetu czyli employer branding przez edukację.

Firma w randze Uniwersytetu czyli employer branding przez edukację.

 

Od lat działamy w edukacji. Z tym, że nie prowadzimy oficjalnego naboru na studia, ale do pracy. Nie rozdajemy dyplomów, tylko doświadczenie. A indeksy naszych ludzi mają postać profili na LinkedIn. Na co dzień robimy to, co umiemy najlepiej – komunikację; jednak, żeby dostarczać Klientom poziom usług, którego wymagają – musimy uczyć.

 

Dla Q&A znakiem rozpoznawczym, który można traktować w kategorii employer brandingu, jest działanie Cannes Lions Creative PR Meetign – cykliczna konferencja dla branży, którą organizujemy od 6 lat każdej jesieni. Tam dzielimy się wiedzą o najnowszych trendach, najlepszych kampaniach oraz zapraszamy ciekawych panelistów. W ten sposób chcemy inspirować oraz edukować, a jednocześnie pokazywać, że świat wielkich kampanii jest bliski – bo uniwersalny.

 

 

 

Cannes Lions Creativie PR Meeting skierowane jest na zewnątrz firmy. Jednak jego powodzenie opiera się w dużej mierze na komunikacji wewnętrznej Q&A. Firma integruje się wokół wydarzenia; pracownicy dostają zadania związane z organizacją eventu – od fazy koncepcyjnej, poprzez szczegóły techniczne, współpracę z mediami, na wyborze Panelistów i zapraszaniu uczestników kończąc. Dla części – młodszych pracowników to trening i szkolenie z organizacji wydarzenia – dla wszystkich – święto kreatywności oraz okazja do rozwoju.

 

A jak Uniwersytet działa do wewnątrz?

Otóż pracownicy, którzy przychodzą do Q&A Communications dostają „pakiet powitalny”. Nie składa się on jednak z kubka i długopisu. To po prostu zasób wiedzy, w których wyposażamy ludzi. Ze szczególnym uwzględnieniem młodych – tych po studiach i z wiedzą akademicką. Dlaczego? Bo nie od dziś wiadomo, że problemem pracodawców, z którym się zmagają jest niedopasowanie wiedzy kandydatów do rynku.

 

Dlatego na początkowym etapie uczymy podstaw prowadzenia projektu, planowania budżetu, współpracy z działami: kreacji, SM, digital, strategii, księgowością. Prowadzimy szkolenia merytoryczne z insightu i idei, tworzenia prezentacji, SEO copywriting, procedury kreatywnej (tak, to nie błąd) oraz pisania informacji prasowych.

A na późniejszym etapie, firma dba o to, by zasilać umysły kreatywnymi zastrzykami, które określamy mianem „małych cannes’ów” – w postaci spotkań, na których omawiamy najbardziej interesujące case’y półrocza, takie, które kwalifikują się na zgłoszenie na festiwale reklamowe. Wszystko to po to, aby dostarczyć Klientom usługę na poziomie, którego potrzebują oraz żeby zachowywać jakość, której wyznacznikiem jest Q – pierwsza litera w nazwie firmy.

 

Dlatego też z podziwem patrzymy na wysiłki edukacyjne gigantów, które w oczywisty sposób przekładają się na jakościowy employer branding. Inspiracją do tego tekstu była notka przeczytana w BBC na temat powiększenia szkoły umiejętności kreatywnych Apple. „Uniwersytet Apple” powstał w Neapolu, mieście o tyle inspirującym, co chaotycznym. Przedsięwzięcie firmy z Cupertino zaprasza od tego roku na 9 miesięczny kurs aż 400 studentów z całego świata – mogą poznawać tajniki kodowania, tworzenia aplikacji, tworzenia start-up’ów, nie płacąc przy tym czesnego. To dla Apple nie tylko kuźnia kadr, ale i świetna reklama.

 

 

 iOS Developer Academy w Neapolu

 

 

Firma w sposób oczywisty nawiązuje do tego, co przeżywamy również na naszym rynku: przepaści między oczekiwaniami pracodawców a przygotowaniem absolwentów. Dlatego zachowuje się dosłownie jak Uniwersytet, jednak – podobnie jak Q&A Communications – daje wiedzę praktyczną, indeksowaną sukcesem pracowników.

 

Kategorie: Felietony

0

Mapa typograficznych skarbów

Potrafi skutecznie przyciągnąć wzrok do hasła reklamowego. Niektórzy spędzają długie godziny na szukaniu tego jedynego, który będzie idealnym dopełnieniem projektu. Mowa oczywiście o foncie. W Sieci niedawno pojawiło się narzędzie, które pomoże grafikom przy pracach typograficznych, a przy okazji pozwoli na przynajmniej kilka chwil zabawy.

 

Zdecydowana większość ludzi to wzrokowcy. Wśród grafików musi kryć się ich średnio jeszcze więcej, niż w reszcie populacji. Być może podobne przemyślenia i chęć stworzenia wygodnego i czytelnego narzędzia, które przyspieszy proces twórczy niejednej osoby  pracującej z fontami, skłoniły Kevina Ho, software designera w firmie IDEO, do opracowania Font Map. Font fontowi nierówny, ale bardzo wiele jest niemal identycznych i jeśli nie ma się fotograficznej pamięci, to czasem wybór odpowiedniego może zabrać naprawdę wiele czasu. Na pomoc przychodzi właśnie Font Map.

 

 

 

Narzędzie to, jak sama nazwa wskazuje, jest mapą – interaktywna i opartą na algorytmie, który pozwala uszeregować obok siebie podobne fonty wg kilku cech. Należy do nich np. rozróżnienie na szeryfowe i bezszeryfowe. Jak to wygląda, widać na zamieszczonej powyżej grafice. Mamy fonty pokazane na przykładzie tego, jak wygląda napisana nimi litera A. Od razu widać całe grupy podobnych do siebie fontów. W dodatku po kliknięciu w daną literę możemy zobaczyć, jak wygląda napisana wybranym spośród nich doskonale wszystkim nam znana fraza „lorem ipsum”. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wpisali tam np. „Q&A Communications”, co też uczyniliśmy. Font Map wyświetla nam też od razu tę frazę napisaną kilkoma najbardziej zbliżonymi fontami. Wygodne, prawda?

 

Jeśli jesteś typograficznym omnibusem i znasz tysiące fontów jak własną kieszeń, to też skorzystasz. Chciałbyś zobaczyć całą grupę podobnych do tego, który jest Twoim ulubionym? Wpisz w Font Map jego nazwę i gotowe! Oczywiście, jak każde narzędzie i to ma swoje ograniczenia. Tutaj jest to na pewno liczba fontów – ponad 750. Wszystkie jednak są dostępne do darmowego ściągnięcia w serwisie Google Font. Nawet jeśli nie parasz się typografią, to zagłębienie się w Font Map będzie po prostu fajną zabawą. A kto nie lubi się bawić?

 

https://www.theverge.com/2017/4/27/15454362/ideo-font-map-interactive-typography-tool

http://fontmap.ideo.com/

 

Kategorie: Felietony

0

Cholernie kreatywna!

 

Na biurko, komputer i darmową kawę niejednokrotnie trzeba solidnie zapracować. Szczególnie jeśli staramy się o pracę w branży kreatywnej.

 

W korytarzach agencji reklamowych krąży wiele legend o tym, w jaki sposób ta czy inna osoba zdobyła pracę. Podanie prezesowi CV razem z przyniesioną przez siebie pizzą? Check. Codzienne oznaczanie się przed siedzibą agencji, oczywiście o 9 rano? Check…-in. Prawdę mówiąc, branża widziała już naprawdę wiele, więc trudno zaskoczyć czymś naprawdę oryginalnym. Od czasu do czasu pojawia się jednak pomysł, który pozwala uwierzyć w to, że wyświechtane słowo „kreatywny” nadal może być synonimem słowa „świeży”.

 

W celu odświeżenia swoich umysłów przenieśmy się do Holandii. Amsterdam – miasto pełne start-upów, agencji kreatywnych i freelancerów. Do tych ostatnich należała Amerykanka Jessica Stahl. Pewnego dnia wyszła z nowojorskiego biura i wyruszyła w świat. Widocznie tak spodobało jej się w Holandii, że postanowiła zakotwiczyć w pełnej malowniczych kanałów stolicy tego państwa. Za tym poszła chęć znalezienia stałej pracy w charakterze art directora. Ludzie tej profesji muszą wykazywać się nie tylko wielkimi umiejętnościami z dziedziny sztuk plastycznych czy też perfekcyjną wiedzą o programach graficznych,  ale też, oczywiście, kreatywnością.

 

 

Jessica Stahl o tym wiedziała, a że celowała w najlepsze agencje w Amsterdamie, to postanowiła stworzyć coś, co pokaże cały wachlarz jej umiejętności. Przekona ludzi z agencji o tym, jak cholernie jest kreatywna. Trybiki w jej głowie złapały odpowiedni rytm, Amerykanka wpadła na pomysł, spędziła kilka wieczorów w… kuchni, pewnie nie mniejszą ilość czasu w swojej pracowni i powstała naprawdę ciekawa rzecz. Taka, którą w swoim portfolio bardzo chętnie zobaczyłaby pewnie każda z pięciu największych amsterdamskich agencji, do których skierowała swój komunikat.

 

Co wymyśliła Jessica? Postanowiła… upić pracowników agencji. No, może tak nie do końca – chodziło tylko o skutecznego klina na piątkowego kaca. Powstała linia pięciu drinków Bloody Creative (wariacje na temat bloody mary) zamkniętych w gustownych, oldskulowych buteleczkach. Każdy dopasowany nazwą (art directorka, ale zadbała o niemal wszędzie świetne i prześmieszne copy!), klimatem graficznym i oczywiście smakiem do danej agencji. Mamy więc np. From 0 To 180 (skierowane do agencji 180 Amsterdam) czy też 7AM and Sunny (72and Sunny).

 

 

Linia drinków została z wyczuciem ograna kolorystycznie, sfotografowana i umieszczona na specjalnie stworzonym onepagerze (http://getbloodycreative.com). Powstał też profil na Instagramie. Jessica dodała na niektórych zdjęciach smaczki takie jak np. miniaturowe buty piłkarskie wraz z piłką i bramkami czy też leżaczki i figurki plażujących ludzi. Ba, zrobiła nawet animacje poklatkowe! Wszystko ograła odpowiednim copy, tylko w jednym miejscu pisząc wprost, że szuka pracy. Wiadomo, że chodzi przecież o przywrócenie sił kreatywnych po ciężkiej nocy, tak aby agencja mogła pracować na pełnych obrotach pomimo skacowanych głów. Każda z pięciu firm, jeśli jest chętna na spróbowanie drinka mogą zaprosić Stahl na rozmowę. Jeśli chce takie cuda dostawać co piątek, to oczywiście musi ją zatrudnić!

 

 

Oczywiście wątpimy w to, że pracownicy pięciu agencji, do których Jessica adresuje swój komunikat, co piątek przychodzą skacowani do pracy. Jest to oczywiście bardzo ciekawa gra stereotypami i puszczenie oka do złotej ery reklamy oraz tekstów kultury, które do niej nawiązują – jak choćby amerykańskiego serialu „Mad Men”. Nawet jeśli Emma czy Johan nie witają regularnie piątków bólem głowy, to na pewno widzieli, jak niejednokrotnie witał je Don Draper, główny bohater wielokrotnie nagradzanego dzieła. Jessica pokazała w ten sposób, budując swoją markę jako pracownika, że nie tylko jest świetna w tym, co robi, ale też doskonale będzie pasować do nowego środowiska. Zna jego konteksty kulturowe, wie, czym wyróżnia się dana agencja, do której kieruje przekaz i, może nawet przede wszystkim, co wywoła uśmiech na twarzach przyszłych współpracowników.

 

To oczywiście wymarzona sytuacja dla przyszłego pracodawcy, ale pokazuje też, ile w dzisiejszym świecie trzeba zrobić, aby dostać wymarzoną pracę. Mało tego – na razie nie wiemy, czy Jessica osiągnęła sukces. Na jej stronie pojawiły się informacje o zainteresowaniu mediów, ale czy agencje się zainteresowały… Mocno wierzymy w to, że na razie po prostu nie chce zdradzać szczegółów i już niedługo zasiądzie przy wymarzonym biurku, włączy komputer, po czym przygotuje sobie darmową kawę… albo drinka!

 

http://getbloodycreative.com/

http://www.adweek.com/agencies/this-art-director-created-a-series-of-agency-themed-bloody-mary-mixes/

 

Kategorie: Nowinki

0

Ekonomia subskrypcji

Internauci chętnie sięgają do systemu subskrypcji, a producenci coraz częściej wprowadzają oprogramowanie jako usługę. Model pay-per-product wymieniany jest na model biznesowy oparty na subskrypcji, w którym cyklicznie płacimy abonament. System doskonale znany tradycjonalistom przenika do świata Internetu i ma się coraz lepiej.

 

 

Najpopularniejszą częścią rynku subskrypcji jest właśnie SaaS (software-as-a-service), a więc oprogramowanie jako usługa. Prawdopodobnie każda osoba korzystająca ze smartfona ma zainstalowane aplikacje umożliwiające subskrypcje. Fani muzyki doceniają funkcjonalności Spotify lub Tidal, miłośnicy filmów i seriali korzystają z Netflixa, a profesjonaliści pracują z aplikacjami Adobe czy Google.

 

 

Pierwszy miesiąc (najczęściej) użytkujemy za darmo, a po jego zakończeniu możemy swobodnie zrezygnować z dalszego korzystania z usługi. Pierwsze darmowe dni to czas, aby przekonać się do oferowanych możliwości. Jeśli polubimy funkcjonalności serwisu lub usługi to najpewniej zdecydujemy się na comiesięczne opłaty. Niski abonament oraz dowolny moment rezygnacji sprawiają, że subskrypcja daje poczucie bezpieczeństwa oraz mniejszego ryzyka finansowego. Jednorazowy zakup wiąże się z większym wydatkiem niż comiesięczne koszty użytkowania. Taki system stwarza również możliwość testowania produktów, które do tej pory wydawać się mogły zbyt drogie. Ważnym aspektem subskrypcji jest również personalizacja, budowana za pomocą udostępnianych przez nas danych. W ten sposób usługodawca jest w stanie prognozować nasze kolejne ruchy oraz dostosowywać ofertę do naszych potrzeb, aby skutecznie budować relacje z użytkownikiem.

 

 

Ekonomia subskrypcji jest coraz bardziej popularna i otwarta na nowe kategorie. Subskrybujemy zarówno offline, jak i online. Ciekawym może okazać się połączenie subskrypcji z tzw. Internetem rzeczy. Jeśli otaczające nas przedmioty zostaną podłączone do Sieci, to co właściwie będzie blokowało użytkowników przed darmowym testem jakiegoś oprogramowania i comiesięcznym abonamentem? Już teraz telewizory smart posiadają zainstalowane aplikacje, które umożliwiają skorzystanie z subskrypcji.

 

 

źródło: https://plaurino.com/2016/12/19/digital-publications-and-the-new-subscription-economy/

 

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 18.04.2017

Święta, święta i po świętach. Kolejna porcja newsów na naszym stole ;)

 

1. Bot powie Ci czy Twój głos jest sexy czy nie

 

Zastanawialiście się kiedyś, czy macie seksowny głos? Teraz możecie to sprawdzić za pomocą bota jednej z marek, produkujących... a jakże, prezerwatywy.

Wszystko co trzeba zrobić to - wystarczy wejść tutaj i pogadać chwilę z botem Skyn:

https://www.messenger.com/t/skynvoiceanalyzer/

 

 

 

 

2. Foot locker wyśle cię po buty - za ocean

 

I to dosłownie. Szczęśliwcy przy zakupie, a raczej przy braku wymarzonych butów w sklepach otrzymywali bony promocyjne - na przelot do sklepu tej sieci, za ocean. Np. nie ma twoich butów w sklepie w Nowym Yorku, poleć do sklepu w Barcelonie.

Wszystko by wypromować opcję "kup w innym naszym sklepie". Dodajmy do tego: opcję zwiedzania po przylocie, podstawione auto, nocleg...

Promocja roku, naszym zdaniem:

https://www.youtube.com/watch?v=ApWVPWVgvSs

 

 

 

 

3. Instagram jak Snap, Pinterest i co jeszcze?

 

Instagram - od wczoraj na tym kanale social media możecie zapisywać swoje ulubione zdjęcia do specjalnych albumów. Tak, nam też trochę to przypomina Pinterest....

Ale co poradzić, wiele funkcjonalności jest dziś kopiowanych na lewo i prawo... Zobaczymy, czy się to przyjmie. Instarest, Insterest? Bleh, na co to komu ;)

http://www.theverge.com/2017/4/17/15325040/instagram-saved-post-collections-pinterest

 

 

 

4. A ten znowu o Google Chrome

 

Ten, a konkretnie Microsoft znowu udowadnia nam, że przez Google Chrome nasze laptopy rozładowują się bardzo szybko, a dzięki Edge to laptopy chodzą tyyyyle godzin. Ten ping pong między Google i Microsoft trwa od prawie roku... Jedna i druga korporacja nagrywa filmik z nową wersją przeglądarki, "udowadniając" wyższość nad konkurencją...

Jeśli bardzo chcecie, to zapraszamy:

https://www.youtube.com/watch?v=2wOz9MuwERs

 

A Wy, jakie korzyści z używania swojej przeglądarki zauważacie?

 

5. #PepsiCAN czy #PepsiisCAN?

 

Minęły dwa tygodnie, skandal pt "Kendall Jenner walczy o prawa człowieka łykiem Pepsi" trochę ucichł, skończyły się śmieszki... za to pojawiły się pierwsze kreatywne odpowiedzi, jak ten "przypał" (bo nazywajmy rzeczy po imieniu) naprawić.

Jak dotąd rękawicę podniosło dwóch śmiałków z agencji DDB San Francisco — copywriter Sai He i art director Will Hammack. Efekt jest co najmniej super:

http://www.adweek.com/agencies/could-pepsi-make-things-right-with-a-logo-that-actually-made-the-world-better/

Panowie, brawa!

 

 

 

 

Kategorie: Nowinki

0

#Podajemydalej 11.04.2017

#Podajemydalej 11.04.2017


Wracamy z garścią newsów ze świata nowinek technologicznych, marketingu i nie tylko. ;)

 

Toyota spełnia dziecięce marzenia – Tonka Truck 1:1


W Toyocie chyba pozazdrościli ostatniej akcji Audi, która polegała na spełnianiu dziecięcych marzeń:
https://www.youtube.com/watch?v=DZQbmoyPacU


Spece tej japońskiej marki, przygotowali tzw. samochód-koncept (concept car), wzorowany na… zabawkach firmy Tonka. Oprócz opracowania całego pomysłu i przełożenia go na realia, nie mogło zabraknąć słynnego i charakterystycznego malowania karoserii - jaki Tonka stosuje na swoich zabawkach.

Zauważamy pewien trend wśród producentów samochodów, na bycie dorosłym dzieckiem. Ciekawe czym jeszcze zaskoczą nas pozostałe marki? Zdalnie sterowany Mercedes SLR? J


https://www.youtube.com/watch?v=LVHxDHyD_JM

 

Fotobudki przeciwko przemocy domowej

 

Jak wykorzystać AR i rozpoznawanie twarzy w służbie praw człowieka? Na to jak to wykorzystać wpadła agencja DDB i organizacja walcząca o prawa kobiet w Niemczech.

Akcja polegała na tym, że w niektórych fotobudkach, w Dzień Kobiet każde zdjęcie miało nakładane efekty takie, jakby osoba na zdjęciu była pobita. Po prostu, algorytm nakładał „siniaki” na zdjęcie każdej osoby, która zrobiła sobie zdjęcie w takim automacie.

Trzeba przyznać, że sama akcja jest super prosta i daje do myślenia – dla nas genialna.

 

 

Czekoladowa strona www od Hershey’s

 

Zdaniem tej marki, jedyną wadą Internetu jest to, że nie możemy go „spróbować” - dosłownie.
Postanowili to zmienić, i dać wybranym fanom możliwość zjedzenia, też dosłownie, swojej strony www. ;)

Wystarczyło odlać tę stronę w czekoladzie i viola, zobaczcie efekt końcowy:

https://www.youtube.com/watch?v=MJn3NVRm4V4

 

Pepsi, celebrytka i ogólna załamka

 

W tym spocie wszystko poszło nie tak. Od próby spodobania się grupie docelowej, negującej obecny porządek świata i stan w jakim znalazło się USA… po leczenie agresywności policji… łykiem Pepsi.
Sorry, ale nastrojów społecznych nie leczy się słodkim napojem, a walka o prawa człowieka to nie zabawa. Współczujemy Kendall Jenner, nie łatwo być w ogniu krytyki, a zwłaszcza tak wielkim – wręcz globalnym. Powiedzmy sobie szczerze, celebryta miał być w tym wszystkim jak bombka na choince(jakkolwiek to źle nie brzmi), nie miejmy do niej aż takich pretensji.

 

http://interaktywnie.com/kampanie/w-spocie-pepsi-z-kendall-jenner-wszystko-poszlo-nie-tak-255125
http://noizz.pl/spoleczenstwo/skandaliczna-reklama-pepsi-z-kendall-jenner/56b1lvb

Całość do zobaczenia tutaj, bo na stronie Pepsi reklama już dawno zdjęta:

https://www.youtube.com/watch?v=dA5Yq1DLSmQ
 

McDonalds wprowadza rozmowy o pracę… przez Snapchat

 

Jak to ma pomóc rekruterom? Ma pokazać, czy dana osoba jest otwarta na wyzwania i komunikatywna. Czy zmieni to sposób rekrutowania w całej marce?

Przynajmniej takie są plany na przyszłość – ma to ponoć ułatwić dobór pracowników pod względem komunikatywności i odsiewać nieśmiałe osoby.

Na tę chwilę, próby są prowadzone jedynie w Australii:




Źródło: via News.com.au

http://www.theverge.com/2017/4/10/15246746/mcdonalds-snapchat-job-application-snaplications-australia

Kategorie: Nowinki

0

Samsung i nadwątlone zaufanie – czy da się naprawić wizerunek marki po wielkim kryzysie?

Wczorajszego dnia byliśmy świadkami (a przynajmniej ci, którzy śledzą temat) wielkiej konferencji Samsung’a - prezentacji najnowszego, flagowego telefonu z serii Galaxy: S8.


Niby to nic wielkiego, jesteśmy przecież przyzwyczajeni do ogromnej liczby konferencji i premier sprzętu, zwłaszcza w stylu Apple. Dużo szumu, oczekiwania - które potem weryfikujemy i oceniamy przez kilka dni. Jednak dla Samsunga, to nie było tylko pokazanie nowego produktu - to wydarzenie istotne dla przyszłości marki. Miało ono określić, w jakim stanie ta marka znajduje się w sytuacji post-kryzysowej. A było to ogromne tąpnięcie, wręcz globalne, ale o tym później.

 

Sama konferencja, to trzy ważne punkty:


-miała pokazać, że pierwszy raz w to on prowadzi w wyścigu innowacji i ma pierwszeństwo w tworzeniu najlepszych smartphone’ów,


-wskazywała obranie nowego kierunku firmy, która nie będzie już znana z gorszych produktów, które tylko imitują produkt Premium,


-miała zmyć z tej marki ostatni kryzys.

 

Jednym ze sloganów spotkania były słowa: Quality, Safety, Craftmanship, w takim ciągu mogą wydawać się zwykłymi reklamowymi hasłami. Jednak to słowo „Safety”, drugie w kolejności, to jasny komunikat: przyznajemy się, że było źle - teraz to naprawimy.

Wracając do kryzysu, naprawiać jest co: bardzo wiele przypadków w zeszłym roku samozapłonów telefonów Galaxy Note 7, następnie zakaz wnoszenia ich na pokłady samolotów, spadek wiarygodności marki – to komunikaty, w jakich pojawiał się Samsung. Nie jako innowator i solidna marka – tylko jako producent bomb z opóźnionym zapłonem. Wszystko to przełożyło się na chyba największy kryzys wizerunkowy firmy, w ostatnich latach.



Nowy kierunek, jaki od wczoraj wprowadził Samsung to: badania, badania, jeszcze raz badania i sprawdzanie wszystkiego. Czy postawienie na jakość, i idące za tym bezpieczeństwo, pozwoli odzyskać wizerunek? Warto zastanowić się, czy Samsung prezentował kiedykolwiek wizerunek firmy słynącej z jakości? Może to po prostu nowe otwarcie wszystkiego, zasłonięte górnolotnymi hasłami, które pozwolą zredefiniować całą firmę?



Czy na te powyższe pytania i to, postawione na samym początku, możemy jednoznacznie odpowiedzieć? Wydaje się, że nie - cały proces naprawy wizerunku jest bardzo złożony i może trwać latami. Samsung ma bardzo bogatą ofertę, która zawiera bardzo tanie produkty i te z segmentu Premium. Jak wiemy z historii Galaxy Note, nawet produkty Premium potrafią zawodzić. Co jest istotne, nie wiemy co tak naprawdę wydarzy po premierze telefonu, która odbędzie już 21 kwietnia.

Źródło: Samsung.

 

Czujność potencjalnych konsumentów, służb i firm (np. przewoźników lotniczych) jest całkiem duża. Zbyt duże przeczulenie, może powodować ataki zbiorowej paniki, bo przecież eksplozja czy samozapłon telefonu w kieszeni lub na pokładzie samolotu - to nie „rurki z kremem”. Mówimy tutaj o jednostkowych przypadkach, które się zdarzają, ale mogą się zamienić w kolejny kryzys. Wystarczy mała iskra...

 

Powiedzmy sobie szczerze, telefony każdej marki zapalają się i czasami eksplodują – nad reakcjami chemicznymi nie zawsze się zapanuje. Ważne jest jednak to, jak Samsung sobie poradzi z takimi przypadkami w przyszłości i ciągłym śledzeniem z każdej strony. A patrzą wszyscy, zwłaszcza konkurencja, która zadba o nagłośnienie każdej wtopy.
Dodatkowym problemem wpływającym na ocenę tej marki jest to, że do dziś nie wyjaśniono, co dokładnie było przyczyną problemów Galaxy Note.



Pewne jest jedno - Galaxy S8 będzie najbaczniej obserwowanym telefonem w historii: i to pod względem innowacji i jak i tego, czy jest bezpieczny. Ponoć, część analityków jest już w stanie obliczyć prawdopodobieństwo eksplodujących S8. Dla Samsunga ważne jest to, że wg wielu badań konsumenci pozostaną wierni marce:



http://news.sys-con.com/node/4043698



Pozostaje nam tylko życzyć powodzenia. ;) Tak po ludzku.

 

Kategorie: Felietony

0

Pomoc jest prosta!

Dlaczego rysujemy na swoich dłoniach linie proste? Dlaczego zmieniamy zdjęcia profilowe na Facebooku, Tweetujemy wykorzystując określony hashtag lub dołączamy do ważnych społecznie wydarzeń? Chcemy pomóc – to proste. Czy skuteczne?

 

21 marca to Światowy Dzień Zespołu Downa, obchodzony od 12 lat. Data dobrana została z powodu dodatkowego chromosomu w ich 21. parze u człowieka. Zamiast 2 osoby z Zespołem Downa mają 3. Na fali popularności hasła „Keep calm…” powstała nawet wersja „…it’s only an extra chromosome”.

Inna cecha charakterystyczna tej choroby to jedna linia papilarna przecinająca dłoń chorej osoby. To punkt wyjścia dla akcji charytatywnej opatrzonej hashtagiem #liniaprosta, zorganizowanej przez stowarzyszenie Bardziej Kochani i telewizję Lifetime. Jej celem jest zbiórka pieniędzy na projekt „Mieszkanie Chronione”, dzięki któremu osoby z Zespołem Downa będą mogły uczyć się samodzielności i łatwiej wejść w dorosłość.

 

Na czym polega akcja? Przez cały marzec robimy zdjęcia swoich dłoni przekreślonych prostą linią i publikujemy w mediach społecznościowych (w dostępny publicznie sposób) tzn. na facebooku, Twitterze i Instagramie. Za każde takie zdjęcie telewizja Lifetime przekaże na wsparcie projektu 5zł. Równocześnie, 21 marca, rozpocznie emisję serialu „Taki się urodziłem”.

 

Fajna akcja i ciekawy mechanizm, choć nie nowy. Identyczny jak zbiórka pieniędzy w ramach akcji #mastercardgrazwosp gdy podczas Finału WOŚP za określoną ilość tweedów MasterCard przeznaczył na konto Fundacji sporą sumę. Tutaj nowa telewizja dociera do swojej grupy docelowej robiąc coś dobrego także dla innych. To się chwali. Społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR) zyskuje coraz bardziej na znaczeniu, jak widać także w Polsce. Podobnie crowdfunding, choć to jednak inna forma tworzenia czegoś z małych pojedynczych zasobów.

 

Czym różnią się takie działania od slaktywizmu? Skutecznością i realnym wpływem na, mówiąc górnolotnie, świat. Zmiana zdjęcia profilowego na takie z flagą francuską czy dołączenie do wydarzenia w obronie kogoś, czegoś lub przeciwko komuś nic nie daje, serio. I nie byłoby w tych działaniach nic złego, gdyby nie oznaczały one rzeczywistej bierności. Ludzie lubią czuć się ze sobą dobrze, w wielu przypadkach dlatego pomagają innym, a gdy klikną raz czy dwa na FB, na prawdziwie skuteczną pomoc nie ma już chęci. Obowiązek został wszak spełniony.

 

Rozważcie więc co i jak klikacie Ana początek obejrzyjcie film:

https://www.youtube.com/watch?v=MqmzbJXCZq4

 

 

 

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 21.03.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami z dziedziny reklamy/marketingu/nowych technologii :)

 

1. Koty i rodzinę lepiej oglądać… dzięki wi-fi?


Taką logikę stosuje jeden z operatorów telefonicznych ze Szwecji, dla niektórych pewnie pokrętną.

Punktem zaczepienia tej kampanii jest to, że przecież Internet nadaje wielu zwyczajnym rzeczom całkiem zabawne i ciekawe konteksty, znaczenia.

Dajmy przykład uwielbianych w tym medium kotów. Nikt nie będzie czekał godzinami, aż kochany pupil zrobi coś zabawnego. Mamy od tego frazę „zabawne koty”. Wpisujemy, oglądamy. Gotowe.

Przekonani?


https://vimeo.com/207119392
 

2. Padają kolejne rekordy strumieniowego odtwarzania muzyki

 

Pomijając ciągłe zapotrzebowanie na formaty przeszłości – jak płyty winylowe czy kasety, streamingi mają się coraz lepiej i biją coraz większe rekordy. Jeszcze do niedawna sukcesem była by sprzedaż singla w nakładzie dajmy na to…. kilkadziesiąt tysięcy. Obecnie, sukces liczy się głównie w bilionach odtworzeń, np. w przeciągu pierwszej doby od wydania.

Dlatego patrzmy na takie informację nie jak zwyczajne ciekawostki:

http://www.theverge.com/2017/3/20/14988474/drakes-more-life-apple-music-streaming-record

 

3. AR w służbie toalet publicznych

 

Proste rozwiązania są ponoć najlepsze… Tutaj nie bylibyśmy tacy pewni, czy to wszystko było właśnie takie.

Otóż w toaletach, nazwijmy je publicznymi, w jednym z chińskich miast wprowadzono dyspensery papieru toaletowego wykorzystujące funkcjonalność rozpoznawania twarzy (AR facial recognition).

Dlatego nie było to do końca proste rozwiązanie (prosty był sam pomysł). Najwidoczniej dla Chińczyków cały ten trud był potrzebny, gdyż jak wiadomo „papier zniesie wszystko”, za to kradzieży nikt nie lubi:

 

http://www.theverge.com/2017/3/20/14986640/china-toilet-paper-theft-facial-recognition-machine

 

4. Youtuberzy to przeszłość, czas na animowanych vlogerów

 

Uwielbiacie youtuberów? A może macie ich serdecznie dość? Tak czy siak, w przyszłości oglądać będziemy animowane w czasie rzeczywisty postacie. Zamiast żywych prowadzących będziemy widzieć ich avatary(w formie nakładek, coś ala „snapchatowe filtry”, czyli tak naprawdę będzie to żywa osoba z nałożonym takim filtrem)

 

Inną opcją są wirtualni blogerzy, sterowani przez sztuczną inteligencję. W Japonii to już „norma”…

Opcji rozwoju takich pomysłów jest toeretycznie wiele. ;) Czekamy z niecierpliwością aż u nas się coś takiego pojawi ;)
 

https://www.youtube.com/watch?v=JJWOFi9pzq8
 

5. Tego pewnie nie zobaczycie w MTV

 

I nie tylko z powodu tego, że MTV to obecnie same reality show. Po prostu, mało która stacja muzyczna będzie chciała wyemitować ten spot. Dlaczego? Bo opowiada o sytuacji w jakiej znajduje się wiele kobiet i dzieci (mężczyzn dodajmy też, choć w mniejszości).

Na całe szczęścia, dla samej idei tego dzieła i wartości jakimi chce operować autorka, Internet to idealne miejsca na promocję.

Mamy nadzieję, że wielu osobom to nagranie otworzy oczy.

 

https://www.youtube.com/watch?v=hZRoXz7hxcU
 

6. Czas na Uber ucieczkę?


 

Jedna z linii lotniczych przygotowała specjalną ofertę, sądząc po reklamie, dla „korpo ludzi”.

 

Przez jeden tydzień loty Transavia Airlines zostaną połączone z aplikacją Uber. Po włączeniu apki oprócz standardowych opcji samochodowych, użytkownik zobaczy przycisk "UberESCAPE" ... który natychmiast wyświetli listę wszystkich lotów w egzotyczne miejsca, startujących z najbliższego lotniska. ;)


Coś dla tych, którzy chcą rzucić wszystko w cholerę.

 

https://www.youtube.com/watch?v=th7KXRxZAqA

Kategorie: Nowinki

0

Co ma wspólnego Google Street View i Deep Learning

Google Street View nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. To miliony zdjęć naszych ulic zrobione przez Google i publicznie dostępne. Natomiast Deep Learning to termin znany stosunkowo niewielu pasjonatom, związany ściśle z rozwojem sztucznej inteligencji. Bez wchodzenia w szczegóły i bardzo uproszczając jest to sposób na zautomatyzowanie analiz predykcyjnych. Zastosowania deep learning obejmują wszystkie rodzaje aplikacji analitycznych big data, skoncentrowane na przetwarzaniu języka naturalnego, tłumaczeniu języków obcych, diagnostyce medycznej, transakcjach giełdowych, bezpieczeństwie sieci czy rozpoznawaniu obrazów.

 

Połączenie tych dwóch rozwiązań dało niesamowity wynik.

 

Grupa naukowców z amerykańskich uniwersytetów (Stanford University, University of Michigan, Baylor College of Medicine i Rice University) opublikowała badania pod nazwą "Using Deep Learning and Google Street View to Estimate the Demographic Makeup of the US”.

 

Dowodzą oni, że używając obu wspomnianych technologii są wstanie sposób o wiele tańszy i szybszy określić profil demograficzny mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Opierając się tylko na powszechnie dostępnych zdjęć wykonanych przez samochody Google.

 

Przy pomocy zaawansowanych technik Deep Learning przeanalizowali oni ponad 50 milionów zdjęć z 200 miast udostępnionych w ramach usługi Google Street View.

 

Wykorzystując technologię rozpoznawania obrazu, określili markę, model i rok produkcji wszystkich pojazdów napotkanych w konkretnych dzielnicach. Rozpoznali w ten sposób ponad 22 miliony samochodów co stanowi około 8% wszystkich samochodów w USA. Dane te pozwoliły im określić dochody, rasę oraz wykształcenia a także postawy wyborcze właścicieli samochodów.

 

Korelacje wynikające z tych badań są zadziwiające i niezwykle trafne (Zostały one zestawione z tradycyjnie wykonywanymi badaniami demograficznymi). Na przykład jeśli liczba sedanów napotkanych podczas 15-minutowej jazdy przez miasto jest większa niż liczba pickupów, mieszkańcy tego miasta zagłosują prawdopodobnie na Demokratów (88% szansy).

 

Godnym zauważania jest fakt, że system stworzony przez naukowców, potrafi rozróżnić samochody nawet gdy różnice w ich wyglądzie są niewielkie (np Honda Accord z 2007 i. Honda Accord 2008). Jak podają ich sytem umożliwia sklasyfikowanie samochodów w 2 657 kategoriach i zajmuje mu to 0.2 sekundy na jeden samochód. Gdyby tę pracę maił wykonać człowiek zajęłoby mu to około 15 lat.

 

Raporty i szczegółowe dane z niego płynące dostępny jest pod linkiem: https://arxiv.org/pdf/1702.06683.pdf


Źródło: https://d267cvn3rvuq91.cloudfront.net/i/images/street-view-census.png?sw=600&cx=0&cy=0&cw=655&ch=595

 

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 14.03.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami z dziedziny reklamy/marketingu/nowych technologii :)

 

1. Perfumy dla przepracowanych i niedocenionych pracowników agencji reklamowych

 

Tak, dobrze czytacie, powstały specjalne perfumy dla wszystkich strudzonych pracowników agencji marketingowych, pr’owych itd. A po co one komu? No a po to np. by zwiększyć pewność siebie po ciężkim dniu w biurze lub zamaskować „zapach niemiłych rzeczy nad jakimi musicie pracować, a nie do końca się z nimi zgadzacie.” Przynajmniej tak chcą nam to „sprzedać” autorzy tego zapachu.

 

Źródło: materiały prasowe.

 

Ten zapach to jak twierdzą twórcy „Dobrodziejstwo dla każdego, zdesperowanego pracownika agencji. Dzięki niemu otrzymamy trochę pewności siebie, w trudnym dla nas czasie”. ;)

https://vimeo.com/207290248

 

 

2. Tej piosenki posłuchasz na Spotify tylko wtedy, gdy pada

 

Dokładnie utworu White Denim’s zatytułowanego “No Nee Ta Slode Aln.”, który posłuchamy sobie jeśli leje u nas za oknem… i mieszkamy na terenie USA.

Wystarczyło połączyć usługę przesyłania strumieniowego i technologię lokalizacji geograficznej - w celu określenia, czy jesteśmy w rejonie w którym aktualnie leje deszcz. Proste, prawda?

A wszystko to tak naprawdę część kampanii North Face, promującej najnowszą kurtkę przeciwdeszczową:

https://www.youtube.com/watch?v=mFWNPH3aCU0&feature=youtu.be

 

 

3. Wielka małpa przeszła się po plaży – ciekawa promocja najnowszego filmu o King Kongu


Proste pomysły są czasem najlepsze – chyba z takiego założenia wyszli twórcy kampanii promocyjnej najnowszego filmu o King Kongu. Wystarczyło zrobić wielkie odciski małpich stóp na plaży Dockweiler Beach (Kalifornia, USA), sugerujące, że przeszła tędy wielka małpa:

Źródło: materiały prasowe

… i pamiętajcie, że trzeba było je poprawiać przez kilka dni, aż ktoś je zauważy. ;)

 

4. Amerykanie sypiają ze sobą mniej, bo gapią się w ekrany komputerów i smartphone’ów

 

Okazuje się największą rozrywką dla współczesnych amerykanów, jest oglądanie Netflixa i siedzenie z głową pochyloną nad telefonem:

http://www.theverge.com/2017/3/11/14881062/americans-sexual-activity-decline-study-happiness-internet-tv

Te informacje na pewno są ciekawe, ponieważ pojawienie się telewizji ‘klasycznej’ w ubiegłym wieku, nie miało takiego wpływu na… prokreację.

A owa prokreacja to nie jedyny zgubny wpływ urządzeń elektronicznych na nasze życie. Podajmy tylko przykład niemożności zaśnięcia ludzi przez zbyt długą ekspozycję na świecące ekrany. Nasz organizm jest oszukiwany przez super jasny ekran i wydaje mu się że trwa właśnie słoneczny dzień.

Dobrze, że chociaż producenci sprzętu dbają o ten nasz sen i wprowadzają tzw, „tryb nocny” w wielu urządzeniach – powoduje on to, że urządzenie nie rozjaśnia się po zmroku lub emituje tylko kolory neutralne dla oczu.

Dobre i to. ;) 

 

 

5. Psychodeliczne wideo od Fiata - kolaboracja z Cyriak’iem

 

Z okazji podsumowania 60 lat modelu 500, marka przygotowała interesujące… wideo prezentujące dorobek historyczny tego modelu i samego Fiata, w niecodziennym wydaniu:

https://www.youtube.com/watch?v=NG5CIkZYpYs&feature=youtu.be

Za kreację odpowiada artysta znany pod pseudonimem Cyriak, „znany” jest z tego, że produkuje dość pokręcone animacje, jak np. ta:

https://www.youtube.com/watch?v=FavUpD_IjVY&feature=youtu.be

Ponad 39 milionów wyświetleń robi wrażenie, prawda?

6. Czas letni to ściema

 

Pewnie nie możecie się doczekać już pięknej, ciepłej wiosennej pogody, prawda? A co jeśli powiemy Wam, że za chwilę będziecie się budzić wcześniej, żeby uwaga: „nie marnować słonecznego dnia i kosztownych świec do oświetlania mieszkań” Przynajmniej tak argumentował to Benjamin Franklin – tak ten Benjamin, prezydent USA. Czy dziś nam jest to do czegoś potrzebne? Badania dowodzą, że daje to zerowe oszczędności.

Jak słusznie zauważa The Verge, zresztą nie oni pierwsi, czas letni to przeżytek, który powoduje że się nie wysypiamy się dobrze w sezonie letnim. Brak dobrego snu to między innymi: zwały, depresja, nerwice…

https://www.youtube.com/watch?v=K-vQCXxBBkw&feature=youtu.be

 

Kategorie: Nowinki

0

Widzisz? Reaguj!

To, wbrew pozorom, nie apel o zachowanie postawy obywatelskiej. To nowe przykazanie Facebooka, jego stosowanie pozwoli nam widzieć w news feedzie więcej treści istotnych z punktu widzenia naszych zainteresowań. Zwykły Like już nie wystarczy. Jesteśmy świadkami kolejnej zmiany, której poddany został Edge Rank.


 

Każdy, kto korzysta z Facebooka, zna button Like i podniesiony w górę kciuk. Ci nieliczni bez konta znają je także. To symbole tego portalu, podobnie jak kolor niebieski w kilku odcieniach. Lajki na stałe zagościły także w życiu codziennym i języku. Jednak nie wystarczały. Głosy o zbytniej lakoniczności tego symbolu i braku możliwości wyrażania bardziej złożonych uczuć dały się słyszeć od dawna. Wielokrotnie też nie wiedzieliśmy co zrobić, gdy naszą reakcją na post znajomego był smutek. Lubić informację o śmierci jego psa?

 

Ale już wiemy! Od trochę ponad roku, kiedy to do samotnego lajka dołączyły reakcje. Mark wysłuchał swojej społeczności i dał nam możliwość wyrażania uczuć gorętszych niż lubienie. Możemy pokazać zdziwienie, złość, smutek, rozbawienie a nawet miłość w stosunku do informacji, że znajomy weźmie udział w Sylwestrze u Andrzeja Dudy.

 

Radości nie było końca przez długie kilka dni. Powstały grafiki i video ilustrujące ciepłe przyjęcie reakcji. Organizowano (niektórzy nadal to robią) konkursy, których mechanizm wymagał zareagowanie na post w  dany sposób. Wymagano tego nawet bez konkursów. Hitem okazały się relacje live, w których można było reagować budując zaangażowanie dla strony publikującej ten faworyzowany przez FB format postu.

Minął rok z reakcjami, nastał czas podsumowań, zebrane dane pokazały ważną rzecz. Poza tym, że reakcji użyto dotychczas ponad 300 miliardów razy i najczęściej robi się to w Meksyku i Chile a najczęściej wykorzystywana jest „Love” (może to gorący latynoski temperament?), analitycy Facebooka poznali niepodważalną prawdę – nadal króluje button Like.

 

Dlaczego?! Bo zareagowanie wymaga więcej zaangażowania niż polubienie! Działania te zajmują sekundy, ale jednak – like to sekunda jedna, „Wow” to już trzy. A w czasach niedoczasu i przebodźcowania sekundy te są na wagę złota. Rozumie to też Facebook, który dba o swoją społeczność (czytaj: reklamodawców i swoje przychody) i zależy mu by ludzie obcowali z ciekawymi dla nich treściami jak najdłużej. Dlatego od teraz posty, które będą spotykać się z innymi niż Like reakcjami będą premiowane. Dłuższa chwila z postem i wyrażenie smutku = lepiej dla postu. Skoro zdecydujemy się poświęcić zdjęciu 3 sekundy zamiast 1 to znaczy, że post ten zasługuje na większy zasięg organiczny niż inny.

 

Co oznacza to dla nas? Rozwój intelektualny i ćwiczenia umysłowe. Znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, jak zachęcić ludzi do reagowania inaczej niż kciukiem w górę. Gdyby jeszcze była opcja kciuka w dół, sprawa byłaby łatwa (szczególnie w Polsce). Ale póki co trwają testy tej opcji tylko w Messengerze. I pod postami raczej nieprędko się jej doczekamy.

 

 

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 07.03.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami z dziedziny reklamy/marketingu/nowych technologii :)

 

1. Zara i kryzys z udziałem „kształtów”

 

Zara – to znana marka tzw. fast fashion, znana też z dużej ilości wpadek… przypomnimy tutaj tylko słynny kubraczek dla dziecka w stylu „obozu koncentracyjnego”: http://www.express.co.uk/news/uk/503877/Zara-withdraws-child-s-T-shirt-Holocaust-Star-of-David

Tym razem marka chciała być bardzo kontrowersyjna lub pracuje tam ktoś o „małym rozumku”, gdyby to określić nomenklaturą z Kubusia Puchatka.

 

 

 

 

 

Bo jak inaczej nazwać kampanie „Kochamy Twoje kształty” z dołączonym zdjęciem super chudych modelek? Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się reakcji zwykłych klientów.

 

Pierwszy przykład z brzegu:

 

 

Oczywiście, nie ma nic złego w tych paniach. Zły jest tylko kontekst.

 

2. Audi wchodzi do piaskownicy – „Enter The Sandbox VR Experience”

 

Dzieci bawiące się w piaskownicy, często wyobrażają sobie super wyścigi samochodzikami-zabawkami. Tworzą wymyślne tory wyścigowe, pełne przeszkód i ostrych zakrętów. A co gdyby dzięki VR’owi mogły zasiąść za sterami małego autka, jadącego po wirtualnej piaskownicy? Viola! Audi może spełnić najskrytsze marzenia dzieci - i swoje chyba też. ;)

 

 

 

Na pewno, to mocne dbanie o rozpoznawalność marki wśród najmłodszych. Zobaczcie sami:

https://www.youtube.com/watch?v=DZQbmoyPacU

 

3. i.Con – czyli smart-prezerwatywa. Czy wearables będą nam towarzyszyć przy każdej okazji?

 

Na początku potraktowaliśmy to jako żart, ale jest to prawda. Ta smart-prezerwatywa jest wielokrotnego użytku, naszpikowana wszelkiej maści czujnikami, które razem z aplikacją powiedzą nam o naszym pulsie, liczbie spalonych kalorii… czy nie za szybko „działamy”.

A jak nam się wyładuje bateria, to wystarczy to podłączyć pod USB…

Jak to wpłynie na rynek wearables? Zobaczymy, na tę chwilę traktujemy to jako ciekawostkę. ;)

 

Źródło: materiały prasowe.

4. Twoje nowe Nintendo może nie działać przez wodę – nie chodzi o wodoodporność…

Okazuje się, że największa premiera ostatnich miesięcy wśród konsol, nie obyła się bez kontrowersji. Jak zauważyło wielu użytkowników, lewy kontroler Nintendo Swift zwyczajnie działa gorzej w wielu sytuacjach, np. gdy w domu mamy za dużo urządzeń elektronicznych… i akwarium.

Taka, zresztą jest rada Nintendo dla graczy – trzymajcie zdala Swift’a od akwarium i innych urządzeń. Czy będzie to kryzyso-genne? Zobaczymy.

Użytkownicy już odkryli, że za błąd odpowiada zbyt słaba antena Bluetooth. Tylko na zmiany, chyba trochę za późno…

 

http://www.theverge.com/2017/3/3/14809280/nintendo-joy-con-controller-connectivity-problems-aquariums

 

5. Uber nad przepaścią?

 

Czy kolejny raz uda się Uber’owi upaść na cztery łapy? Po bataliach z wielkimi aglomeracjami, taksówkarzami i nawet państwami (jak w przypadku Francji), przyszedł czas na kolejne próby sił. Po ostatnim skandalu, związanym z zachowaniem CEO tej firmy wobec jednego z kierowców Uber, teraz okazało się, że ta marka ma serio…. przekichane. Okazało się, że prawdopodobnie Uber opracował specjalny system, by unikać kontroli państwowej.

 

Ale jak zwraca uwagę The Verge, to po prostu kolejny “lutowy” tydzień dla tej marki. ;)

 

http://www.theverge.com/2017/3/6/14791080/uber-sexism-scandal-strike-waymo-lawsuit-travis-kalanick

Kategorie: Nowinki

0

Manifest cyfrowego pokolenia

Każda epoka ma swój manifest – słowa, które zmieniają świat. Tezy Marcina Lutra przybite do drzwi kościoła w Wittenberdze, Manifest Komunistyczny, 21 postulatów Solidarności… Wygląda na to, że manifest naszego pokolenia ujrzał światło dzienne parę dni temu. Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka i jeden z najbogatszych ludzi na świecie, nie chce być już tylko miliarderem i biznesmenem, ale też prawdziwym architektem społeczeństwa przyszłości.

 

W opublikowanym parę dni temu liście pod tytułem „Budowa społeczeństwa globalnego”, szef portalu przekonuje, że Facebook nie jest już tylko serwisem społecznościowym, ale czymś więcej – nową cyfrową cywilizacją, zalążkiem ogólnoświatowej „społecznej infrastruktury”.

 

Zuckerberg pisze o konieczności przeciwdziałania złu, które tworzy się w sieci. Zwraca uwagę na problem samobójstw wynikających z nękania oraz nadmiaru internetowego hejtu. Nie chce, aby Facebook stał się narzędziem w rękach rozmaitych ekstremistów, dlatego pragnie stawiać czoło problemowi tak zwanej postprawdy (chodzi o fałszywe wiadomości, sensacyjne nagłówki, które w epoce mediów społecznościowych często rozchodzą się szybciej, niż rzeczywiste informacje). Przedstawia szereg rozwiązań dla nowych czasów.

 

List składa się z czterech akapitów, z których każdy przedstawia inną wizję wymarzonego przez Zuckerberga społeczeństwa przyszłości. Miałoby to być społeczeństwo poinformowane, bezpieczne, wspierające, angażujące się obywatelsko oraz bez wykluczeń. Brzmi pięknie Tyleż pięknie, co przerażająco. Założyciel Facebooka uważa, że wiele wartości, w tym normy kulturowe i poczucie narodowości, powinno ulec redefinicji.

 

Według Zuckerberga powinniśmy sami wyznaczać sobie granice i bardziej ufać sztucznej inteligencji. Facebookowe algorytmy miałyby odebrać nam kwestie sumienia i regulacji społecznych. Wydaje się, że to pierwszy krok do spełnienia wizji pisarzy katastrofistów: zunifikowanego, podporządkowanego nieznanej sile społeczeństwa przyszłości, w którym roboty i sztuczna inteligencja posiadają prymat nad ludzką wrażliwością i abstrakcyjnym myśleniem. „Gazeta Wyborcza” z kolei porównuje projekt rozwoju Facebooka do idei ogólnoświatowego rządu.

 

Jedno jest pewne – listu Marka Zuckerberga nie można lekceważyć. Kto wie, być może historycy ocenią go kiedyś jako manifest, dający podwaliny prawdziwemu społeczeństwu cyfrowemu.

 

 

Fot. Mark Zuckerberg przedstawia swoją odezwę pod siedzibą główną Facebooka
Fot. Mark Zuckerberg przedstawia swoją odezwę pod siedzibą główną Facebooka

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 28.02.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami z dziedziny reklamy/marketingu/nowych technologii :)

1. Nokia 3310 ponownie na rynku. Będzie gra w węża!

 

Powrót słynnej niezniszczalnej Nokii 3310 to niekwestionowany hit mediów technologicznych z zeszłego tygodnia.

Fiński producent wykorzystuje nostalgię użytkowników, ale zwraca też uwagę na parametry. Nowa-stara Nokia zostanie wyposażona w aparat fotograficzny i kolorowy wyświetlacz. Według zapewnień, żywotność baterii telefonu w trybie stand-by będzie wynosić aż miesiąc. Za to wszystko zapłacimy około pięćdziesięciu dolarów (dwustu złotych).

Najważniejsze: w nowej Nokii 3310 nie będzie brakowało gry w węża.

 

http://www.phonearena.com/news/The-new-Nokia-3310-goes-official-with-incredible-battery-life-and-a-new-version-of-Snake_id91452

 

2. „Nasze telefony przestaną wybuchać” – obiecuje Samsung

 

A skoro już jesteśmy przy telefonach… Samsung rozpoczyna nową kampanię reklamową, podkreślającą jakość i bezpieczeństwo produktów. W spotach, zaprezentowanych podczas Oscarowej Nocy, widzimy telefony testowane na każdy możliwy sposób: wyginane, przewiercane, oblewane wodą, mrożone i poddawane działaniu wysokich temperatur.

Złośliwi internauci komentują, że prawdziwy przekaz Samsunga jest inny: „obiecujemy, że nasze telefony przestaną wybuchać”.

Miniony rok był bowiem dla koreańskiego producenta wyjątkowo niekorzystny – model Galaxy Note 7 okazał się nie tylko wadliwy, ale wręcz niebezpieczny dla życia użytkownika. Ze względu na wybuchającą często baterię, większość linii lotniczych zakazała nawet korzystania z telefonu na pokładzie samolotów.

https://www.youtube.com/watch?v=YWsoNrzOFh8

 

 

Źródło: https://www.modernghana.com/news/722310/ghana-civil-aviation-bans-the-use-of-samsung-note-7-on-aircr.html

 

3. Bluza za pół tysiąca, czyli wielka wpadka reklamowa Orange

 

Dziennikarka TVN Agnieszka Jastrzębska chce kupić bluzę. Zwykłą, czarną bluzę z białym napisem. Za 449 złotych. „Spoko, nie?” – komentuje. Po czym bierze kredyt i dokonuje transakcji przy pomocy smartfona.

To scenariusz najnowszej reklamy Orange Finanse. Dość szybko wycofanej – najwidoczniej Orange nie było przygotowane na falę krytyki, jaka spadła na firmę zaraz po publikacji spotu. Internauci zwracali uwagę na absurdalny pomysł brania kredytu w celu zakupu horrendalnie drogiej bluzy; krytykowali też drewniane aktorstwo, a nawet popełniane przez bohaterów reklamy błędy językowe („449 złoty” – mówi ekspedientka w sklepie, podsuwając klientce terminal płatniczy).

Są jednak jeszcze miejsca, w których można obejrzeć reklamę Orange i samemu wyrobić sobie własne zdanie. I jak – podoba się? ;)

http://tv.wirtualnemedia.pl/film/agnieszka-jastrzebska-bierze-pozyczke-na-bluze-w-reklamie-orange-finanse

 

4. Papierosy dla dzieci – „już nie musisz prosić żula”

 

Przez kilka dni media zastanawiały się: to prowokacja czy skandaliczny pomysł na biznes?

W Warszawie otwarcie zapowiedział sklep z papierosami… dla dzieci. Papierosy Smok miały być dostępne w kilku wersjach smakowych, od melonowych po malinowo-brzoskwiniowe. Na opakowaniach umieszczono krótkie zachęty: „już nie musisz prosić żula”, „poczęstuj koleżankę”, „kto ci zabroni?”

Po paru dniach okazało się, że całe przedsięwzięcie jest tylko społeczną akcją marketingową. Nikt tak naprawdę nie chce sprzedawać papierosów nieletnim, a w lokalu można dowiedzieć się o szkodliwości… smogu. Jak bowiem twierdzą pomysłodawcy akcji - działacze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze – wdychany przez nas wszystkich smog każdego dnia odpowiada trzem wypalonym papierosom.

Źródło: https://www.polishexpress.co.uk/uploads/editor/images/dd.jpg

 

5. Ognista kampania Burger King

 

Oto kreatywne podejście do tematu własnych słabości. Żadna inna sieć barów szybkiej obsługi nie zmagała się z pożarami tak często jak Burger King. I właśnie ten fakt posłużył za pomysł na nową kampanię reklamową.

Zdjęcia płonących barów mają sugerować, że mięso na hamburgery przygotowuje się na prawdziwym grillu, a pracownicy nie żałują ognia. Zaniepokojonych ekologiczną i etyczną stroną kampanii uspokajamy: to fotografie prawdziwych pożarów, ani jednej iskierki nie wzniecono celowo.

Źródło: http://www.adweek.com/core/wp-content/uploads/2017/02/BS_Pennsylvania.jpg

Kategorie: Nowinki

0

#rodzew2017 czyli co Anna Lewandowska znalazła pod choinką

Co wspólnego mają Beyoncé, żona Georga Clooneya i Anna Lewandowska? Odpowiedź jest bardzo prosta - a przynajmniej dla tych, którzy śledzą serwisy społecznościowe i media plotkarskie. Wszystkie te panie spodziewają się dziecka (albo dwóch!) i w nadchodzących miesiącach zostaną mamami. Media prześcigają się w spekulacjach dotyczących płci i imion dzieci oraz przeliczają ciąże sław na pieniądze.

 

Jak na początku lutego podała firma PRESS SERVICE Monitoring Mediów, w prawie 3 tys. publikacji pojawiła się wzmianka o tym, że Anna Lewandowska spodziewa się dziecka, co w przeliczeniu na złotówki daje niebagatelną sumę 35 milionów. Biorąc pod uwagę fakt, iż żonie najpopularniejszego polskiego sportowca do rozwiązania zostało jeszcze kilka miesięcy możemy się spodziewać, iż ta kwota wzrośnie.

 

Stan błogosławiony znanych pań, to również najlepszy czas dla firm produkujących ciążowe ubrania oraz dziecięce akcesoria. Część z nich gwiazdy wybierają same, i później stają się sprzedażowymi hitami, jak choćby czarna, prosta sukienka z Topshopu, którą ciężarna Natalie Portman założyła na imprezę dla nominowanych do Oscarów, a inne to prezenty od firm, które ciąże znanych pań traktują jako idealną okazję do promocji swoich produktów.

 

Niezwykle ważnym narzędziem promocyjnym – zarówno własnej ciąży, jak i produktów przy jej okazji niezbędnych jest Instagram. To właśnie na Instagramie Beyoncé ogłosiła, iż spodziewa się bliźniaków. Pod zdjęciem, na którym wdzięcznie prezentuje zaokrąglony brzuszek jest już ok. 10,5 miliona polubień. To oczywiście zawrotna ilość, ale nikt nie ma przecież wątpliwości, że Pani Carter jest dziś naprawdę wielką gwiazdą. Zaś ze względu na krążące nie tak dawno przecież plotki o kryzysie w jej małżeństwie z Jayem Z, to jest news przez duże N.

 

 

Ciążowe zdjęcia Anny Lewandowskiej zgarniają jakieś 50 tys. lajków, co jak na polskie warunki i tak jest bardzo dużo. Znana ze zdrowego stylu życia Anna Lewandowska inspiruje przyszłe mamy dzieląc się z nimi przepisami na potrawy dodające witalności i zdrowia w tym wyjątkowym dla kobiety czasie, oraz pokazuje akcesoria, które przydają się zarówno podczas ciąży, jak i po porodzie. Jednym z prezentów jaki otrzymała celebrytka, i którym pochwaliła się w serwisie, był zestaw kart do zdjęć na pierwszy rok życia dziecka o wdzięcznej nazwie „Momencik”. Za konceptem stoją dwie przedsiębiorcze młode mamy - Rita Aniołowska i Anna Rudak, które stworzyły coś, co jest tak proste, że aż dziwne, iż nikt wcześniej na to nie wpadł, a z drugiej strony tkwi w tym genialność i doskonałe wyczucie potrzeb dzisiejszych konsumentek. „Momencik” bowiem idealnie wpisuje się w styl życia współczesnych młodych mam, które uwielbiają dzielić się fotografiami swoich dzieci w serwisach społecznościowych czy obdarowywać rodzinę kalendarzami z wydrukami zdjęć pociech.

 

Tak więc dzięki momencikom z napisami np.: „Ja chodzę”, „Pierwszy ząbek” czy „1 tydzień”, ślicznie ubrany bobas leżący na mięciutkim kocyku już od małego kosi lajki, a jego mama ma pewność, że tych ważnych chwil nie zapomni, gdyż zostały one uwiecznione po wsze czasy. „Momencik” powinien się pojawić w życiu przyszłej mamy najlepiej jeszcze przed porodem, gdyż ma pomagać w uwiecznianiu pierwszych chwil dziecka od samego początku. Dlatego jest idealnym prezentem na coraz popularniejsze również w Polsce baby showers. Anna Lewandowska otrzymała go tuż po tym, jak oficjalnie poinformowała, iż wraz z mężem spodziewają się dziecka. Dlaczego tak chętnie podzieliła się akurat tym prezentem, skoro pewnie dostała ich więcej? Otóż twórczynie „Momencika” zadbały o to, aby zestaw, który dostanie trenerka był wyjątkowy. Personalizacja, czyli to, o czym powinny pamiętać także duże firmy, robiąc wysyłki do celebrytów, jest kluczem do sukcesu. Więc oprócz standardowych kart Anna Lewandowska dostała dwie dodatkowe, mianowicie: „ Pierwszy trening z mamą” i „Pierwszy mecz z tatą”.  Trudno więc się dziwić jej pozytywnej reakcji i chęci podzielenia się tym z wiernymi fankami. I tak oto „Momencik” miał swój wielki moment na Instagramie.

Autorkom kart i pomysłu wysłania ich Annie Lewandowskiej warto pogratulować, zaś wszystkie inne firmy zachęcać do podobnych działań. Bo właśnie taki jeden, ale za to celny strzał często decyduje o sukcesie. Zgodziłby się z tym pewnie także i Robert Lewandowski.

 

Warto też, jeśli podobnie jak Anna Lewandowska lub Beyoncé, spodziewacie się potomstwa śledzić Instagram. Książkowe poradniki, gazety czy blogi parentingowe powoli odchodzą w niepamięć. Wszystko co chciałybyście wiedzieć o świecie ciążowych stylizacji oraz akcesoriów dla malucha znajdziecie pod hasztagiem #rodzew2017.

 

 

Tekst: Ewa Kawiecka

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 21.02.2017

1. Warzywna wojna polskich marketów

 

Lidl kontratakuje! Po sporym sukcesie biedronkowych Świeżaków (pluszowe warzywa i owoce, które klienci mogli otrzymać w zamian za regularne zakupy w sieci Biedronka), niemiecki dyskont wprowadził własną akcję promocyjną. Polegającą na… rozdawaniu figurek uśmiechniętych warzyw i owoców.

Nie pluszowe, a plastikowe i na przyssawkę – to zasadnicza różnica pomiędzy biedronkowymi Świeżakami, a lidlowymi Stikeez. Ale i tak można spodziewać się konsumenckiego szału – kolekcja z Lidla jest dużo większa, a figurkę można otrzymać już w sklepie, po wydaniu co najmniej czterdziestu złotych.

Czekamy na krok pozostałych sieci marketów. Niech uśmiechnięte pomidory podbiją polskie domy.

 

 

 

2. Pokoloruj reklamę i dziecięce życie

 

Każdy dolar dotacji może uczynić życie dzieci bardziej kolorowym. Z takim przesłaniem zwracają się twórcy wyjątkowo kreatywnej reklamy społecznej, zwracającej uwagę na konieczność pomocy dzieciom z wadami serca.

Internauta wchodzący na stronę http://www.giveafullerlife.com/ początkowo widzi tylko oszczędną w formie animację o chłopcu chodzącym przez biały, ponury świat. Kreskówka ma jednak kilka poziomów – obiecując dotację na kilka dolarów, można obejrzeć zmieniające się, coraz pełniejsze i bardziej kolorowe przygody głównego bohatera.

To wyjątkowo ciekawy przykład kreatywnego podejścia do reklamy, interesujący nie tylko dla marketingowców, ale i dla fanów kreskówek. Można bowiem podejrzeć, jak po kolei powstają kolejne poziomy animacji.

 

 

Źródło: http://www.giveafullerlife.com/

3. YouTube rezygnuje z długich reklam

 

Niejeden użytkownik popularnego portalu video zaklął nie raz pod nosem, gdy przed ulubioną piosenką uruchomił mu się trzydziestosekundowy niemożliwy do pominięcia film reklamowy. Mamy dobrą wiadomość: serwis doszedł teraz do wniosku, że ten rodzaj reklamy nie jest wystarczająco efektywny.

Pewnym jest jednak, że brak trzydziestosekundowych niepomijalnych reklam będzie musiał oznaczać zwiększenie ilości innych formatów. Czy przeciętny użytkownik będzie zadowolony z takiej zmiany? Zobaczymy za parę tygodni.

 

4. IKEA pomaga umeblować małą przestrzeń

 

Jak urządzić sobie wygodne życie na zaledwie paru metrach kwadratowych? IKEA wychodzi naprzeciw oczekiwaniom niezbyt zasobnych w przestrzeń życiową klientów. Najnowsza kampania reklamowa szwedzkiego giganta meblowego to cykl filmików poradnikowych z zakresu urządzania naprawdę małej przestrzeni.

Na liście proponowanych rozwiązań znajduje się między innymi położenie łóżka na szafkach, czy tworzenie stołu z otwieranej szuflady. A także chowanie swoich przedmiotów za innymi meblami. Tylko czy to wygodne?

Tak czy inaczej, reklamówki IKEA są estetyczne, dobrze wykonane i mogą być rzeczywiście pomocne.

 

https://www.youtube.com/watch?v=8MkdZZSr_iY

https://www.youtube.com/watch?v=I76HkaamjkI 

 

5. Wymarzona praca – królowa Elżbieta II szuka eksperta od mediów społecznościowych

 

Przekazujemy informację wszystkim zaprzyjaźnionym social ninjom. Brytyjska królowa Elżbieta II szuka specjalisty, który obsłuży monarsze konta w mediach społecznościowych. Wymagania to wyższe wykształcenie, kreatywność, umiejętność obsługi foto/video oraz doświadczenie w obsłudze stron internetowych.

Ktoś chętny? :)

 

Źródło: http://www.forbes.pl/g/i.aspx/670/0/forbes/636229301701871355.png

 

 

 

Kategorie: Nowinki

0

Zrób sobie Internety, czyli jak odnieść sukces w E-commerce - historia praktyka

Lubię mówić, że zarządzanie naszym sklepem to ciągle trwająca operacja na żywym organizmie, choć z każdym kolejnym rokiem wykonywana przez coraz lepiej wyszkolony personel – mówi Kamil Matysik, współwłaściciel i prezes zarządu spółki Etin Group, będącej w posiadaniu m.in. marki KrainaHerbaty.pl: - Nikt nie uczył e-commerce mnie lub mojego wspólnika Krzyśka Władyki, choć w 2007 roku, gdy zaczynaliśmy działalność, wzorców zagranicą było już dużo. Kraina Herbaty to dzisiaj lider sprzedaży herbat wysokogatunkowych w polskim internecie, mający w swojej ofercie zróżnicowany asortyment, od herbat, przez kawy, zioła, przyprawy, słodycze i jakościowe akcesoria służące parzeniu i podawaniu naparów.

2015 rok sklep zakończył z 31% wzrostem rokrocznej sprzedaży.

 

Co dziś (się) klika w e-commerce?

 

Dobrze prosperujący sklep internetowy to marzenie niejednego przedsiębiorcy. Jakie narzędzia marketingowe daje ten model sprzedaży i jak zmieniały się one na przestrzeni ostatnich lat?

- Jako sklep przebyliśmy naprawdę długą drogę, podobnie, jak cały e-commerce. Pamiętam, jak na początku działalności sklepu kupowałem kampanie bannerowe na Allegro i o dziwo duża część z nich była skuteczna. Obecnie działamy już w obszarze marketing automation, remarketingu, RTB – są to narzędzia, które jeszcze niedawno się nam nie śniły. Największą sztuką w marketingu internetowym jest przygotowanie takich komunikatów reklamowych, które – choć prowadzone na szeroką skalę – dają odbiorcy wrażenie komunikatu „szytego na miarę”. W obszarze personalizacji komunikacji reklamowej Kraina Herbaty korzysta z możliwości wysyłki wysoko spersonalizowanych e-maili, sprawiających wrażenie pisanych specjalnie dla danego klienta, wraz z odmianą imienia, płci, itp..

Wskaźniki konwersji w porównaniu do tradycyjnej formy e-maili reklamowych są zauważalnie wyższe. Etin Group posiada już na tyle rozbudowaną sieć kontaktów, że nie musi posiłkować się zewnętrznymi bazami danych, choć takie rozwiązania są do dziś praktykowane w branży. E-mail marketing, mimo że wielu osobom intuicyjnie wydaje się przeżytkiem, jeszcze długo będzie służył wielu sklepom internetowym. To najlepsza i najprostsza droga do informowania o promocjach i rozdawania bonusów. - Choć wydaje się, że ludzie nie znoszą korespondencji reklamowej w swoich skrzynkach e-mail, to dla bardzo wielu użytkowników poczty, zwłaszcza starszych, niż 40-50 lat jest ona naturalnym i akceptowalnym zjawiskiem – dodaje Matysik.

 

SEO, SEM, UX i afiliacja, czyli marketing-mix

Proletariusza

 

Etin Group nigdy nie dysponował imponującym budżetem marketingowym. Zdaniem Matysika sprawiło to, że strategia funkcjonowania spółki od samego początku była zdominowana przez dwie podstawowe zasady:

 

• możliwość kwantyfikacji skuteczności działań (co miało oczywiście kluczowy wpływ na dobór narzędzi marketing mix);

• osiągnięcie jak największej intuicyjności, prostoty i niezawodności interfejsu sklepu.

 

- Na początku funkcjonowania, jako 20-letni studenci, całość naszych przychodów przeznaczaliśmy na inwestycje w sklep i jego rozwój.  Dlatego inwestowaliśmy bardzo rozważnie, co zresztą nie zmieniło się do dzisiaj. Na samym początku postawiliśmy na podstawy, często błędnie pomijane przez wiele sklepów internetowych. Opisy naszych produktów, układ kategorii i prostota dokonywania zakupów na stronie były kluczowe. Wydaje się to banałem, ale ciekawą myśl wyniosłem z książki „The New Rules of Marketing and PR” [autorstwa Davida Meermana Scotta – przyp.red.].

Autor tłumaczy, że kiedy klient jest już na twojej stronie to nie musisz zalewać go nachalnymi komunikatami reklamowymi. Zamiast tego, musisz ułatwić mu podjęcie decyzji zakupowej, umożliwić zrozumienie, który produkt jest dla niego naprawdę odpowiedni, a potem nieustannie namawiać do kolejnych zakupów i nagradzać za lojalność. Kraina Herbaty odnosi też duże korzyści z SEO, pozycjonując się zarówno na hasła ogólne, jak i szczegółowo oraz tzw. longtail (działanie wbrew zasadzie Pareto. Pozawala to na wyszukiwanie mniej popularnych haseł, co również przynosi efekty). Efektywne SEO jest niezbędne do zbudowania rozpoznawalności marki i przewagi konkurencyjnej.

Od początku funkcjonowania, Etin Group aktywnie korzysta z programów afiliacyjnych, zgodnie ze swoją dewizą płacąc za efekt, jeśli tylko jest to możliwe.Efekty dla firmy to nie tylko sprzedaż bezpośrednia, ale również pozytywny wpływ na SEO – partnerzy tworzą własne strony i blogi tematyczne, które linkują do sklepu internetowego.

 

E-commerce anno domini 2020 – nowe trendy i wyzwania dla branży

 

Czy w e-commerce w ciągu najbliższych lat wydarzy się rewolucja? Jakie trendy i narzędzia zdominują handel internetowy? Na jakie formy promocji postawią specjalistyczne sklepy, jak Kraina Herbaty? Kamil Matysik przewiduje stały wzrost znaczenia tej gałęzi sprzedaży detalicznej, postępującą internacjonalizację, liczne udogodnienia dla klientów i wykorzystanie do ich obsługi najnowocześniejszych technologii.

 

1. Udział e-handlu w całości handlu detalicznego wzrośnie z obecnych 5% do 10, a może nawet 15% - przewiduje Matysik:

- Oznacza to wciąż bardzo dynamiczny wzrost całego sektora. Kto utrzyma się na rynku ze swoim sklepem ten będzie czerpał z tego naprawdę duże profity.

 

2. Mocno posunie się efekt internacjonalizacji - polskie sklepy coraz śmielej działać będą poza granicami. Ten kij ma jednak dwa końce. Musimy być gotowi również na to, że a naszym rynku pojawi się również wiele zagranicznej konkurencji.

 

3. Coraz ważniejsza będzie natychmiastowa dostawa, łącznie z dostawą tego samego dnia. Możliwe, że upowszechnią się drony jako dostarczyciele paczek, do czego przymiarki pojawiają się już dzisiaj.

 

4. Sklepy całkowicie dostosują się do preferencji zakupowych poszczególnych klientów - już teraz działające moduły personalizacji i dostosowywania oferty na podstawie preferencji konsumenta zostały mocno rozwinięte.

 

5. W Polsce upowszechnią się zakupy subskrypcyjne - coraz więcej towarów będziemy chcieli dostawać zgodnie z faktycznym zużyciem i zapotrzebowaniem, bez naszej aktywności zakupowej.

 

 

A także… Content, głupcze!

 

W 1992 roku James Carville, specjalista ds. marketingu politycznego pracujący dla kandydata demokratów na prezydenta Billa Clintona wymyślił hasło, które przeszło do historii marketingu: „The economy, stupid!”. Zdaniem Kamila Matysika „content” lub bardziej swojsko: "zawartość” czy też „treść” na stronie internetowej będzie coraz powszechniej uznawana za podstawę dla wszystkich działań w obszarze e-commerce. Stanie się kluczowym walorem wyróżniających najlepszych graczy na rynku.

- Przedsiębiorcy internetowi często zapominają, że tradycyjne formy marketingu i promocji to w e-commerce archaizm, który po prostu nie przetrwał próby czasu.

Internauci nie szukają w przeglądarkach i na stronach reklam. Chcą mieć do czynienia z materiałami, które pozwolą im dowiedzieć się czegoś wartościowego i ciekawego, a przy okazji w łatwy sposób pozwolą im nabyć produkty, które ich interesują. Dlatego tak ważne jest edukowanie konsumentów i wciąganie ich w swego rodzaju partnerski dialog. Nie poprzez wrzucanie przypadkowych grafik i loterii w social media, które przyciągają raczej poszukiwaczy okazji. Największe marki będą rozwijały współpracę z popularnymi blogerami, mniejsze będą prowadziły eksperckie blogi i publikowały filmy instruktażowe. Wszystko po to, by dać swoim klientom namiastkę product experience i by w maksymalnie wiarygodny sposób przedstawić walory swojej oferty. Etin Group robił to właściwie od początku funkcjonowania, nie tylko za sprawą opisanych wcześniej działań optymalizujących wyniki wyszukiwania, czy przygotowania odpowiednich treści na stronie.

- Od kilku lat prowadzimy portal ekspercki, obecnie nieco zaniedbany, ale z planami silnej ekspansji w najbliższym czasie. Na „Przyfiliżance.pl” realizujemy misję edukacji społeczeństwa co przekłada się na popularyzację herbat i kaw wyższej jakości oraz pokazuje bogactwo kategorii, czego jesteśmy beneficjentem. Poza tym, podczas rozmów z klientami w wypadku ich bardzo szczegółowych pytań o produkty, mamy miejsce do którego możemy ich odesłać w celu zagłębiania wiedzy. Znaczenie aktywności tego typu będzie rosło. WARTO!

 

Plany na przyszłość? No bollocks… Just effects.

 

- Oczywiście chcemy stać w awangardzie postępu – zapewnia Matysik

– Dzisiaj już możemy pozwolić sobie na testowanie różnych działań promocyjnych, jeśli jesteśmy ciekawi wyników i spodziewamy się wartości dodanej dla naszego biznesu. Strach przed „utopieniem kasy” nie jest już tak duży. E-commerce kocham właśnie za to, że mogę w prosty sposób ocenić konwersję poszczególnych działań. Opracowuję strategię marketingową, przygotowujemy kreację, wciągamy konsumentów różnymi kanałami komunikacji i mamy niemal natychmiastową wiedzę, czy robimy to dobrze.

Czyli, parafrazując ideę kreatywną marki piwa Newcastle Brown Ale, stojącą za jednym z bardziej inspirujących case’ów marketingowych ostatnich lat: „No bollocks”. Bo w e-commerce liczą się efekty.

 

Autor: ARTUR CICHOŃ,
Artykuł ukazał się także w magazynie Manager+


Źródło: https://www.flickr.com/photos/techinasia/18728044749

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 14.02.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami z dziedziny reklamy/marketingu etc. Mamy 14.02, więc dziś trochę walentynkowo. :)

 

 

1. Gołąbki pokoju czy najdziwniejszy mem ostatnich dni? – Trash Doves

 

Takie pytanie należałoby zadać patrząc na sukces niedawno dodanych „naklejek“ na Facebooku pt. „Trash doves“. „Śmieciowe gołąbki“ są bardzo ciekawym przykładem niewyjaśnionego sukcesu…. już wyjaśniamy!

 

Gołąbki pojawiły się naglę, zyskały ogromną popularność zwłaszcza w Tajlandii – za co autorka, Syd Weller podziękowała specjalną grafiką, która to… wywołała ogromną burzę. Ptak trzymał flagę tego kraju nogą, co uznano za straszną obrazę: https://i.imgur.com/zMseWRw.jpg Autorka zmieniła grafikę, na tę pod tekstem.

 

Aktualnie te naklejki są już jednym z ulubionych narzędzi do trollowania na Facebook’u i są używane w komentarzach na tejże platformie. Użytkownicy z jakiegoś powodu, bardzo dziwnego, znajdują tę grafikę: http://i.imgur.com/OjHGa1Q.gifv jako bardzo irytującą. Nas to zwyczajnie bawi. ;) Morał z tego taki: wszystko może być memem i to błyskawicznie.

http://www.theverge.com/2017/2/13/14601122/trash-doves-meme-facebook-sticker-set

Źródło: Trash Doves

2. Pizza Domino’s dla nowożeńców

 

Wiele już widzieliśmy, ale to chyba przebiło nasze wszystkie marzenia na temat pizzy. Wypełnialiście kiedyś listę prezentów ślubnych? A może kochacie to danie i planujecie ślub? To coś dla Was. Z okazji Dnia Pizzy, marka Domino’s Pizza uruchomiła serwis przeznaczony dla par i ich rodzin. Usługa pozwala rodzinie i przyjaciołom kupić pakiety pizzy dla szczęśliwych albo super głodnych par, jako prezent ślubny. Żelazko albo suszarka dla młodej pary? W życiu, zamówcie im pizzę. ;) Przypuszczamy, że wiele par z tego skorzysta ;)

 

https://www.dominosweddingregistry.com/

Źródło: Domino's Pizza

3. Kinky Burger King czy raczej Burger Kink’?

 

Kolejna marka zaczerpnęła pomysł z dzisiejszego święta, a raczej z kontekstu spędzania przez wiele par tego wieczoru, na nazwijmy to “zabawach i przyjemnościach”.

Dzieci mają swoje zestawy w Burger King, pora na dorosłych - trzeba tylko zmienić “zabawki”. :) W skład walentynkowego zestawu wchodzą:

2 kanapki Whopper 2 paczki frytek 2 piwa oraz “zabawka dla dorosłych” - w kilku wersjach ;) Szkoda, że taka oferta obowiązuje tylko w restauracjach w Izraelu. https://www.youtube.com/watch?v=5TgNEwe1gdw

Źródło: materiały prasowe Burger King.

 

 

4. Męskie walentynki - tylko z drugą połówką

 

Producent piwa Grain Belt doszedł do wniosku, że Walentynki to głównie różowe serca, romantyczna komedia w kinie… a gdzie tu pierwiastek męski?

Źródło: materiały prasowe Grain Belt.

Dla tego browaru, oznaczało to wynalezienie Grain Belt Pour Can Topper, plastikowego kapturka, który pasuje do każdej puszki i dzieli napój do dwóch szklanek idealnie po równo, w tym samym czasie. Pełna gotowość do dzielenia się z drugą połówką ;)

 

5. Należy dbać o pracowników, ale...

 

… Google chyba przesadziło, ponieważ zarobki inżynierów oraz system premiowy spowodowały, że wielu z pracowników zebrało fundusze na własne odpowiedniki Google Car…

 

http://www.theverge.com/2017/2/13/14599186/google-waymo-self-driving-salary-compensation-autonomous

Kategorie: Nowinki

0

Super Bowl – święto reklamy

Źródło zdjęcia: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a6/Super_Bowl_XLIII_-_Thunderbirds_Flyover_-_Feb_1_2009.jpg

Odbywający się co roku Super Bowl, czyli finałowy mecz o mistrzostwo ligi futbolu amerykańskiego, to nie tylko święto sportu i Ameryki, ale także... reklamy. Co interesujące, jeden z ciekawszych opublikowanych w tym roku spotów dzieje się w Polsce.

 

Ponad połowa Amerykanów zasiadła przed telewizorami – tegoroczny Super Bowl oglądały 172 miliony widzów, którzy napisali na ten temat ponad 190 milionów postów w mediach społecznościowych. Nic więc dziwnego, że emisja półminutowego spotu reklamowego podczas Super Bowl kosztowała w tym roku aż pięć milionów dolarów.

 

Reklamowy przekaz stał się na tyle istotny, że wywołuje zainteresowanie nie tylko branży marketingu, ale i przeciętnego odbiorcy. Serwis YouTube zebrał wszystkie prezentowane spoty i umożliwia internautom głosowanie na ulubioną reklamę.

 

Warto jednak odejść na chwilę od wielkich liczb i rekordów, żeby przypatrzeć się bliżej reklamowym trendom zaprezentowanym podczas Super Bowl 2017. Naszym zdaniem warto wyróżnić przynajmniej trzy aspekty:

 

- filmowość. Reklamy coraz mniej przypominają klasyczne spoty, w których zwykły proszek sprzedawany jest w szarym opakowaniu, a uwagę odbiorcy przyciąga się za pomocą słowa „nowość”. Dzisiejsze produkcje wyglądają bardziej jak zapowiedzi kinowych superprodukcji. W tym roku uwagę widzów przykuła zwłaszcza reklama piwa Budweiser (warto zwrócić uwagę, że marka pojawia się dopiero pod koniec spotu).

 

https://www.youtube.com/watch?v=HtBZvl7dIu4

 

- emocjonalność. W wielu reklamach prezentowanych podczas Super Bowl wykorzystano motywy miłości, przyjaźni i marzeń, odwołując się bezpośrednio do emocjonalnych instynktów odbiorcy. To nie nowość (na polskim rynku tylko w ciągu ostatnich miesięcy powstały emocjonalne kampanie Allegro i banku PKO), jednak oglądając amerykańskie spoty widać to niezwykle wyraźnie. I wyraźnie, naszym zdaniem, można się tym znudzić. Ta sama smutna muzyka w co drugiej reklamie?

 

https://www.youtube.com/watch?v=N-DtNm3zK_o

 

https://www.youtube.com/watch?v=G6u10YPk_34

 

 

- przekaz społeczny. To również temat odwołujący się do emocjonalności widza. Twórcy reklam często podkreślają dziś takie wartości jak tolerancja i akceptacja różności. Doskonałym przykładem jest reklama portalu turystycznego Airbnb, podczas której nie pada ani jedno słowo o reklamowanym produkcie – wszystko, co obserwuje widz, to zmieniające się twarze ludzi i hasło „akceptujemy” („we accept”). Warto też zwracać uwagę na detale – w pierwszych sekundach spotu Google Home pojawia się na przykład tęczowa flaga społeczności LGBT, choć sam produkt nie jest adresowany do mniejszości seksualnych, a warstwa fabularna spotu również nie ma z nimi nic wspólnego. Firma chce w ten sposób podkreślić swoje wartości.

 

https://www.youtube.com/watch?v=yetFk7QoSck

 

https://www.youtube.com/watch?v=nWiIWyCeZso

 

Spotem, który zwrócił uwagę polskich internautów, jest (znów odwołująca się do emocji!) reklama samochodów Hyundai. Jej akcja dzieje się w bazie amerykańskiej armii w Żaganiu – stęsknieni za rodziną żołnierze łączą się ze swoimi bliskimi, oglądającymi na żywo finał Super Bowl. Reklama zrobiona jest bardzo sprawnie, a z ekranu leją się łzy wzruszenia, jednak… czyżby ktoś zapomniał, że US Army jest w Polsce obecna dopiero od miesiąca?

 

https://youtu.be/P7n-GxJBw1k


Niestety z winy Youtube, link trzeba skopiować bezpośrednio do przeglądarki. Przepraszamy ;(

 

Wszystkie filmy można obejrzeć tutaj:

 

https://www.youtube.com/user/adblitz?feature=iv&src_vid=f06ng5cII8o&annotation_id=video%3Aadblitz2017link

 

Otwartym pozostaje pytanie, kiedy futbol stanie się tylko dodatkiem do wielkiego reklamowego święta pod nazwą Super Bowl.

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 07.02.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami z dziedziny reklamy/marketingu/nowych technologii :)

 

 

1. Przesłanie miłości Donalda Trumpa – jakie miłe słowa chciałbyś usłyszeć od prezydenta USA?

 

 

Czy chciałbyś usłyszeć kilka miłych słów wprost od prezydenta Stanów Zjednoczonych?

- Jego słowa obrażają tak wielu ludzi. A co, gdyby mogło być na odwrót? – pyta Eduardo Rafael z agencji interaktywnej 180LA. – Gdybyśmy mogli tego krzyczącego, obrażającego polityka usłyszeć, jak promuje miłość i jedność?

Rafael stworzył więc ze swoją grupą projekt Trump With Love. To prosta strona internetowa, na której każdy z nas może wpisać pełen miłości krótki tekst, a następnie usłyszeć go z ust prezydenta USA.

Jak dokładniej to działa? Sprawdźcie sami! A później powiedzcie bliskim, że ich kochacie. Zwłaszcza w walentynkowym okresie.

http://trumpwith.love/

 

 

Źródło: http://trumpwith.love/

 

 

2. Pierwsza w Polsce reklama po ukraińsku bulwersuje internautów.

 

 

Wiele emocji wśród polskich internautów wzbudził pierwszy nad Wisłą ukraińskojęzyczny spot reklamowy.

Mogłoby się wydawać, że to idealny pomysł na wykorzystanie sporej luki w rynku. Pracowników z Ukrainy wciąż przybywa – szacuje się, że ich liczba przekroczyła milion. To ponad milion potencjalnych klientów, chcących dodzwonić się do swoich rodzin w Kijowie, Lwowie i Odessie. Dlatego Play zatrudnił zespół Okean Elzy, gwiazdę ukraińskiego rocka, i stworzył trzydziestosekundowy dwujęzyczny spot reklamowy.

Wykorzystanie języka ukraińskiego nie spodobało się jednak wielu komentującym. Argumentują oni, że „w innych krajach nie ma reklam po Polsku”. I nawołują do bojkotu fioletowej sieci komórkowej.

Czy Waszym zdaniem to rzeczywiście problem wymagający ostrzenia kos? Naszym nie ;)

 

https://www.youtube.com/watch?v=zy-uQCa-FaY

 

 

 

 

3. Przyszłość jest już dziś – francuski polityk występuje jako hologram

 

 

Nadeszły rozwiązania znane do tej pory wyłącznie z filmów science fiction. Jean-Luc Melenchon, kandydat skrajnej lewicy na prezydenta Francji, wystąpił jednocześnie na dwóch konwencjach wyborczych: w Lyonie (osobiście) i w Paryżu (jako hologram).

https://www.youtube.com/watch?v=l0t0kFMBb24

Internauci tworzą prześmiewcze filmy, wmontowując hologram Melenchona we fragmenty „Gwiezdnych Wojen”. A sam kandydat ogłasza, że to dopiero początek jego „społecznej rewolucji”.

https://www.youtube.com/watch?v=5NVqidxqcP8

 

Źródło: Associated Press (AP).

 

4. Francuska walka z post-prawdą

 

 

A skoro już mowa o zbliżających się we Francji wyborach prezydenckich, warto odnotować, że Francuzi wypowiadają wojnę fałszywym informacjom.

Określenie „postprawda” zrobiło w ostatnich miesiącach zawrotną karierę (zostało nawet określone słowem roku przez redakcję Słownika Oksfordzkiego). Opisuje rzeczywistość, w której fakty wypierane są przez emocjonalne, często nieprawdziwe newsy, negatywnie wpływające na społeczeństwo i mogące zmieniać wyniki wyborcze.

Tego właśnie boją się Francuzi. Portal Wirtualnemedia.pl informuje, że do walki z nieprawdziwymi informacjami dołączają nad Sekwaną internetowi giganci: Google i Facebook.

Paweł Nowacki, business development director w Delvein.pl, a wcześniej zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Gazety Prawnej”, ma jednak wątpliwości odnośnie skuteczności działania automatycznych systemów. Jego zdaniem skuteczniejsi mogą być dobrzy, znający się na rzeczy dziennikarze. To chyba dobra wiadomość dla całej obumierającej branży tradycyjnego dziennikarstwa – czy walka z postprawdą będzie w stanie ją wskrzesić?

 

Pełen artykuł: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/google-i-facebook-walka-z-fake-news

 

5. Polski akcent na Super Bowl

 

 

Pisząc o marketingu, nie można nie zwrócić uwagi na coroczne święto reklamy – Super Bowl!

Już w czwartek na naszym blogu ukaże się osobny artykuł poświęcony temu zagadnieniu. A póki co, jako przedsmak, zwrócimy uwagę na jedną z szerzej omawianych reklam. Jej akcja dzieje się w Polsce - zobaczcie sami. I nie zapomnijcie wrócić do nas w czwartek! :)

 

https://www.youtube.com/watch?v=I4R2sjU3oRo

Kategorie: Nowinki

0

Pociągi napędzane Internetem

Pociągi napędzane Internetem

 

Pierwszy dalekobieżny pociąg uruchamiany na bazie crowdfundingu to zaskakująca nowość w dziedzinie transportu oraz komunikacji przewoźnika z pasażerem. To w Niemczech. Tymczasem polska kolejowa rewolucja nadjeżdża wąskotorówką.

 

Wegańskie kanapki, wagony tematyczne i bilety dużo tańsze od tradycyjnych - uruchamiany przez spółkę Locomore dalekobieżny pociąg relacji Berlin-Stuttgart zyskał już w gronie miłośników kolei miano "hipsterskiego".

Prawdziwa nowość kryje się jednak gdzie indziej – w sposobie pozyskania środków. Aby uruchomić połączenie, Locomore miesiącami prowadziło zbiórkę crowdfundingową. To zupełna nowość. Społeczne finansowanie projektów osobistych, artystycznych czy charytatywnych przenikło już dawno do świadomości internautów, ale po raz pierwszy wykorzystuje się finansowanie społecznościowe do realizacji tak wielkiego projektu z zakresu komercyjnego wykorzystania.

Internetowa zbiórka pieniędzy to, rzecz jasna, tylko niewielka część wszystkich źródeł finansowania spółki, ale przypadek Locomore powinien zainteresować wszystkich zainteresowanych komunikacją – nie tylko szynową, ale i marketingowo‑biznesową.

 

SKPL słucha pasażera

 

Polska kolejowa rewolucja, przynajmniej w dziedzinie komunikacji z klientem, nadjeżdża po wąskich torach.

- Swoją ofertę przygotowujemy bezpośrednio w oparciu o uwagi i sugestie podróżnych, nadsyłane także za pośrednictwem portali społecznościowych – mówi Albert Mikołajczyk z SKPL. - W grudniu zgłosiło się do nas kilka osób, którym po zmianie rozkładu nie pasowały godziny połączeń. W ciągu kilku dni zapadła decyzja o uruchomieniu dodatkowego połączenia, które wypełniło lukę i skróciło w znacznym stopniu oczekiwanie na pociąg.

SKPL to pierwszy na polskim rynku prywatny przewoźnik kolejowy, codziennie uruchamiający dwadzieścia cztery pociągi na trasie Pleszew Miasto – Pleszew Wąskotorowy. Plany spółki są jednak dużo większe – kolejarze z SKPL zamierzają przede wszystkim przywracać do ruchu wyłączone przez państwowego przewoźnika krótkie trasy lokalne. W takich miejscach nawiązanie dialogu z potencjalnym pasażerem jest niezwykle istotne.

Firma podkreśla również, że w dużej mierze tworzona jest przez kolejowych pasjonatów i dla kolejowych pasjonatów. Odzwierciedla to hasło reklamowe firmy: „z pasji do kolei”.

 

Crowdfunding i w Polsce?

 

Czy doświadczenie niemieckiego Locomore zainspiruje też polskich przewoźników?

- Crowdfunding w Polsce dopiero raczkuje – uważa Albert Mikołajczyk z SKPL. - Trudno dziś liczyć na pełen sukces takiej metody.

Działalność na rynku kolejowym charakteryzuje się bowiem dość wysokimi kosztami, brakiem stabilizacji i częstymi zawirowaniami, także prawnymi.

- Przykład pociągu do Stuttgartu pokazuje jednak, że istnieje w dziedzinie przewozów pasażerskich pewna luka, którą można spróbować wypełnić – kończy optymistycznie Mikołajczyk.

Tym bardziej, że i u nas odnotowuje się coraz większe projekty crowdfundingowe. W Warszawie trwa społeczna zbiórka na czujniki smogu, a firma farmaceutyczna Herba Pharma osiągnęła ostatnio rekordowy wynik ponad miliona złotych za pomocą zbiórki prowadzonej na Crowdangels.pl.

Warto odnotować przypadek Locomore, bo kto wie, może pewnego dnia będziemy dobrowolnymi datkami wspierać otwarcie tramwaju na swoje osiedle?

 

Kategorie: Felietony

0

#Podajemydalej 31.01.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami ;)

 

 

1. „Melanż” w wyobrażeniach i rzeczywistości – mocna kampania społeczna przeciwko używkom

 

 

„Melanż. Oczekiwania vs. rzeczywistość” to kampania społeczna mająca na celu uzmysłowienie młodym szkodliwości stosowania używek. Od papierosów po twarde narkotyki. W ramach kampanii stworzonych zostało dziesięć spotów porównujących oczekiwania imprezowicza… z przykrą rzeczywistością.

 

Kampanie społeczne to dla marketingowca trudne i niewdzięczne zadanie. Wydaje się jednak, że obrany kurs jest już lepszy, niż wyśmiewane niedawno wyjątkowo nieudolne kampanie przeciwko dopalaczom: https://www.youtube.com/watch?v=BpRIO8pP16c

 

Więcej spotów do obejrzenia na melanz.tv:

 

http://melanz.tv/kampania https://www.youtube.com/watch?v=ur0qwaNb_54

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ur0qwaNb_54

 

 

2. Wzruszające reklamy wciąż na topie - PKO pyta o miłość do mamy.

 

 

Choć do Dnia Matki pozostały jeszcze prawie cztery miesiące, bank PKO jako marketingowe oręże wykorzystuje jedno z najważniejszych dla nas wszystkich uczuć – miłość do mamy. Wpisując się w modny ostatnio nurt wzruszającego przekazu reklamowego (mamy na myśli choćby popularną niedawno reklamę Allegro).

https://www.youtube.com/watch?v=tU5Rnd-HM6A

 

Popularny vloger Martin Stankiewicz wybrał się z kamerą na ulice Warszawy, prosząc przechodniów o nagranie kilku wzruszających słów dla własnych mam. Co z tego wynikło, możecie zobaczyć poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=CRFtSha4Nww

 

 

3. Upiorny przepis na viral.

 

 

Kto z nas nie kojarzy wizerunku upiornej czarnowłosej dziewczynki wychodzącej z telewizora? Paramount Pictures dobrze dba o to, żeby tych "niekojarzących" było jak najmniej :)

Najpierw liczby:

- 293 miliony wyświetleń, - ponad 6 milionów udostępnień, - prawie dwa miliony reakcji pod oryginalnym postem.

To wyniki krótkiej facebookowej kampanii reklamowej nowego filmu "Rings" (kontynuacja hitowego horroru "The Ring" z 2002 roku). Wystarczył stary motyw ukrytej kamery i przebrana za Samarę Morgan aktorka, strasząca klientów w sklepie RTV.

Rozchodzi się po sieci jak świeże bułeczki, tworząc jedną z najtańszych, w porównaniu do skuteczności, kampanii reklamowych.

A jak tam Wasz telewizor…? https://www.youtube.com/watch?v=Wcu...

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=WcuRPzB4RNc

 

 

4. Precz z brytyjskimi zębami!

 

 

"Każdego dnia miliony amerykańskich psów cierpią z powodu brytyjskich zębów" głosi kolejna viralowa reklama zza oceanu.

Firma ogłaszająca się w ten sposób to Greenies, producent sztucznych kości czyszczących psie zęby. W #podajemydalej nie odwołujemy się zazwyczaj do polityki, ale trudno nam nie wyrazić nadziei, że tak brutalny marketing nie odniesie negatywnych skutków na polu rozkwitających ostatnio stosunków brytyjsko-amerykańskich.

 

W końcu niejeden naród uznałby zdanie "nie pozwól cierpieć amerykańskim psom z powodu brytyjskich zębów" za potwarz.

https://www.youtube.com/watch?v=zlUTq72A7fI

 

 

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=zlUTq72A7fI

 

 

5. Dezodorant znajdzie zagubioną skarpetkę – Dove tworzy „alternatywne fakty.

 

 

A skoro już pozwoliliśmy sobie na odrobinę polityki, wspomnimy też o ciekawej reklamie brytyjskiego Dove.

W ostatnich dniach Internet podbija wyrażenie alternatywne fakty. Pierwotnie użyte w powieści „Rok 1984” George’a Orwella, ostatnio powróciło do mainstreamu za sprawą doradczyni Donalda Trumpa (alternatywnymi faktami nazwała ona kłamstwa na temat frekwencji podczas inauguracji nowego prezydenta USA).

Po paru dniach w brytyjskiej prasie pojawiły się reklamy nowego antyperspirantu Dove, który według producenta „zwiększa twoje IQ o 40 punktów”, „znajdzie skarpetkę zgubioną dwa lata temu”, czy „po raz pierwszy był użyty przez Kleopatrę”.

Wszystko to opisane hashtagiem #alternatywnefakty. ;)

 

Kolejne #podajemydalej już za tydzień!

Kategorie: Nowinki

0

#Podajemydalej 24.01.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami ;)

 

 

1. Brutalna prawda? Tylko na spotkaniu biurowym. I to jeszcze w firmie tytoniowej…

 

 

Badania pokazują, że palacze doskonale wiedzą - palenie jest niezdrowe. I nie chodzi tylko o kaszel, który mają, bo co jeśli wydarzy się coś, co nagle zmieni całe ich życie... Dlatego, co jeśli palacze papierosów w firmie tytoniowej, zaczęliby mówić prawdę o swoich produktach?

Zobaczcie sami.

https://www.youtube.com/watch?v=4nMiT4QwBws

 

 

2. Zaufanie do producenta, to podstawa – czyli najnowsza, pokręcona kampania Duracell.

 

 

A przynajmniej do tego chce nas przekonać producent – pokazując bardzo ciekawą sytuację. Bo czy zaufacie innym bateriom, żeby wykonywały robotę Duracell zwłaszcza gdy musicie usunąć sobie.... włosy z ucha?

Lepiej zaufać dobrym bateriom, które mają odpowiednią moc i nie padną w połowie tej operacji. ;)

https://www.youtube.com/watch?v=PcxJC38kq58

 

 

3. Bezpieczna jazda autem - tylko w kasku?

 

 

Ta kampania, przygotowana dla Decathlon ma na celu pokazanie nam jednej, bardzo ciekawej analogii… i korzyści wynikających z bezpiecznej jazdy. I to nie tylko samochodem. Nie będziemy więcej zdradzać. ;) Dla nas to przykład, jak prostota i przewrotność, może okazać się czymś wspaniałym. ;)

https://www.youtube.com/watch?v=m0uJWgRAJcA

 

4. 9 stanów przetestuje autonomiczne auta – wyścig o „przyszłość” trwa!

 

Władze USA właśnie wydały zezwolenie na testowanie autonomicznych aut w aż 9 stanach. Może się to wydawać, że nie jest to imponująca liczba, ale to milowy krok w drodze ku „przyszłości”, która notabene dzieje się tu i teraz. Dotychczas autonomiczne auta były testowane tylko w jednym mieście, dlatego taki proces znacznie przyśpieszy wdrożenie ich do ruchu masowego. ;)

http://www.theverge.com/2017/1/23/14357564/dot-self-driving-car-testing-sites-nine-states

 

 

5. Kasety „nowym vinylem”? Moda na nostalgię nie mija.

 

 

Niektórzy je jeszcze pamiętają, inni mają je jeszcze nawet w domu. Kasety, bo o nich mowa obecnie są jednym z najpopularniejszych nośników sprzedawanej muzyki. Jak zwraca uwagę The Verge, aż 43 wszystkich zakupów kaset stanową transakcje bezpośrednie, głownie z niezależnymi wydawcami. Świadczyć to może o tym, że jeśli już chcemy płacić za nośnik fizyczny, to musi być to coś ciekawego. Na wiele decyzji zakupowych może wpływać fakt, że kaseta jest dość tania. Tak, czy siak - trend nostalgii będzie jeszcze aktualny w tym roku, przekonacie się o tym nie raz!

http://www.theverge.com/2017/1/23/14360162/cassette-tape-sales-increase-physical-music-2016

Na potwierdzenie tego trendu, możemy pokazać, że na naszych biurkach też mamy kasety ;) :

 

 

Kategorie: Nowinki

0

#Podajemydalej 17.01.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami ;)

 

1. Szczera reklama + wspaniały cel = ogromny sukces w social mediach.

 

To schronisko dla zwierzat, prawdopodobnie nie miało absolutnie żadnego budżetu na tę reklamę. A pewnie chcieli jedynie pokazać rąbek własnej działalności i rozreklamować adopcję. Zapewne wszystkie pieniądze inwestują w opiekę nad czworonogami, stąd ta „amatorszczyzna” Ale to ona ruszyłą serca wszystkich.

Wystarczył słuszny cel, dobre chęci i viola, reklama bez budżetu zdobyła serca miłośników zwierząt na całym świecie. Może i Was natchnie do adopcji. ;)

https://youtu.be/-F_8qaQ3DD0

Przywołujemy tutaj podobny fenomen, sklepu z wypchanymi zwierzętami Chuck’a Testa:

https://www.youtube.com/watch?v=LJP1DphOWPs

Nigdy nie wiadomo, co „chwyci i zachwyci” widzów w Internecie ;)

 

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=LJP1DphOWPs

2. Drogi palaczu, kaszlę przez ciebie.

 

To chcą nam przekazać reklamy zamontowane na przystankach autobusowych – kreacje pochodzą od jednej z sieci szwedzkich aptek. Dosłownie „przekazać”, bo każda reklama ‘zakaszle’ gdy przy niej ktoś zacznie palić. Jak się pewnie domyślacie wszystko opiera się o czujniki dymu tytoniowego. Ciekawe, która polska marka podchwyci pomysł? ;)

Mamy nadzieję, że ktoś wykorzysta ten pomysł do rozpropagowania walki ze smogiem w Polsce. Jedyny problem jaki zauważamy jest taki, że reklama ‘kaszlałaby’ cały czas.

https://youtu.be/_Uj-MMAys4M

Źródło: https://youtu.be/_Uj-MMAys4M

 

3. Hyundai – rozpakowywanie produktu na nowym poziomie?

 

Jesteśmy przyzwyczajeni do oczekiwania na wcześniej zamówioną paczkę, odbieranie jej od kuriera i rozpakowywanie. A co powiedzielibyście na odpakowywanie samochodu z wielkiego kartonu, zwłaszcza, że wcześniej możecie go sobie zamówić przez Internet… Jeśli jesteście mieszkańcami Zjednoczonego Królestwa, oczywiście. A jak zapłacicie gotówką, to dostaniecie auto dosłownie pod dom… Zobaczcie sami!

https://www.youtube.com/watch?v=MURipIPEr48

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=MURipIPEr48

Czekamy na dostawy takiego auta pod dom, ale dronem. ;)

 

4. Kolonializm = zabawa na plaży? Kontrowersyjna reklama Lamb BBQ.

 

Kontrowersja wynika tutaj z prostego faktu: ukazania kolonializmu jako zabawy na plaży.

W wielkim skróce: podczas Dnia Australii plażę tego kontynentu są oblegane przez ludzi z różnych krajów – kolonialistów. Dodatkowo jeden z bohaterów, nie będąc rdzennym Australijczykiem stwierdza „Jesteśmy tu od zawsze”. Chciałoby się jedynie powiedzieć: „Maskara!” Co muszą sobie myśleć potomkowie Aborygenów?

Może tak miało być, albo twórcy są bezmyślni. Nie będziemy się nad tym zastanawiać, pokazujemy tylko jako negatywny przykład…

https://www.youtube.com/watch?v=LX__i-zeaWs

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=LX__i-zeaWs

 

5. Google coraz bliżej mety, w wyścigu o autonomiczne auto.

 

A wystarczy jeden paten. Google ma na celu rozwiązanie tego problemu w swoim wniosku patentowym.

Rozwiązanie jest proste gdy autonomiczne auto, zostanie zamówione, scentralizowany system obsługi zapewni propozycje miejsc bezpiecznych do odebrania pasażera. Te proponowane lokalizacje mogą obejmować także te dostarczone przez użytkownika zamawiającego i dogodne, inne miejsca w okolicy. Jako taka, opatentowana technologia zwiększa "dostępność, bezpieczeństwo i użyteczność usług pojazdów autonomicznych,". Wydaje nam się, że to duży krok na przód. Uber obecnie może zaoferować ograniczoną, predefiniowaną ilość miejsc tzw. „pick up-u”.

Śledzimy z uwagą. ;)

http://www.theverge.com/2017/1/15/14279134/google-takes-another-step-towards-launching-its-own-self-driving-uber-killer-with-new-patent

Źródło: http://www.theverge.com/2017/1/15/14279134/google-takes-another-step-towards-launching-its-own-self-driving-uber-killer-with-new-patent

 

Kategorie: Nowinki

0

#Podajemydalej 10.01.2017

1. Co przyniesie przyszłość? Najważniejsze punkty CES 2017.

W zeszłym tygodniu wspominaliśmy o targach CES, prawdopodobnie najważniejszej imprezie dotyczącej nowinek technologicznych. W tym roku wystawiono wiele przełomowych urządzeń i usług. Jeśli chodzi o najważniejsze rzeczy, najbardziej podoba nam się zestawienie od Antyweb: http://antyweb.pl/najlepsze-na-ces-2017-moj-subiektywny-wybor/

 

Ciekawie podsumował to wydarzenie magazyn The Verge, w formie... wiersza: http://www.theverge.com/ces/2017/1/9/14215004/ces-2017-recap-poem-verge-musical-song

---

2. Dwa boty Google Home pogadały ze sobą... i zakochały się!

Ciężko jest mówić o czymś, że "dzieje się przyszłość", bo zaraz jest to zwyczajnie przeszłością. ;) Ale jak inaczej mówić o takich wydarzeniach, jak to? Rozwój technologi AI, jest trochę jak "lot w kosmos naszych czasów". Dwa boty Google Home, Vladimir i Estragon, swobodnie porozumiewały się przez kilka dni, a mogliśmy je obserwować przez livestream. Szybko stało się to sensacją Internetu, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że po pewnym czasie oba urządzenia zaczęły sobie wyznawać miłość. ;)

http://www.telegraph.co.uk/technology/2017/01/09/thousands-people-watching-two-google-home-chatbots-argue/ https://www.engadget.com/2017/01/07/two-google-home-bots-engage-in-a-duel-of-words/

Można to uznać za sytuację zupełnie przeciwną do uruchomienia Internetowego bota przez Microsoft: http://www.rmf.fm/magazyn/news,3319,twitter-jak-niewinny-bot-microsoftu-stal-sie-potworem.html

 

 

3. Najlepsza reklama roku, już w styczniu? Nike Improv!

Nike zaprosiła dwóch mistrzów do współpracy, i to nie byle jakich, bo Questlove'a i Kyrie Irving'a. Pierwszy to znakomity perkusista The Roots, a drugi wspaniały koszykarz. Co ich łączy? W życiu zawodowym wybijają rytm, jeden piłką a drugi pałeczkami. Łączy ich jeszcze jedno, mogą dowolnie improwizować(Improv to termin muzyczny, ale i także sportowy), a ułatwiają im to produkty Nike. Proste i bardzo przekonujące. ;)

https://youtu.be/QXbiY8oli78

 

4. David Bowie o Internecie - prorok, nie tylko w dziedzinie sztuki?

Mówi się, że Dawid Bowie przewidział praktycznie wszystko, w tym swoją śmierć. Nie nam osądzać i mówić o nim, jak o proroku, ale trzeba przyznać - był wspaniałym obserwatorem trendów.

W wywiadzie poniżej, wyjaśnił np. że nigdy zostałby gwiazdą w czasach powstania Internetu... Dlaczego? Zobaczcie sami:

https://www.youtube.com/watch?v=LaHcOs7mhfU

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=LaHcOs7mhfU

 

5. Netflix dba o fanów - powstała gra z postaciami tej marki.

Netflix uruchomił Flix Arcade, 8-bitową grę, która jest super prosta i nieskomplikowana, a dodatkowo umacnia Twoje miłe wspomnienia z lat '80 - o ile je masz. ;)

Pogracie w nią tutaj: https://flixarcade.netflix.io/ ;)

https://twitter.com/NetflixIndia/status/816162576727871488?ref_src=twsrc%5Etfw

 

 

 

Kategorie: Nowinki

0

#Podajemydalej 03.01.2017

Wracamy z najciekawszymi newsami ;)

 

1. CES – co czeka nas w 2017?

Już za moment odbędą się targi Consumer Electronics Show in Las Vegas. Czego spodziewać się po największych targach nowych technologii? Chociażby wyznacznika tego, czym będziemy się zachwycać w przyszłym roku! W tym roku możemy liczyć na sporą ilość nowości: VR, autonomiczne auta na co drugim stoisku…

http://www.theverge.com/2017/1/2/14115956/ces-2017-preview-news-trends-predictions

---

2. Zjedz pizzę i utytłaj się na całego!

Dlaczego? Bo możesz! Domino's Pizza wpadli na to, że każdy, kto ma ochotę, może zjeść swoją ulubioną przekąskę, leżąc i oglądając telewizję. Problem w tym, że zawsze kończy się to ubrudzeniem ubrań. Dlatego marka wpadła na bardzo prosty pomysł – dać swoim klientom kombinezon do jedzenia pizzy. I to dość gustowny, zaprojektowany w modne „pizza slice”, przez Charlotte Denn. Takie zmywalne kostiumy kosztują £25, a wszystkie wpływy przekazane zostaną na Teenage Cancer Trust. ;)

 

3. Duracell ratuje gwiazdkę, darmowymi bateriami…

W Wigilię Bożego Narodzenia, baterie #DuracellExpress były dostarczane za darmo do domów na całym Środkowym Zachodzie USA, oszczędzając rodzicom sytuacji pt. "Ups nie mamy baterii", w dzień, w którym sklepy są nieczynne. Rodziny mogły zamówić dostarczenie baterii w ostatniej chwili, pomiędzy południem a północą 23 Grudnia na terenie Chicago, Milwaukee and Minneapolis, na zasadzie podobnej jak zamawia się Uber. Brawo za pomysł ;)

https://www.youtube.com/watch?v=vRi2iXv3TCc

 

4. Wesoły Mikołaj?

Zwracamy uwagę na tę reklamę celowo po świętach, bo nie chcieliśmy psuć Wam humoru przed gwiazdką - święty Mikołaj w brutalny sposób, uczy jak być lepszym rodzicem... Zobaczcie sami!

http://www.adweek.com/adfreak/santa-abducts-and-tortures-single-mother-2016s-weirdest-christmas-ad-175210

Kreacja wywołała sporą burzę, ponieważ jest bardzo brutalna, a ma dodatkowo reklamować jeden z rosyjskich... banków.

 

5. „Google Home, odpal moje auto!”

Dosłownie, tak za jakiś czas będzie można odpalić swój samochód. Na tę chwilę jest to możliwe w najnowszych autach marki Hyundai. Wystarczy połączyć aplikację Google Home z aplikacją w samochodzie i viola – cieszymy się funkcjonalnościami Internetu rzeczy. Na tę chwilę zaprezentowano taką możliwość podczas wspomnianych targów CES. Kiedy wejdzie ona do seryjnej produkcji? Myślimy, że całkiem niebawem. ;)

http://www.theverge.com/circuitbreaker/2017/1/3/14149836/hyundai-google-home-remote-car-start-blue-link-ces-2017

 

6. 2016 to rok, w którym świat zmieniły social media.

I nie jest to puste stwierdzenie, podsumujmy masowe hackowanie się super mocarstw, fake-news, słowem roku zostało określenie „Post-prawda” itd. Nie można też zapomnieć o wyszukiwarce Google, która miała ogromny wpływ na wybory mieszkańców USA. Wszystkiego dowiecie się w tych artykułach:

http://www.vox.com/2016/12/31/13869676/social-media-influence-alt-right

http://interaktywnie.com/biznes/artykuly/social-media/polityka-klamstwa-i-materialy-wideo-czyli-social-media-w-2016-roku-co-przyniesie-kolejny-254478

Kategorie: Nowinki

0

#Podajemydalej 13.12.2016

Najciekawsze newsy z ostatniego tygodnia! ;)

 

1. 7 wypadków, różna prędkość - noga z gazu albo zbieraj mózg z jezdni!

 

Żyjemy w czasach, gdzie rządzić zaczynają auta elektryczne i autonomiczne, a nie możemy się pozbyć złych nawyków, które są z nami od początku motoryzacji. Chodzi o problemy z nadmierną prędkością! W tej kampanii pokazano brutalną prawdę, nieważne z jaką prędkością uderzymy w przedmiot, zawsze jest to niebezpieczne. Uważasz, że jeździsz „za wolno”? Zobacz ten film!

https://www.youtube.com/watch?v=-M3xCU9Eli0

2. Google rezygnuje ze swoich autonomicznych aut.

Dlaczego? Możliwe, że był to program pilotażowy lub wypracowane osiągnięcia zostały sprzedane większej firmie.

Autonomiczne auta to przyszłość – nie ma co się oszukiwać. Jeśli jedna firma z tego rezygnuje, to nic nie powstrzyma np. Uber czy innych korporacji przed inwestycjami w samo-jeżdżące samochody.

http://www.theverge.com/2016/12/13/13933140/google-self-driving-car-fiat-chrysler-partnership

 

---

 

3. Nick Offerman życzy ci wspaniałych świąt - jak (prawdziwy) mężczyzna!

Nick, to znany między innymi z serialu Parks and Recreation aktor, rok temu przyłączył się do kampanii świątecznej swojej ulubionej whisky - Lagavulin. W tym roku nie mogło być inaczej i nie mogło być bardziej po męsku… Aktor miał życzyć nam wszystkiego dobrego, a przez godzinę siorbie sobie whisky i patrzy w kamerę. Cóż, ta kampania potwierdza tylko stereotyp, że (prawdziwi) mężczyźni nie potrafią składać życzeń! ;)

Wesołych świąt Nick!

https://www.youtube.com/watch?v=ukc-au8UtlQ

 

4. Nagrobki i znicze na bilbordach? Reklamy mówiące o śmierci?

Zwracamy uwagę na tę kampanie, ponieważ w prosty sposób chce zmienić to jak amerykanie postrzegają śmierć i żałobę – a robią to w zupełnie inny niż my sposób.

Jedna z największych firm pogrzebowych, French Funerals and Creamtions chce przywrócić starą tradycję zapalania lampionów na grobach bliskich, datowaną na okres podboju obu ameryk.

Dla nas, zapalanie zniczy nie jest niczym nowym - pozwala nam pamiętać o tych, których straciliśmy. Nie traktujmy tego jak kolejnego szaleństwa ze “stanów” Dla mieszkańców USA może to być nowość, pozwalająca im przebrnąć przez okres żałoby.

 

5. Zamień pandę na (znikającego) misia polarnego - nowe logo WWF?

Agencja Grey London zaraz po tym jak zobaczyła raport o wzroście globalnego ocieplenia… i tego że liczba niedźwiedzi polarnych spadnie o jedną trzecią w ciągu najbliższych 40 lat - stworzyła nowe logo WWF.

Główną przyczyną fatalnej kondycji Ziemi jest oczywiście działalność człowieka. Mając to na uwadze agencja przygotowała nowy logotyp ze zanikającym niedźwiedziem polarnym – widzimy jedynie jego pyszczek. Dlaczego już nie Panda? Ponieważ od kilku miesięcy Panda nie jest gatunkiem krytycznie zagrożonym, a miś polarny może być!

6. Microsoft wypuści swoje lodówki i zamrażarki?

Nie, to nie jest żart. I nie jest to do końca prawda, ponieważ należąca do Microsoft marka inteligentnego agd i Internetu rzeczy – w zasadzie to system operacyjny Cortana właśnie wchodzi na rynek i-agd. Możliwe, że Cortanę zobaczymy już niedługo w każdej pralce i suszarce do włosów. Opinie? ;)

http://www.theverge.com/2016/12/13/13935136/microsoft-cortana-windows-10-iot-devices

 

 

-----

A teraz trochę od nas - jako agencja wciąż cieszymy się z nagrody, którą zdobyliśmy w zeszłym tygodniu, czyli Srebrnego Spinacza, za egzekucję programu „Świeć się z Energą” dla Grupy Energa. Miło nam być w tak szacownym gronie i liczymy na więcej nagród w przyszłym roku! ;)

http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rozdano-zlote-spinacze-2016-najwiecej-dla-havas-pr-msl-group-komunikacja-plus-i-garden-of-words

Kategorie: Nowinki

Tagi: marketing

W mediach

Firma w randze Uniwersytetu czyli employer branding przez edukację.

Od lat działamy w edukacji. Z tym, że nie prowadzimy oficjalnego naboru na studia, ale do pracy. Nie rozdajemy dyplomów, tylko doświadczenie. A indeksy naszych ludzi mają postać profili na LinkedIn. Na co dzień robimy to, co umiemy najlepiej – komunikację; jednak, żeby dostarczać Klientom poziom usług, którego wymagają – musimy uczyć.

http://www.qacommunications.com/pl/blog/firma-w-randze-uniwersytetu-czyli-employer-branding-przez-edukacj/

Social media rządzą (prawie)

Wczoraj odbyły się przedterminowe wybory do brytyjskiej Izby Gmin. Naszą uwagę przykuł jeden z obecnych liderów tamtejszej sceny politycznej, który doskonale potrafi wykorzystać siłę mediów społecznościowych. Mowa o Jeremym Corbynie.

http://www.qacommunications.com/pl/blog/social-media-rzdz-prawie/

Girl power – social media w rękach kobiet

W wielu dziedzinach kobiety ciągle zarabiają mniejsze pieniądze od mężczyzn i mają też mniej do powiedzenia od przedstawicieli płci męskiej. Inaczej sprawa wygląda w sferze, która powstała całkiem niedawno w porównaniu do wielu innych – mowa o social mediach. W nich kobiety radzą sobie wręcz doskonale.

http://www.qacommunications.com/pl/blog/girl-power-social-media-w-rkach-kobiet/

Facebook

Twitter

Newsletter

Zaufali nam